Siedzenie w barze i niepicie Ger sama traktowała jako poniekąd podejrzane, może nie ufała do końca tym, którzy nie mieli w zwyczaju spożywać napojów wyskokowych. Sama za kołnierz nie wylewała i raczyła się najróżniejszymi trunkami, wizyta w pubie poniekąd od niej tego wymagała, było to też niezłe usprawiedliwienie na jej ostatnie ciągoty do alkoholu, bo przecież jak to? Być w pubie i nie wypić piwa, no to się nie łączy.
Och, słowa Peregrinusa były potwierdzeniem tezy, którą badała ostatnimi czasy. Ukraść magicznie jego tożsamość. Tak, myślała o tym, tak miała dowody na to, że dokładnie tak było, tylko, czy powinna mówić o tym Peregrinusowi? Wolałaby uniknąć plotek, i tak szeptali wiele nieprzyjaznych słów o jej rodzinie. O niestabilności jej ojca, który po wypadku trochę dziwnie się zachowywał, ale nie na tyle dziwnie, żeby przeszkadzało im to w funkcjonowaniu, przywykła do tego. Bała się jednak, że teraz i ona byłaby wzięta za psychiczną. Mieliby podstawy, żeby twierdzić, że to rodzinne, a wtedy Yaxleyowie mogliby na tym ucierpieć. Dla Geraldine rodzina była największą wartością, musiała dbać o to, jak inni ich widzieli. - Myślałam o tym i mogę ci powiedzieć, że pracuję nad problemem. - Była to chyba wystarczająca odpowiedź? Niezbyt konkretna, a jednak uspokajająca.
- Nie wiem po co by mu była korespondencja Dolohova. - Nie, żeby wątpiła w to, że ta bestia mogła ukraść właśnie listy, tylko szukała w tym zajściu jakiegoś celu i niestety patrzyła, ale nie widziała. Nie miała pojęcia, co takiego mogło być w listach Vakela, że mógł tego potrzebować, mogła? W końcu Crow mówił, że to samica, tyle, że wybrała męskie ciało.
Gerry nie wyglądała, jakby słowa Peregrinusa mocno nią wstrząsneły, najwyraźniej wiedziała, że coś się dzieje. Nie mógł być pierwszą osobą, której Thoran coś zrobił. - Nie wiem, czy uda mi się odzyskać te listy, nie mam pewności, czy mój brat będzie miał chęć ze mną współpracować, bo ostatnio jest dosyć nerwowy. - Nie mogła mu zapewnić, że Dolohov dostanie korespondencję z powrotem.