Dudnienie serca i szum krwi otoczyły ją szczelnym kokonem, kiedy zobaczyła szpiczasty ząb. Kieł. Mężczyzna miał kły, był przeraźliwie blady i patrzył się na nią z uporem maniaka, jakby, jakby…
Po raz pierwszy w swoim dwudziestoletnim życiu miała do czynienia z wampirem. Oczywiście nie raz o nich słyszała, nie raz czytała, bo przecież w Hogwarcie nawet mieli zajęcia na temat tego, jak bardzo niebezpieczne potrafią być te istoty.
I teraz, po kilku latach, od kiedy znudzona przeglądała podręcznik podczas zajęć z obrony przed czarną magią, natrafiła nie na rycinę, a wampira. Ów stał przed nią i zupełnie nie przypominał tego, co zapisano w książce.
— Sauriel. — powtórzyła, starając się, by głos nie drżał tak, jak jej dłonie. — Nie będę podchodzić, rozumiem.
Uniosła ręce na potwierdzenie swoich słów, ale zapomniała o różdżce, więc zaraz je opuściła.
Coś na ból i uspokojenie? Jak ma ulżyć komuś, komu może pomóc tylko krew? Przełknęła głośno ślinę, bo od razu sama sobie odpowiedziała na to pytanie.
— W szafce…za tobą, druga półka od lewej, tak. Tam powinien być eliksir ukojenia. Dawkowanie jest… Dawka dla dorosłego mężczyzny to — przerwała na moment, dokonując obliczeń w głowie. — Trzy i pół kropli na kilogram ciała, czyli… Upij łyk po prostu! On ma działanie przeciwbólowe, ale jest bardzo mocny, ponieważ przygotowujemy go z makówek, a te…
Urwała, bo nagle zdała sobie sprawę, że mówi o rzeczach, które były teraz kompletnie nieprzydatne. Po co wampirowi wiedzieć, że głównym składnikiem jest mleko makowe, wypływające z naciętych młodych makówek, zbieranych wyłącznie od czerwca i gdzieś do połowy sierpnia. Po co mu to wiedzieć?!
— Potrzebujesz pożywienia? To dlatego?
Wymowne spojrzenie, zaciśnięte usta i zerknięcie na zbite fiolki.
— Za mną na prawo…na prawo są lodówki, tam trzymamy krew…
Fernah Slughorn oszalałaś do reszty, aby mówić wampirowi o tym, gdzie są szpitalne zapasy! Głos brzmiał zupełnie tak samo, jak ten doktor Took, kiedy Fernah musiała się tłumaczyć z nadprogramowe dawki leków uśmierzających ból, które podała wbrew zaleceniom uzdrowiciela.
— Przywołam ją dla ciebie… — zaproponowała i w ślimaczym wręcz tempie uniosła różdżkę, skierowaną już na prawo.
Chciała, by Sauriel widział, co robi. By do jego umysłu, który z pewnością działał teraz zupełnie inaczej, niż zazwyczaj, dotarły jej słowa. Różdżka nie była zagrożeniem, przynajmniej do momentu, aż wampir nie zdecyduje się, że woli ciepłą krew, nie zimną.