parkiet z Erikiem
Do ślubów panna Yaxley miała stosunek raczej ambiwalentny, zresztą, jak do większości spędów organizowanych przez czystokrwistych czarodziejów. Wiele zależało od tego z kim przyszło jej odwiedzać podobne wydarzenia. Tym razem się przygotowała. Miała szczęście, że Erik zgodził się, aby pojawili tutaj razem. Bądź co bądź, był jej dobrym kumplem, z którym mogła sobie czasem dać po mordzie dla rozrywki (to znaczy szpadą uderzyć, tam gdzie boli najbardziej), a kiedy indziej spędzić razem czas w teatrze, jeśli wymagała tego okazja. Miała szczęście, że miała kogoś takiego wśród czystokrwistych czarodziejów, nie musiała się martwić, że będzie nieodpowiednio odebrana przez całe towarzystwo, bo z Gerry i jej dopasowaniem bywało różnie. (no hej, chyba nie można mieć lepszego ślubnego partnera, niż najdroższy kawaler Wielkiej Brytanii).
W przeciwieństwie do Longbottomów, z którymi przybyła tutaj karocą, swoją drogą w towarzystwie Florence - swojej przyjaciółki, która okazała się być partnerką Morpheusa (nie wspominała, że się spotykają, będzie musiała ją o to wypytać, bo nie była na bieżąco z jej sprawami sercowymi) więc wracając w przeciwieństwie do mężczyzn, z którymi jechała była wyjątkowo wyspana, co było zasługą wspomnianej wyżej przyjaciółki, bo uzupełniła jej zapas eliksiru nasennego, dzięki któremu spała jak dziecko (nie takie, co budzi się, co trzy godziny). Musiała wspomagać się podobnymi specyfikami, bo miała na głowie ostatnio dosyć sporo, a jednym z jej głównych problemów była obecność Thorana Yaxleya, jej brata bliźniaka, który nie był tak naprawdę jej bliźniakiem, czego już się dowiedziała, dzięki pomocy swoich najbliższych. Okazało się, że najprawdopodobniej był doppelgangerem, który chciał ukraść jej życie, zeżreć ją i spowodować, żeby wszyscy o niej zapomnieli; takie małe błahostki jednak nie odwiodły ją od tego, żeby pojawić się na ślubie Perseusa i Vespery. Zresztą tata poprosił ją o to, by godnie reprezentowała ich rodzinę - tatuś prosił, Gerry starała się spełnić jego oczekiwania (kończyło się to różnie, na szczęście nigdy nie były one szczególnie wysokie, bo wymagał od niej by po prostu bywała, tam gdzie trzeba).
Podróż minęła więc naprawdę przyjemnie, w końcu towarzystwo było przednie, nie mogła lepiej trafić. Czuła, że jej obecność tutaj wcale nie była takim złym pomysłem, bo mogła na chwilę zająć myśli czymś innym niż to, że miała zostać obiadem tej okropnej kreatury. Lubiła Perseusa, panny młodej nie znała jakoś specjalnie, ale niech im się dobrze wiedzie na nowej drodze życia (swoją drogą, miała wrażenie, że nie minął nawet rok od ostatniego ślubu pana młodego, ale najważniejsze, że szukał swojego szczęścia, chociaż dla niej wydawało się to dosyć szybką decyzją, ale uważała, że każdy ma prawo żyć, jak chce, nie oceniała).
Ceremonia przebiegała całkiem sprawnie, była to ta oficjalna część, za którą za bardzo nie przepadała. Pokusiła się na kilka uśmiechów, kiedy wymagała tego sytuacja, oklasków, poza tym głównie to oglądała sufit, bo czas jej się strasznie dłużył. Wreszcie zmienili lokalizację i znaleźli się w miejscu, w którym miało się odbyć przyjęcie.
Przemierzała włości Blacków w towarzystwie Erika, rozglądała się uważnie, zdecydowanie postarali się, aby było to niezapomniane wydarzenie, wszystko wydawało się być dopięte na ostatni guzik. W końcu przyszła jej kolej, aby wręczyć prezent parze młodej, wybrała dla nich specjalną kuszę z rodzinnej kolekcji, z odpowiednio zaczarowanym samo-uzupełniającym się kołczanem.
Uśmiechnęła się do Erika - Tak, swoją drogą widziałeś, że to wystarczyło, żeby znowu sugerowali nam romans? - Niesamowicie ją bawiło, że dla pismaków wystarczyło pojawić się gdzieś razem, żeby dopisali sobie do tego całą historię.
Złapała dłoń Longbottoma i ruszyła z nim w stronę parkietu. Suknia, którą zamówiła u panny Rosier pięknie mieniła się wraz z każdym stawianym przez nią krokiem. Artystka przeszła samą siebie, czarna góra sukni może niczym się nie wyróżniała (poza bardzo głębokim dekoltem, plecy pozostawały zakryte z racji na ogromną bliznę, która była pamiątką po spotkaniu z kelpie), lecz dół nieco rozkloszowany zrobiony był ze smoczej łuski, by ją stworzyć musiało stracić życie kilka chińskich ogniomiotów i co najmniej jeden rogogon węgierski, przynajmniej te gatunki zakładała zważając na kolor burgundowy przechodzący w czerń. Yaxley była zachwycona dziełem Merkurii, nie spodziewała się, że w tak krótkim czasie stworzy dla niej coś takiego pięknego, no i najważniejsze pasowało do stroju Erika.
- Tylko tutaj nie zrobią konkursu na królową i króla balu, bo ich już mamy wybranych. - Nie lubiła szkolnych balów, nie lubiła do nich wracać wspomnieniami, bo był to czas, kiedy nie do końca akceptowała w sobie wszystko, teraz była zdecydowanie w innym miejscu, czuła się pewniej.
Razem z Erikiem byli chyba najwyższą parą na parkiecie, Ger nie ubrała dzisiaj butów na obcasie, bo po pierwsze i tak była odpowiednio wysoka, bo drugie ceniła sobie wygodę. - Wydaje się być ciekawym miejsce, chętnie obejrzę inne części, zobaczę, jak jest zaaranżowana, bardzo tutaj elegancko. - Jej rodzinne wnętrza były urządzone zdecydowanie bardziej surowo. - Ciekawi mnie, jak wiele zmienili tylko z tej okazji, jak wygląda to miejsce na co dzień. - Dotarli w końcu na parkiet, i mogli rozpocząć taniec. - Myślisz, że zaliczymy dzisiaj jakiś skandal, jakiś pijany wujek zaśnie pod stołem, brat panny młodej pobije się z siostrą pana młodego? - Tak naprawdę nie wiedziała, czy Persi ma siostrę, na pewno jakąś miał, czystokrwiści mnożyli się przecież na potęgę.