29.05.2024, 16:15 ✶
Miałem w głowie potworną myśl - nie uda jej się. Wciąż ta myśl do mnie wracała, wciąż wybrzmiewała z coraz większą siłą, z całą mocą, potęgą. I chyba zaczynałem w to wierzyć. Może nie godziłem się z losem, który mnie spotykał, ale byłem już pewny, że ponieśliśmy porażkę. Umrę. Tak już ostatecznie umrę. Spotka mnie los od wieków zapisany w gwiazdach - Śmierć uśmiechnie się do mnie i zabierze w nicość. Może szepnie słowo, że tylko fartem dotrwałem do dwudziestych trzecich urodzin, ale to już koniec. Nie będzie kolejnych. Już czas... Zegar zaraz przestanie tykać.
Słyszałem walkę Geraldine, widziałem brzask. Ptaki ćwierkały - teraz już bardziej irytująco niż przyjemnie. Chciałem coś powiedzieć, jakoś ją pocieszyć, przygotować na to, co miało nadejść, ale żadne odpowiednie słowa nie przychodziły mi do głowy. To ją załamie. Wiedziałem, że to ją załamie doszczętnie.
- Ger... - zacząłem nawet żeby wymusić na niej obietnicę, że tak się nie stanie, ale poczułem jakiś luz w sobie. Nie kontrolowałem za bardzo tego, być może przez długą jazdę i postój na koniu. Zsunąłem się na ziemię, właściwie zwaliłem na nią jak worek kartofli. - O! - wydobyło się ze mnie jedynie takie zdziwione westchnienie. Udało się. Byłem wolny! Ale wciąż zagrażało mi słońce.
- Gdzieś tu niedaleko była jaskinia... Pamiętasz może, w którą to było stronę? Muszę się jak najszybciej schować - wydukałem zaraz z siebie, zbierając się z ziemi, otrzepując z mchu, jak gdyby to było teraz najważniejsze, w sensie ogólna prezencja. Najgorzej, bo zaraz szukałem dziury w ziemi, ciemnej i wilgotnej by się schować. Niczym robak. I też pomyślałem, tak przelotnie pomyślałem, że gdyby była ty Kimi, to zaprowadziłaby mnie wszędzie, gdzie tylko bym sobie zamarzył, a tak...? Potrzebowałem liczyć na fart.
- Może po drodze coś widziałaś? - zapytałem z nadzieją Geraldine. Setki razy widziałem mapę okolicy domu, setki razy tu polowaliśmy, a teraz w stresie miałem pustkę w głowie, ale... skoro tam świtało, to tam mogła być wioska, a jaskinia jakoś w tamtą stronę. - Czy bliżej będzie nam do wioski? - dodałem niepewny. Chciałem ją przytulić, wtulić się w nią i zniknąć w jej ramionach, ale zamiast tego trzymałem konia. Niech wskakuje. Trzeba było czym prędzej jechać. Czułem już podświadomie słońce na własnej skórze. Czułem jak się zbliżało.
Słyszałem walkę Geraldine, widziałem brzask. Ptaki ćwierkały - teraz już bardziej irytująco niż przyjemnie. Chciałem coś powiedzieć, jakoś ją pocieszyć, przygotować na to, co miało nadejść, ale żadne odpowiednie słowa nie przychodziły mi do głowy. To ją załamie. Wiedziałem, że to ją załamie doszczętnie.
- Ger... - zacząłem nawet żeby wymusić na niej obietnicę, że tak się nie stanie, ale poczułem jakiś luz w sobie. Nie kontrolowałem za bardzo tego, być może przez długą jazdę i postój na koniu. Zsunąłem się na ziemię, właściwie zwaliłem na nią jak worek kartofli. - O! - wydobyło się ze mnie jedynie takie zdziwione westchnienie. Udało się. Byłem wolny! Ale wciąż zagrażało mi słońce.
- Gdzieś tu niedaleko była jaskinia... Pamiętasz może, w którą to było stronę? Muszę się jak najszybciej schować - wydukałem zaraz z siebie, zbierając się z ziemi, otrzepując z mchu, jak gdyby to było teraz najważniejsze, w sensie ogólna prezencja. Najgorzej, bo zaraz szukałem dziury w ziemi, ciemnej i wilgotnej by się schować. Niczym robak. I też pomyślałem, tak przelotnie pomyślałem, że gdyby była ty Kimi, to zaprowadziłaby mnie wszędzie, gdzie tylko bym sobie zamarzył, a tak...? Potrzebowałem liczyć na fart.
- Może po drodze coś widziałaś? - zapytałem z nadzieją Geraldine. Setki razy widziałem mapę okolicy domu, setki razy tu polowaliśmy, a teraz w stresie miałem pustkę w głowie, ale... skoro tam świtało, to tam mogła być wioska, a jaskinia jakoś w tamtą stronę. - Czy bliżej będzie nam do wioski? - dodałem niepewny. Chciałem ją przytulić, wtulić się w nią i zniknąć w jej ramionach, ale zamiast tego trzymałem konia. Niech wskakuje. Trzeba było czym prędzej jechać. Czułem już podświadomie słońce na własnej skórze. Czułem jak się zbliżało.