28.12.2022, 11:14 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.01.2023, 14:16 przez Florence Bulstrode.)
Pewnie musiała coś dziwnego powiedzieć. Bulstrode w duchu westchnęła na to jakże oczywiste stwierdzenie, ale nie wygłosiła żadnego komentarza. Bywała złośliwą jędzą, zazwyczaj jednak ta jędzowatość objawiała się w określonych okolicznościach i z określonych przyczyn. Nie było powodu na zachowywanie się złośliwie wobec Eunice podczas Ostary, zwłaszcza, że to sama uzdrowicielka zaczepiła stażystkę.
- Tak, tego się domyśliłam – przyznała więc Florence tym samym co wcześniej, uprzejmym tonem. Ba, nawet nie musiała się domyślać, sama dostała pokaz umiejętności gadania „dziwnych rzeczy”. Bardzo dziwnych, niezrozumiałych, które normalnie puściłaby koło uszu, a które - może z powodu wyglądu, tonu, dziwnej aury, która zdawała się otaczać Szeptuchę - zdołały zaniepokoić nawet do bólu racjonalną Bulstrode. Chociaż jej wprawdzie nie zrobiło się słabo i nie zbladła, to zerkając za Szeptuchą i tym, co robiła… cóż, nie byłoby to nic dziwnego.
Kobieta wskazała sprzedawczyni wybrane przez siebie słodycze: ciasteczka z kawałkami gorzkiej czekolady, trochę krwawych cukierków i spory kawałek ciasta miodowego. Na wszelki wypadek jedno ciasteczko od razu spróbowała, chcąc upewnić się, czy nie jest za słodkie albo twarde jak kamień (na szczęście odpowiadało wymaganiom Florence, wygórowanym nawet, jeżeli szło o słodycze). Gdy kobieta je pakowała, Florence obserwowała, czy robi to dobrze… i kiedy ta skończyła, uzdrowicielka ułożyła wszystko przed sobą i jeszcze poprawiła, kilkoma machnięciami różdżki. Nie zważała na niechętne spojrzenie sprzedawczyni, przecież sama sobie winna, skoro krzywo ułożyła papiery. Już pomijając fakt, że Florence drażnił sam widok tak niestarannego opakowania, to jeszcze miała zamiar wpakować to wszystko do torebki. Nie było mowy, aby zaryzykowała ubrudzenie jej wnętrza okruszkami albo krwawym nadzieniem...
- Wróżby i jasnowidzenie działają trochę inaczej – odparła Bulstrode automatycznie, kiedy Eunice wspomniała o wywróżeniu jej tego, że zda egzamin z najwyższą notą, ale ugryzła się w język, zanim zaczęła wykład na ten temat. To nie miało sensu. Zresztą, przecież sama unikała wróżbiarstwa, jak tylko mogła. Wystarczyło jej, że potrafi przewidzieć cudze zamiary na kilka godzin do przodu, a w jej snach czasem pojawiają się dziwne rzeczy. Nie potrzebowała przyszłości wyglądającej także z porannej kawy, kiedy przypadkiem zerknęłaby w fusy i okazałoby się, że w tych da się dopatrzeć jakiegoś kształtu.
Może zresztą nie miała racji. Może dostatecznie dobry wróżbita byłby w stanie wywróżyć Eunice nie tylko czy zda egzamin, ale nawet pytania. Florence raczej dotąd u takich osób nie bywała.
- Cóż, czyli pewnie to po prostu wariatka. W końcu nawet jeżeli naprawdę jest jasnowidzką, taka będąc przy zdrowych zmysłach nie [b]chodziłaby w tłumie, zaczepiając ludzi i gadając jakieś bzdury – stwierdziła z pozorną lekkością. Nie dowiedziała się od Eunice zbyt wiele, ale dalsze wypytywanie nie miało sensu. Pomyślała, że może przed wyjściem zdoła zaczepić kogoś z Macmillanów – kto, jak kto, ale oni powinni wiedzieć, co dzieje się na sabatach…
A jeżeli nie? Pozostawało wypchnąć to z pamięci.
Bo – przecież – to – bez – znaczenia.
Same bzdury.
Nawet jeżeli coś było w przepowiedni Szeptuchy czy w jej własnym śnie, problem z jasnowidzeniem polegał na tym, że to całe przepowiadanie było tak niejasne, że stawało się nieprzydatne. Chyba że akurat sprawdzałeś, czy uparty pacjent pod twoją nieobecność nie spróbuje wymaszerować za parę minut z pokoju.
- Miłej Ostary, pani Black – powiedziała Florence uprzejmie, po czym obróciła się, by zniknąć w tłumie. Miała zamiar rozejrzeć się za kimś z Macmillanów, a jeżeli takiego dopadnie, może zadać jakieś niezobowiązujące pytanie, na przykład czy Szeptucha często tu bywa. Niestety, jak na złość, wyglądało na to, że ci - choć roiło się od nich wcześniej na polanie - jakby wyparowali. Potem więc Bulstrode oddaliła się powoli w stronę centrum Doliny, pozostawiając za sobą stragany, by za pomocą najbliższego kominka udać się siecią Fiuu prosto do kominka w kamienicy Bulstrodów przy Alei Horyzontalnej.
I chociaż podróż upłynęła bez żadnych niespodzianek, Florence usuwając różdżką popiół z ubrań nie mogła oprzeć się paskudnemu przeczuciu.
Głupie sny, przepowiednie i Szeptuchy...
[opuszczam lokację]
- Tak, tego się domyśliłam – przyznała więc Florence tym samym co wcześniej, uprzejmym tonem. Ba, nawet nie musiała się domyślać, sama dostała pokaz umiejętności gadania „dziwnych rzeczy”. Bardzo dziwnych, niezrozumiałych, które normalnie puściłaby koło uszu, a które - może z powodu wyglądu, tonu, dziwnej aury, która zdawała się otaczać Szeptuchę - zdołały zaniepokoić nawet do bólu racjonalną Bulstrode. Chociaż jej wprawdzie nie zrobiło się słabo i nie zbladła, to zerkając za Szeptuchą i tym, co robiła… cóż, nie byłoby to nic dziwnego.
Kobieta wskazała sprzedawczyni wybrane przez siebie słodycze: ciasteczka z kawałkami gorzkiej czekolady, trochę krwawych cukierków i spory kawałek ciasta miodowego. Na wszelki wypadek jedno ciasteczko od razu spróbowała, chcąc upewnić się, czy nie jest za słodkie albo twarde jak kamień (na szczęście odpowiadało wymaganiom Florence, wygórowanym nawet, jeżeli szło o słodycze). Gdy kobieta je pakowała, Florence obserwowała, czy robi to dobrze… i kiedy ta skończyła, uzdrowicielka ułożyła wszystko przed sobą i jeszcze poprawiła, kilkoma machnięciami różdżki. Nie zważała na niechętne spojrzenie sprzedawczyni, przecież sama sobie winna, skoro krzywo ułożyła papiery. Już pomijając fakt, że Florence drażnił sam widok tak niestarannego opakowania, to jeszcze miała zamiar wpakować to wszystko do torebki. Nie było mowy, aby zaryzykowała ubrudzenie jej wnętrza okruszkami albo krwawym nadzieniem...
- Wróżby i jasnowidzenie działają trochę inaczej – odparła Bulstrode automatycznie, kiedy Eunice wspomniała o wywróżeniu jej tego, że zda egzamin z najwyższą notą, ale ugryzła się w język, zanim zaczęła wykład na ten temat. To nie miało sensu. Zresztą, przecież sama unikała wróżbiarstwa, jak tylko mogła. Wystarczyło jej, że potrafi przewidzieć cudze zamiary na kilka godzin do przodu, a w jej snach czasem pojawiają się dziwne rzeczy. Nie potrzebowała przyszłości wyglądającej także z porannej kawy, kiedy przypadkiem zerknęłaby w fusy i okazałoby się, że w tych da się dopatrzeć jakiegoś kształtu.
Może zresztą nie miała racji. Może dostatecznie dobry wróżbita byłby w stanie wywróżyć Eunice nie tylko czy zda egzamin, ale nawet pytania. Florence raczej dotąd u takich osób nie bywała.
- Cóż, czyli pewnie to po prostu wariatka. W końcu nawet jeżeli naprawdę jest jasnowidzką, taka będąc przy zdrowych zmysłach nie [b]chodziłaby w tłumie, zaczepiając ludzi i gadając jakieś bzdury – stwierdziła z pozorną lekkością. Nie dowiedziała się od Eunice zbyt wiele, ale dalsze wypytywanie nie miało sensu. Pomyślała, że może przed wyjściem zdoła zaczepić kogoś z Macmillanów – kto, jak kto, ale oni powinni wiedzieć, co dzieje się na sabatach…
A jeżeli nie? Pozostawało wypchnąć to z pamięci.
Bo – przecież – to – bez – znaczenia.
Same bzdury.
Nawet jeżeli coś było w przepowiedni Szeptuchy czy w jej własnym śnie, problem z jasnowidzeniem polegał na tym, że to całe przepowiadanie było tak niejasne, że stawało się nieprzydatne. Chyba że akurat sprawdzałeś, czy uparty pacjent pod twoją nieobecność nie spróbuje wymaszerować za parę minut z pokoju.
- Miłej Ostary, pani Black – powiedziała Florence uprzejmie, po czym obróciła się, by zniknąć w tłumie. Miała zamiar rozejrzeć się za kimś z Macmillanów, a jeżeli takiego dopadnie, może zadać jakieś niezobowiązujące pytanie, na przykład czy Szeptucha często tu bywa. Niestety, jak na złość, wyglądało na to, że ci - choć roiło się od nich wcześniej na polanie - jakby wyparowali. Potem więc Bulstrode oddaliła się powoli w stronę centrum Doliny, pozostawiając za sobą stragany, by za pomocą najbliższego kominka udać się siecią Fiuu prosto do kominka w kamienicy Bulstrodów przy Alei Horyzontalnej.
I chociaż podróż upłynęła bez żadnych niespodzianek, Florence usuwając różdżką popiół z ubrań nie mogła oprzeć się paskudnemu przeczuciu.
Głupie sny, przepowiednie i Szeptuchy...
[opuszczam lokację]