28.12.2022, 01:49 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.12.2022, 10:44 przez Patrick Steward.)
Brwi Patricka powędrowały do góry, gdy Charles przypisał sobie winę za to, co spotkało jego dziewczynę i brata. Nie, żeby podobna myśl nie pojawiła się w głowie Stewarda, choć raczej była bardziej dosadna, cyniczna, bardziej nastawiona na rzeczywistość i zupełnie pomijająca wyrzuty sumienia.
Westchnął, starając się wyłowić z potoku słów najistotniejsze fakty. Tak naprawdę nie chciał wysłuchiwać szczegółów. Tak, sam zapytał, ale… Patricka i Charlesa dzieliła spora różnica wieku. Steward nie znał siedzącego w kuchni Longbottomów młodego mężczyzny. Nie żywił wobec niego żadnych szczególnych uczuć i może właśnie przez to wydawało mu się, że pozostawał względnie obiektywny i racjonalny w swoich ocenach. Teraz zaś zwyczajnie robiło mu się żal Charlesa, tego że stracił brata, stracił dziewczynę i stracił również rodzinę.
- Tyle wystarczy – powiedział. I chociaż jego głos nic nie stracił przy tym ze swojej neutralności, spojrzenie nieco zmiękło. Odwrócił głowę ku Brennie, gdy ta została wspomniana.
Do jej gościnności, Patrick miał dość ambiwalentny stosunek. Z jednej strony, naturalnie – nie mógł i nie miał zamiaru zgłaszać sprzeciwu, gdy oferowała Charlesowi gościnę. Z drugiej, całkiem przytomnie uzmysłowił sobie, że jeśli młody mężczyzna był jednak bardziej namacalnie zaplątany w śmierć dwójki czarodziei, dom Longbottomów był idealnym miejscem by go w nim przetrzymać i pojmać.
- Najpierw obejrzyjmy to mieszkanie – zgodził się z propozycją Brenny. O pomyśle by upozorować samobójstwo Charlesa nie chciał się w tej chwili wypowiadać. To była bardzo poważna decyzja, którą ten powinien podjąć samodzielnie. I nie chodziło tylko o to, że młody mężczyzna odcinał się w ten sposób od swojej rodziny, jej wpływów i pieniędzy (jeśli byli Śmierciożercami zamieszanymi w śmierć jego najbliższych, mógł przyjąć to jako rodzaj wybawienia). Nowa tożsamość wiązała się także z zupełnie nowym życiem, które musiałby sobie ze szczegółami wymyślić od podstaw. – A ty spróbuj się trochę przespać. - Wskazał podbródkiem na Charlesa. - Wiem, że to może być trudne, ale jeśli coś ma ci w tej chwili choć trochę pomóc, to jest to sen. – Steward sam przeżył gwałtowną śmierć kogoś najbliższego. Stąd wydawało mu się, że wie o czym mówi. – Ach, no i przez najbliższe dni, nawet bardziej niż zazwyczaj, będziesz potrzebował świeżej głowy.
Jeśli nie było już nic do dodania, pożegnał się z młodym Rookwoodem (i jak wcześniej nie uścisnął mu ręki w ramach powitania, tak teraz lekko ścisnął jego ramienię), a potem poczekał na Brennę aż odprowadzi go na górę. Razem z nią zamierzał udać się do mieszkania Charlesa oraz przedyskutować na spokojnie całą sprawę. Ta najważniejsza z decyzji i tak należała do Charlesa Rookwooda i nie zamierzał nijak narzucać mu w podjęciu jej swojej woli.
Westchnął, starając się wyłowić z potoku słów najistotniejsze fakty. Tak naprawdę nie chciał wysłuchiwać szczegółów. Tak, sam zapytał, ale… Patricka i Charlesa dzieliła spora różnica wieku. Steward nie znał siedzącego w kuchni Longbottomów młodego mężczyzny. Nie żywił wobec niego żadnych szczególnych uczuć i może właśnie przez to wydawało mu się, że pozostawał względnie obiektywny i racjonalny w swoich ocenach. Teraz zaś zwyczajnie robiło mu się żal Charlesa, tego że stracił brata, stracił dziewczynę i stracił również rodzinę.
- Tyle wystarczy – powiedział. I chociaż jego głos nic nie stracił przy tym ze swojej neutralności, spojrzenie nieco zmiękło. Odwrócił głowę ku Brennie, gdy ta została wspomniana.
Do jej gościnności, Patrick miał dość ambiwalentny stosunek. Z jednej strony, naturalnie – nie mógł i nie miał zamiaru zgłaszać sprzeciwu, gdy oferowała Charlesowi gościnę. Z drugiej, całkiem przytomnie uzmysłowił sobie, że jeśli młody mężczyzna był jednak bardziej namacalnie zaplątany w śmierć dwójki czarodziei, dom Longbottomów był idealnym miejscem by go w nim przetrzymać i pojmać.
- Najpierw obejrzyjmy to mieszkanie – zgodził się z propozycją Brenny. O pomyśle by upozorować samobójstwo Charlesa nie chciał się w tej chwili wypowiadać. To była bardzo poważna decyzja, którą ten powinien podjąć samodzielnie. I nie chodziło tylko o to, że młody mężczyzna odcinał się w ten sposób od swojej rodziny, jej wpływów i pieniędzy (jeśli byli Śmierciożercami zamieszanymi w śmierć jego najbliższych, mógł przyjąć to jako rodzaj wybawienia). Nowa tożsamość wiązała się także z zupełnie nowym życiem, które musiałby sobie ze szczegółami wymyślić od podstaw. – A ty spróbuj się trochę przespać. - Wskazał podbródkiem na Charlesa. - Wiem, że to może być trudne, ale jeśli coś ma ci w tej chwili choć trochę pomóc, to jest to sen. – Steward sam przeżył gwałtowną śmierć kogoś najbliższego. Stąd wydawało mu się, że wie o czym mówi. – Ach, no i przez najbliższe dni, nawet bardziej niż zazwyczaj, będziesz potrzebował świeżej głowy.
Jeśli nie było już nic do dodania, pożegnał się z młodym Rookwoodem (i jak wcześniej nie uścisnął mu ręki w ramach powitania, tak teraz lekko ścisnął jego ramienię), a potem poczekał na Brennę aż odprowadzi go na górę. Razem z nią zamierzał udać się do mieszkania Charlesa oraz przedyskutować na spokojnie całą sprawę. Ta najważniejsza z decyzji i tak należała do Charlesa Rookwooda i nie zamierzał nijak narzucać mu w podjęciu jej swojej woli.
Koniec sesji