Pokiwał głową z entuzjazmem na jej stwierdzenie (pytanie?) o ten wieczorek poezji, uśmiechając się z większą energią. Dopiero teraz docenił, jak to dobrze, że znalazła czas jeszcze dzisiaj, że przyszła tak szybko. I nie chodziło nawet o pomoc z wybraniem tego garnituru, chociaż będzie przydatna. Chodziło po prostu o to, że cokolwiek by się nie działo to zawsze czuł z nią nić połączenia, która nawet przy trudnych chwilach w końcu się luzowała. Nie była ciągle napięta. Teraz to było błogosławieństwo, którego potrzebował po tych zwariowanych dniach, włącznie z tym okropnym Lammas. Przynajmniej wyciągnął z tego kicie, więc ten czas nie mógł być aż tak straconym, prawda? Dobrze go również wyczuła - bardziej cieszył się na samo wydarzenie niż na to, żeby coś zostało z listy skreślone. Chociaż sam o tym głośno nie mówił nawet przed sobą. Bardzo lubił Nicholasa, ale po prostu nauczony doświadczeniem dobrze jednocześnie wiedział, jak będzie to wyglądało.
- Dzisiaj. Zrób okład z twoich pięknych dłoni, są zbawiennie chłodne. - Jeśli wcześniej nie miała okazji skorzystać z pozytywnej strony własnych dłoni to teraz taka okazja sama się stworzyła. Chłód na podrażnioną skórę działał wręcz zbawiennie, nawet jeśli trochę się spinał przez różnicę temperatur między jego własnym ciałem i ciepłem lata a tym, w jakiej temperaturze funkcjonowała ona. Pokiwał głową na jej pytanie. - Byłem rano umówiony i tadaa~! - Cieszyło go to. Ta mała-wielka przyjemność, którą sobie sam sprawił, zainspirowany wizytą w Chinatown i rozmową z Ginny. - Trochę. Boli przy robieniu. - Chociaż też jakoś nie wybitnie, ale jego prób wytrzymałości na ból był śmiesznie mały, więc... co kogo boli bardziej - wedle własnego uznania. - Sam by się po sobie tego nie spodziewał. Byłem w Chinatown i jeden tatuażysta mnie zaczepił z pytaniem, czy bym nie chciał. Nie zdecydowałem się na mugolskie eksperymenty, ale poza tym... czemu nie. Postanowiłem się też zabrać za te blizny, więc jeśli nadal masz maści, albo mogłabyś mi zrobić - będę bardzo wdzięczny. - To "czemu nie" doprowadziło właśnie do tego punktu. Stał tutaj i chociaż istniały sposoby na pozbycie się kilku czarnych plam na skórze magicznymi sposobami to wcale nie było mu prędko do przysposabiania się do tego. - Ostatnio mam wrażenie, że nic nie układa się już dobrze. Czuję się zmęczony tymi spojrzeniami wpatrujących się we mnie jak w boskie objawienie i jednocześnie nie mogę przestać po nie sięgać. Nawet ta terapia mi nie wyszła, bo poszedłem na nią i ewidentnie każde z nas myślało, czy biurko tutaj nadaje się do seksu. - Podszedł parę kroków do tego przygotowanego garnituru i złapał za jego rękaw. - Miałaś w sobie to samo uczucie, prawda? Jakby brakowało ci sił. - Jakby kolejny krok miał być tym ostatnim, bo potem padniesz na twarz w trawę i coś się skończy. Zapewne ty się skończysz. - Nie chcę wylewać swojego pesymizmu, ale mam wrażenie, że powoli tracę poczytalność. - Uśmiechnął się nieznacznie w krytyczny sposób. - Straszne lato. Oby szybko przyszła jesień i oby była o wiele lepsza. - Obrócił się w jej stronę i zmienił uśmiech na ciepły. - Tatuaż wydaje mi się nadal bardzo miłym przecięciem tej czarnej plamy lipca.