29.05.2024, 12:15 ✶
– Oh daj spokój. Pytasz się, jakbyś w młodości nigdy nie zastanawiał się, czy gumochłonów nie da jako gumek chłonących różne dziwne substancje – mruknął rozbawiony. W końcu wyglądały jakby były zrobione z dużej gumy i na pewno chłonęły swój śluz, więc może stanowiłyby dobre mopy na rozlane eliksiry. Nie, że teraz było to jakoś szalenie istotne.
– Anthony — powiedział nagle jakoś poważniej, próbując udawać, że właśnie nie widział, jak jego szef uderza się w głowę, a potem przytula do mebla. Oto właśnie najznamienitszy rocznik w historii Hogwartu proszę państwa. – Jako twój zastępca mówię, że nie ma takiej mowy. Biuro cię potrzebuje.
Spojrzał na niego z lekkim zaskoczeniem. Czy właśnie ten zakochany pijany daltoniści sugerował trzeźwemu aurowidzowi, że to on był ślepcem?
– Obawiam się, że to po prostu była jedna z tych bolesnych miłości. Ale to przejdzie – powiedział, ściskając delikatnie jego ramię, starając się z całych sił nie powiedzieć czegoś złośliwego o tej najpiękniejszej istocie na całym świecie, która wcale nie była ślepcem, chociaż ślepcem była. Za to najwyraźniej on był ślepcem. Ale z tego co zrozumiał, to najwyraźniej Anthony akurat z tego się cieszył. Czy na pewno ktoś nie dodał Shafiqowi gdzieś amortencji?
No dobrze. To rzeczywiście było bardzo głupie co zrobił. Takie z kategorii Głupie rzeczy, które robiłaby Charlotte, gdyby nie to, że wiedziała, jak korzystać ze swojego mózgu
– Przepraszam – wymamrotał z pokorą mniej jak Jonathan, a bardziej jak stażysta, który zrobił właśnie cos bardzo głupiego przed samym szefem. – Jeśli chcesz możesz później zostawić mnie samego w jakimś pociągu.
Ale nie można było powiedzieć, że woda nie podziałała otrzeźwiająco na Anthony'ego. Jonathan czekał cierpliwie na to aż drugi czarodziej skończy się myć, zabijając czas przeglądaniem książek i rozmyślaniem na temat tego, co napisze w listach do Morpheusa i Charlotte o tej całej sprawie. Bo to, że do nich napisze było więcej, niż pewne. Przecież trzeba było coś z tym zrobić! Nie mógł oceniać przyjaciela za to, że chciał ulokować w kimś swoje uczucia i inne części ciała, ale mógłby robić to jednak z głową i... Nie. Nie. To przecież nie była wina Anthony'ego, że jakiś drań złamał mu serce.
– Wyślę tego drania do Chin i upewnię się, że nigdy stąd nie wróci – pomyślał, zupełnie nieświadomy tego, że doskonale znał tego drania i nawet go lubił.
A jeszcze najgorsze było to, że czekając tak na swojego szefa Selwyn zaczął rozmyślać nad jego słowami na temat życia bez miłości i konsekwencji swoich własnych romansów i całe szczęście, że Shafiq wtedy właśnie wyszedł z łazienki, bo Jonathan zdecydowanie nie chciał o tym myśleć. Jeszcze chwila, a jego głową zaczęłaby mu wmawiać, że gdzieś czuje te przeklęte róże.
– No! I jest i on! Młody bóg w całej swojej okazałości! – wykrzyknął przesadnie, odkładając jedna z książek z powrotem na półkę. Po jakichkolwiek oznakach ponurych myśli w głowie Selwyna nie było już śladu. – Z piegami ci do twarzy. Może powinniśmy je jakoś podkreślić na jutro. Tak wyglądasz znacznie sympatyczniej. Oh. Nie będziesz na mnie niczego ćwiczył w sypialni? To po co ja dzisiaj goliłem dla ciebie nogi?
Rozbawiony swoim żartem podszedł do przygotowanych szat, by ocenić je okiem eksperta, którym według siebie był. Jak dobrze, że wreszcie mogli zabrać się do pracy. Nie, że ogarnianie pijanego szefa pracą nie było, ale dopiero teraz czuł, że robią jakieś postępy.
– Hm... – Zerknął na szaty. Na Shafiqa. Na szaty, a potem jeszcze raz na Shafiqa, aż wreszcie ostrożnie chwycił tę niebieską i przyłożył do drugiego czarodzieja. – Odcień jest odpowiedni. Spróbujmy może z tą? Przełamiesz trochę swój wizerunek ponurego lorda, zamkniętego przed światem w swojej fortecy ze smokami, a o to nam jutro chodzi. Poza tym niebieski ma lepsze skojarzenia. No wiesz, kreatywność, uduchowienie...
– Anthony — powiedział nagle jakoś poważniej, próbując udawać, że właśnie nie widział, jak jego szef uderza się w głowę, a potem przytula do mebla. Oto właśnie najznamienitszy rocznik w historii Hogwartu proszę państwa. – Jako twój zastępca mówię, że nie ma takiej mowy. Biuro cię potrzebuje.
Spojrzał na niego z lekkim zaskoczeniem. Czy właśnie ten zakochany pijany daltoniści sugerował trzeźwemu aurowidzowi, że to on był ślepcem?
– Obawiam się, że to po prostu była jedna z tych bolesnych miłości. Ale to przejdzie – powiedział, ściskając delikatnie jego ramię, starając się z całych sił nie powiedzieć czegoś złośliwego o tej najpiękniejszej istocie na całym świecie, która wcale nie była ślepcem, chociaż ślepcem była. Za to najwyraźniej on był ślepcem. Ale z tego co zrozumiał, to najwyraźniej Anthony akurat z tego się cieszył. Czy na pewno ktoś nie dodał Shafiqowi gdzieś amortencji?
No dobrze. To rzeczywiście było bardzo głupie co zrobił. Takie z kategorii Głupie rzeczy, które robiłaby Charlotte, gdyby nie to, że wiedziała, jak korzystać ze swojego mózgu
– Przepraszam – wymamrotał z pokorą mniej jak Jonathan, a bardziej jak stażysta, który zrobił właśnie cos bardzo głupiego przed samym szefem. – Jeśli chcesz możesz później zostawić mnie samego w jakimś pociągu.
***
Ale nie można było powiedzieć, że woda nie podziałała otrzeźwiająco na Anthony'ego. Jonathan czekał cierpliwie na to aż drugi czarodziej skończy się myć, zabijając czas przeglądaniem książek i rozmyślaniem na temat tego, co napisze w listach do Morpheusa i Charlotte o tej całej sprawie. Bo to, że do nich napisze było więcej, niż pewne. Przecież trzeba było coś z tym zrobić! Nie mógł oceniać przyjaciela za to, że chciał ulokować w kimś swoje uczucia i inne części ciała, ale mógłby robić to jednak z głową i... Nie. Nie. To przecież nie była wina Anthony'ego, że jakiś drań złamał mu serce.
– Wyślę tego drania do Chin i upewnię się, że nigdy stąd nie wróci – pomyślał, zupełnie nieświadomy tego, że doskonale znał tego drania i nawet go lubił.
A jeszcze najgorsze było to, że czekając tak na swojego szefa Selwyn zaczął rozmyślać nad jego słowami na temat życia bez miłości i konsekwencji swoich własnych romansów i całe szczęście, że Shafiq wtedy właśnie wyszedł z łazienki, bo Jonathan zdecydowanie nie chciał o tym myśleć. Jeszcze chwila, a jego głową zaczęłaby mu wmawiać, że gdzieś czuje te przeklęte róże.
– No! I jest i on! Młody bóg w całej swojej okazałości! – wykrzyknął przesadnie, odkładając jedna z książek z powrotem na półkę. Po jakichkolwiek oznakach ponurych myśli w głowie Selwyna nie było już śladu. – Z piegami ci do twarzy. Może powinniśmy je jakoś podkreślić na jutro. Tak wyglądasz znacznie sympatyczniej. Oh. Nie będziesz na mnie niczego ćwiczył w sypialni? To po co ja dzisiaj goliłem dla ciebie nogi?
Rozbawiony swoim żartem podszedł do przygotowanych szat, by ocenić je okiem eksperta, którym według siebie był. Jak dobrze, że wreszcie mogli zabrać się do pracy. Nie, że ogarnianie pijanego szefa pracą nie było, ale dopiero teraz czuł, że robią jakieś postępy.
– Hm... – Zerknął na szaty. Na Shafiqa. Na szaty, a potem jeszcze raz na Shafiqa, aż wreszcie ostrożnie chwycił tę niebieską i przyłożył do drugiego czarodzieja. – Odcień jest odpowiedni. Spróbujmy może z tą? Przełamiesz trochę swój wizerunek ponurego lorda, zamkniętego przed światem w swojej fortecy ze smokami, a o to nam jutro chodzi. Poza tym niebieski ma lepsze skojarzenia. No wiesz, kreatywność, uduchowienie...