29.05.2024, 14:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.05.2024, 14:37 przez Jonathan Selwyn.)
NPC matki Charlotte wprowadzony za zgodą. Jesteśmy z Charlotte w sali jadalnej, idziemy w stronę drinków.
Jonathan uwielbiał śluby. Zwłaszcza, że po tym, gdy jego własny zakończył się sukcesem (to znaczy sukcesem dla niego i jego szczęśliwie niedoszłej panny młodej) Selwyn rzadko był na jakieś zapraszany. Podobno niektóre stare ciotki obawiały się, że będzie namawiał młodych ma ucieczkę do Ameryki czy coś takiego.
Chociaż nie. Chyba jednak nie lubił ślubów. Lubił wesela, a te formalne, religijne, części ceremonii mogły dla niego równie dobrze nie istnieć, lub być mocno skrócone. Dlatego gdzieś w połowie kazania, chociaż przynajmniej nie trafił im się nudny kapłan, nieco się wyłączył i pogrążył we własnych myślach.
Na całe szczęście, że potem przyszła pora na zabawę. Oczywiście wiedział komu proponuje pójście, gdy tylko dostał zaproszenie i tym sposobem szedł właśnie obok Charlotte Kelly. No bo z kimś iść na wesele czystokrwistych, jak nie z kobietą, z którą rozwaliło się kiedyś własny ślub? Eh… To był bardzo udany ślub. Kapłan prawie zemdlał. Kilka innych osób też.
– Możliwe też, że twoja matka nie wytrzymała takiej ilości świętości i po prostu wyparowała – zasugerował z uśmiechem rozglądając się po zgromadzonych, gdy weszli do sali jadalnej. Chwilę temu jeszcze okupował księgę gości długo myśląc co napisać bez względu na to, czy jego partnerka wywracała na to oczami, czy też nie. Swoich rodziców wiedział, że nie zobaczy. Po tym gdy postanowili przeprowadzić się do Wenecji raczej nie pojawiali się na ślubach osób, które nie były ich ślubami bliskimi krewnymi, czy przyjaciółmi. A w sumie szkoda, bo to wesele na razie zapowiadało się na bardzo udane. Widać było, że para młoda naprawdę zadbała o jego każdy aspekt i to się chwaliło.
– Charlotte, naprawdę, w pewnym wieku musisz się w końcu pogodzić z tym, że przy mnie nigdy nie będziesz najpiękniejsza osobą w całym pomieszczeniu. – Przecież wiedział, że z zaczesanymi włosami i w czarnym garniturze ozdobionym czerwonymi, wyszywanymi pawiami, prezentował się od niej lepiej. Nachylił się kobiety z uśmiechem, tak by tylko ona go usłyszała. – Ale na pocieszenie powiem, że gdyby ktoś rzucił na mnie obliviate, a potem kazał powiedzieć kto tu jest panną młodą, to wskazałbym ciebie. – Niech się cieszy z tego komplementu i już nie gada, że wygląda lepiej od niego. – Anthony? Nie… Chyba jeszcze trochę wytrzyma. Na razie może chodźmy złożyć życzenia parze młodej.
Musiał jednak jeszcze trochę poczekać z życzeniami, bo oto zobaczył ją. Swoją niedoszłą teściową. Charlotte mogła zobaczyć, jak uśmiech na twarzy przyjaciela na chwilę staje się nieco bardziej diabelski, by potem szybko zniknąć.
– Persephone! – wykrzyknął z wyćwiczoną serdecznością, gdy tylko skierowali się w stronę matki Charlotte zupełnie jakby kobieta pewnie najchętniej nie zepchnęłaby go z klifu. – Jak dobrze cię widzieć! Wspaniałe wesele, prawda? Cudowna sukienka. Muszę przyznać, że zawsze podziwiałem twoją odwagę do ignorowania tych wszystkich modowych ekspertów i ubierania się tak jak ty sądzisz, że jest najlepiej.
Jonathan uwielbiał śluby. Zwłaszcza, że po tym, gdy jego własny zakończył się sukcesem (to znaczy sukcesem dla niego i jego szczęśliwie niedoszłej panny młodej) Selwyn rzadko był na jakieś zapraszany. Podobno niektóre stare ciotki obawiały się, że będzie namawiał młodych ma ucieczkę do Ameryki czy coś takiego.
Chociaż nie. Chyba jednak nie lubił ślubów. Lubił wesela, a te formalne, religijne, części ceremonii mogły dla niego równie dobrze nie istnieć, lub być mocno skrócone. Dlatego gdzieś w połowie kazania, chociaż przynajmniej nie trafił im się nudny kapłan, nieco się wyłączył i pogrążył we własnych myślach.
Na całe szczęście, że potem przyszła pora na zabawę. Oczywiście wiedział komu proponuje pójście, gdy tylko dostał zaproszenie i tym sposobem szedł właśnie obok Charlotte Kelly. No bo z kimś iść na wesele czystokrwistych, jak nie z kobietą, z którą rozwaliło się kiedyś własny ślub? Eh… To był bardzo udany ślub. Kapłan prawie zemdlał. Kilka innych osób też.
– Możliwe też, że twoja matka nie wytrzymała takiej ilości świętości i po prostu wyparowała – zasugerował z uśmiechem rozglądając się po zgromadzonych, gdy weszli do sali jadalnej. Chwilę temu jeszcze okupował księgę gości długo myśląc co napisać bez względu na to, czy jego partnerka wywracała na to oczami, czy też nie. Swoich rodziców wiedział, że nie zobaczy. Po tym gdy postanowili przeprowadzić się do Wenecji raczej nie pojawiali się na ślubach osób, które nie były ich ślubami bliskimi krewnymi, czy przyjaciółmi. A w sumie szkoda, bo to wesele na razie zapowiadało się na bardzo udane. Widać było, że para młoda naprawdę zadbała o jego każdy aspekt i to się chwaliło.
– Charlotte, naprawdę, w pewnym wieku musisz się w końcu pogodzić z tym, że przy mnie nigdy nie będziesz najpiękniejsza osobą w całym pomieszczeniu. – Przecież wiedział, że z zaczesanymi włosami i w czarnym garniturze ozdobionym czerwonymi, wyszywanymi pawiami, prezentował się od niej lepiej. Nachylił się kobiety z uśmiechem, tak by tylko ona go usłyszała. – Ale na pocieszenie powiem, że gdyby ktoś rzucił na mnie obliviate, a potem kazał powiedzieć kto tu jest panną młodą, to wskazałbym ciebie. – Niech się cieszy z tego komplementu i już nie gada, że wygląda lepiej od niego. – Anthony? Nie… Chyba jeszcze trochę wytrzyma. Na razie może chodźmy złożyć życzenia parze młodej.
Musiał jednak jeszcze trochę poczekać z życzeniami, bo oto zobaczył ją. Swoją niedoszłą teściową. Charlotte mogła zobaczyć, jak uśmiech na twarzy przyjaciela na chwilę staje się nieco bardziej diabelski, by potem szybko zniknąć.
– Persephone! – wykrzyknął z wyćwiczoną serdecznością, gdy tylko skierowali się w stronę matki Charlotte zupełnie jakby kobieta pewnie najchętniej nie zepchnęłaby go z klifu. – Jak dobrze cię widzieć! Wspaniałe wesele, prawda? Cudowna sukienka. Muszę przyznać, że zawsze podziwiałem twoją odwagę do ignorowania tych wszystkich modowych ekspertów i ubierania się tak jak ty sądzisz, że jest najlepiej.