29.05.2024, 14:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.05.2024, 14:36 przez Charlotte Kelly.)
Charlotte niby to przewróciła oczami, dokładnie tak samo jak chwilę później Selwyn, ale na moment też objęła Jonathana, bo przecież i ona wiedziała, i oni wiedzieli, że gdyby nie chciała być tutaj z nimi, nie zmusiłaby jej do tego żadna siła na niebie i ziemi. Uporem Charlotte można by kruszyć skały.
- To wcale nie był najlepszy rocznik - oświadczyła jednak kapryśnie, jakby musiała, po prostu musiała popsuć nastrój. - Mieliśmy na roku miękkie buły.
Martę Warren na przykład. Charlotte nie wspomniała o tym nie z delikatności, która nie pozwalała przywoływać śmierci młodej dziewczyny, a dlatego, że Morpheus ją znalazł i nie chciała mu przypominać o takich rzeczach w dniu urodzin. Dla przyjaciół od czasu do czasu zdobywała się na odrobinę taktu. Oczywiście niezbyt często, żeby się przypadkiem nie przyzwyczaili.
- To my jesteśmy najlepszym z tego rocznika. A. I z wszystkich innych - uzupełniła jeszcze, z tą samą pewnością siebie, jaką demonstrowała jako dwudziestolatka. A może z większą nawet?[/b]
Widelczyk zanurzył się w torcie i Charlotte przez chwilę - gdy oni snuli swoje opowieści o rycerzach, wiwernach i tak dalej, ech, chłopcy, wszyscy tacy sami - zajęła się jedzeniem oraz popijaniem wina. Tak naprawdę po słodycze sięgała niewiele częściej niż Morpheus, musiała w końcu dbać o linię, a jednocześnie rzadko chciało się jej to ćwiczyć, więc aby pozostać najpiękniejszą, a za taką się uważała, musiała zachować pewien umiar. Były jednak dni, w które pozwalała sobie na więcej niż zwykle i to był właśnie jeden z nich.
- Jonathan chyba zapomina, że to nie przedstawienie, a prawdziwe życie i zaraz stworzy plany na kolejny występ u Selwynów - westchnęła w końcu. - Ale jeżeli urządzicie średniowieczne przyjęcie, nie myślcie, że zgodzę się wystąpić jako ktokolwiek poza królową. Nawet jeżeli to Morphy ma być głównym bohaterem wieczoru. Czy jednak to nie powinna być kraina snów, a nie czasy panów i dam, skoro to on miałby nią władać? - zapytała, unosząc naczynie w kolejnym toaście. – I pamiętaj, wino jest jak my. Im starsze, tym lepsze. Wszystkiego dobrego, letni chłopcy.
- To wcale nie był najlepszy rocznik - oświadczyła jednak kapryśnie, jakby musiała, po prostu musiała popsuć nastrój. - Mieliśmy na roku miękkie buły.
Martę Warren na przykład. Charlotte nie wspomniała o tym nie z delikatności, która nie pozwalała przywoływać śmierci młodej dziewczyny, a dlatego, że Morpheus ją znalazł i nie chciała mu przypominać o takich rzeczach w dniu urodzin. Dla przyjaciół od czasu do czasu zdobywała się na odrobinę taktu. Oczywiście niezbyt często, żeby się przypadkiem nie przyzwyczaili.
- To my jesteśmy najlepszym z tego rocznika. A. I z wszystkich innych - uzupełniła jeszcze, z tą samą pewnością siebie, jaką demonstrowała jako dwudziestolatka. A może z większą nawet?[/b]
Widelczyk zanurzył się w torcie i Charlotte przez chwilę - gdy oni snuli swoje opowieści o rycerzach, wiwernach i tak dalej, ech, chłopcy, wszyscy tacy sami - zajęła się jedzeniem oraz popijaniem wina. Tak naprawdę po słodycze sięgała niewiele częściej niż Morpheus, musiała w końcu dbać o linię, a jednocześnie rzadko chciało się jej to ćwiczyć, więc aby pozostać najpiękniejszą, a za taką się uważała, musiała zachować pewien umiar. Były jednak dni, w które pozwalała sobie na więcej niż zwykle i to był właśnie jeden z nich.
- Jonathan chyba zapomina, że to nie przedstawienie, a prawdziwe życie i zaraz stworzy plany na kolejny występ u Selwynów - westchnęła w końcu. - Ale jeżeli urządzicie średniowieczne przyjęcie, nie myślcie, że zgodzę się wystąpić jako ktokolwiek poza królową. Nawet jeżeli to Morphy ma być głównym bohaterem wieczoru. Czy jednak to nie powinna być kraina snów, a nie czasy panów i dam, skoro to on miałby nią władać? - zapytała, unosząc naczynie w kolejnym toaście. – I pamiętaj, wino jest jak my. Im starsze, tym lepsze. Wszystkiego dobrego, letni chłopcy.