29.05.2024, 19:00 ✶
Cudownie było mieć taką siostrę. Taką, co zawsze znajdzie czas dla młodszego brata i zajmie się jego problemami. Szkoda tylko, że spytka z arkanów uzdrowicielstwa nie była jakąś palącą potrzebą dla Atreusa. Wywrócił na nią oczami, nawet jeśli sam przecież zaczął ten żart. Teraz jednak już trochę mu sie przejadł i chyba tylko dlatego, że nie mógł tej dyskusji wygrać.
- Mgliste Mokradła? Nie. Czemu akurat tam? - zapytał, marszcząc nieco na nią brwi. Wiedział czym te Mokradła były i co się tam działo, ale nie to teraz go w tym jej pytaniu zastanawiało. Co, trafił tam ktoś kogo znała i ledwo wrócił żywy? Przyjmowali stamtąd aż tyle ludzi do Munga, że aż spędzało jej to swego czasu sen z powiek? Teraz problem został zażegnany, więc nawet jeśli by się tam teleportował, to pewnie nic by mu nie było, ale cóż - to nie miejsce było tutaj problemem.
- Od tamtej pory minęło już bardzo dużo czasu. Szczerze to wątpię, żeby miało to z tym cokolwiek wspólnego - rzucił, pomijając oczywiście swoje różne domysły. Na przykład, że był to jakiś pochodny objaw odprawienia rytuału na Beltane. Może Crouch nie zdjęła z nich tej więzi aż tak sprawnie i teraz będzie się im to odbijało taką właśnie czkawką? Tylko czekać, aż Longbottom wylezie na niego w jakimś absurdalnym momencie. - I ręki. Nie zapominaj o ręce - przypomniał jej, bo jeszcze przed chwilą mu ją nerwowo miażdżyła. - Nic mi nie jest - odpowiedział jej wreszcie, dokładnie tak, jak mogła się spodziewać. - Przynajmniej nic nowego - zabrał dłoń, przez moment przyglądając się jej i pocierając kciukiem miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą znajdowała się rana. - Rozmawiałem jakiś czas temu z osobami, które aktywnie zajmują się sprawą zimnych, szukają odpowiedzi. Doszliśmy do tego, że Samhain jest momentem, kiedy będzie można spróbować to odwrócić - uśmiechnął się do niej lekko, słabo. - Poprostu jestem zmęczony. Ale może się wreszcie po tym wszystkim wyśpię przynajmniej.
- Mgliste Mokradła? Nie. Czemu akurat tam? - zapytał, marszcząc nieco na nią brwi. Wiedział czym te Mokradła były i co się tam działo, ale nie to teraz go w tym jej pytaniu zastanawiało. Co, trafił tam ktoś kogo znała i ledwo wrócił żywy? Przyjmowali stamtąd aż tyle ludzi do Munga, że aż spędzało jej to swego czasu sen z powiek? Teraz problem został zażegnany, więc nawet jeśli by się tam teleportował, to pewnie nic by mu nie było, ale cóż - to nie miejsce było tutaj problemem.
- Od tamtej pory minęło już bardzo dużo czasu. Szczerze to wątpię, żeby miało to z tym cokolwiek wspólnego - rzucił, pomijając oczywiście swoje różne domysły. Na przykład, że był to jakiś pochodny objaw odprawienia rytuału na Beltane. Może Crouch nie zdjęła z nich tej więzi aż tak sprawnie i teraz będzie się im to odbijało taką właśnie czkawką? Tylko czekać, aż Longbottom wylezie na niego w jakimś absurdalnym momencie. - I ręki. Nie zapominaj o ręce - przypomniał jej, bo jeszcze przed chwilą mu ją nerwowo miażdżyła. - Nic mi nie jest - odpowiedział jej wreszcie, dokładnie tak, jak mogła się spodziewać. - Przynajmniej nic nowego - zabrał dłoń, przez moment przyglądając się jej i pocierając kciukiem miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą znajdowała się rana. - Rozmawiałem jakiś czas temu z osobami, które aktywnie zajmują się sprawą zimnych, szukają odpowiedzi. Doszliśmy do tego, że Samhain jest momentem, kiedy będzie można spróbować to odwrócić - uśmiechnął się do niej lekko, słabo. - Poprostu jestem zmęczony. Ale może się wreszcie po tym wszystkim wyśpię przynajmniej.