To było krępujące. Beznadziejne. Wstydliwe. Te wszystkie przeżyte historie tkwiły mu w głowie, ale stawały się już za ciężkie, żeby je w niej nosić. W tym momencie już nawet "trudno" mówił na myśl, że przecież mogli go ocenić. Że mogliby go skrytykować za to, że zamiast za kobietami to przyszło mu się oglądać za mężczyznami. Że opowiadał zadowolony Florence, że się zakochał w ślicznej ciemnowłosej kobiecie, a tak naprawdę to była chłopcem. A może ona wiedziała. Wiedziała od dawna, tylko nie mówiła, dopóki on tego nie powiedział? To przecież byłoby takie w jej stylu - wiedzieć. Milczeć. Dawać tylko przestrogi, które mogły wydawać się dziwne, ale w chwili próby nagle doskonale rozumiałeś, co miała na myśli. Nie zawsze wybierałeś właściwie, bo podejmowanie samych właściwych wyborów było domeną mądrych, a człowiek był tylko człowiekiem i czasem zachowywał się po prostu głupio. Wylicz sobie wszystkie te emocje, które targają Atreusem i jak nie potrafił ich utrzymać, ten mrok, który w nim tkwił, a zrozumiesz. Wylicz sobie te wszystkie smutki, które zbyt empatyczny Laurent zbierał od świata i zrozumiesz. Florence Bulstrode więc rzeczywiście nie zawsze mogła być dumna, ale zawsze rozumiała. Przyjmowała niedoskonałości i starała się pogładzić z włosem, żeby nie były takie najeżone. Żeby tak nie bolały.
Laurent wychylił się do przodu, kiedy Florence położyła dłoń na jego ramieniu, żeby ją objąć i uczepić się palcami jej ubrań. Żeby schować twarz w jej koszulce. I płakał. Łzy wcale nie były rzęsiste, a płacz wcale nie był poetycki, czysty, chociaż przecież lały się te łzy za nic. I za wszystko. Za siebie, za Philipa, za swoje błędy i za to, na co nie zasłużył. Nie było w nim żadnej świętości i nie było w nim braku winy, przecież to nie tak, że zwrotnie tego człowieka nie skrzywdził. Jak wiele win i przewin - zero jedynkowość nie istniała, a całość była wynikiem pogubienia jednej i drugiej strony... Tylko że, no właśnie, to po prostu za dużo. To po prostu za dużo...
Trzymał Florence, płakał i chciał jak i nie chciał powiedzieć tych wszystkich słów, które kotłowały mu się w głowie.
... nie tylko jego wina. To moja wina. Przepraszam, przepraszam, że musicie na to patrzeć i tego słuchać, ale... to tak bardzo boli... Tak strasznie... Wszystko zepsuło się od tego rytuału po Beltane, kiedy Philip przyszedł się... pocieszyć. Tak, ten od Loretty. Po Lorettcie. Powinienem mu wtedy odmówić, ale był taki nieszczęśliwy, taki smutny, że nie miałem serca. Nie potrafiłem. Potem było tylko gorzej, bo nie chcę być w relacji, która polega na kryciu się przed całym światem. Chciałbym żyć. I żeby on się mnie nie wstydził, ale nie chcę mu niszczyć kariery, przecież... to nie byłoby w porządku. Powiedziałem mu, że go nie kocham, mogłem go odepchnąć wtedy i już nie wracać. Nie potrafiłem. Znaliśmy się od tak dawna, a on naprawdę potrafi być opiekuńczy i kochany, więc... więc dałem sobie szansę na pociągnięcie tego, pomyślałem, że spróbuje, może akurat on... i było jeszcze gorzej. Mieliśmy miły dzień, to miał być miły dzień, a potem mnie przeleciał, stwierdził, że wszystko ograniczam do seksu i że pieprzę go z litości. Poza tym, że mogę już wyjść, bo wiem, gdzie są drzwi. Przecież... przecież sam do mnie podszedł, nawet go nie dotknąłem... Wyjaśniliśmy to sobie, ale... cóż... mamy trochę inne wizje na to życie, a on by chyba chciał, żebym był jego testerem doświadczalnym nowych przeżyć przy łączeniu ruchania kogoś z uroczymi śniadankami. A przedwczoraj wieczorem poszedłem do niego, bo potrzebowałem... ukojenia. Bezpieczeństwa w jego ramionach. I tak bardzo się ucieszyłem, że nie potraktował mnie przedmiotowo, że zrozumiał, jak bardzo chciałbym być czymś więcej niż... tym obrzydliwym ciałem... I po co? Czemu to wszystko mówił? Czuję się... zużyty. Brudny. Nie chcę taki być. Nie chcę być nawet sobą. Mam ochotę wydrapać sobie twarz, żeby nikt już na mnie tak nie patrzył...
W końcu zaczynał się uspakajać. Choć powoli.
- Aydaya ma rację. Jestem tylko zwykłą kurwą. Niczym więcej. A Philip... to nie tylko jego wina. To moja wina. - Zaczął ostrożnie to, co Florence już usłyszała w swojej głowie. Tylko przerwał, bo zachłysnął się płaczem i powietrzem.