28.12.2022, 11:26 ✶
Jeśli to możliwe, twarz Idy wykrzywiona była w niezadowoleniu jeszcze bardziej niż wieczny grymas jaki widniał na półprzeźroczystej twarzy Marty.
Kiedy otrzymała po raz pierwszy wstęp do łazienki prefektów, nie widziała w korzystaniu z niej specjalnych korzyści. Dziewczyna nigdy nie należała do osób ceniących luksusy, ani też na siłę pragnących pokazać innym, że ma dostęp do im zabronionych miejsc. Kompletnie ignorowałaby to miejsce, gdyby nie właśnie tajemnicza postać ciemnowłosej Krukonki, snującej się po pomieszczeniu bez celu. Rzadko kiedy rozmawiały pełnymi zdaniami, zazwyczaj tylko orientując się o swojej obecności, gdzie zaraz potem wracały do swoich typowych czynności. Marta do zawodzenia, a Ida do wytężonego wysiłku opanowania swoich wizji. Tak musiało wyglądać umieranie, myślała, gdy obce obrazy bombardowały jej czułe zmysły paletą kolorów i zdarzeń, które nie miały prawa jeszcze istnieć.
Zdziwiło ją, kiedy Marta sama zaproponowała jej odstąpienie ulubionej stalli łazienkowej, tak by Moody mogła usiąść. To w niej zginęła.
— Z oczami masz tak samo nierówno, jak z mózgiem? Jestem twoim prefektem mały goblinie, więc mi wolno. — Warknęła i zaraz potem poszukała wzrokiem plakietki, szybko poprawiając jej przekrzywioną tarczę. Obróciła się do niego plecami, nabierając kilka głębokich wdechów. Powoli irytacja mijała, a kipiąca wcześniej lawa złości ostygała, osadzając się gdzieś na dnie jej emocji.
— Nic mi z twoich przeprosin. — Powiedziała, najpierw do swojego odbicia w zaparowanym lustrze, potem zerkając przez nie za swoje ramię, tam, gdzie stał mały Ollivander. Mówiła mały, chociaż różniły ich w zasadzie zaledwie dwa lata. Oboje dość wysocy i tyczkowaci, Ida wielokrotnie słyszała od znajomych z drużyny Quidditcha, że gdyby nie długie włosy mogłaby sama pełnić funkcję pałki meczowej. Z tyłu plecy, z przodu plecy.
Zapanowała między nimi cisza, podczas której Ida powiodła nikło wzrokiem do Marty. Rzadko kiedy odzywała się na więcej niż parę zdań, zbyt zajęta swoim światem wyimaginowanych żalów i dramatów. Nagle w głowie Moody zabłysnął zalążek pomysłu, który zaraz potem wywołał na jej twarzy chytry uśmiech.
Odgarniając włosy za uszy obróciła się wreszcie, tak by stać naprzeciwko Fergusa.
— To ty… Nie wiesz nic o niej? — Zaczęła, malując na swojej twarzy mieszankę przerażenia i zdziwienia. Może nie miało być to idealne kłamstwo, ale wystarczająco długo wywijała się swoim sprytem, by nabyć zdolność naciągania prawdy i rzeczywistości do własnych celów.
give me a bitter glory.