30.05.2024, 01:25 ✶
Samuel McGonagall miał szczęście, że w swej pechowej loterii genetycznej Septima nie wylosowała choroby osłabiającej serce, bowiem w takim właśnie przypadku, kobieta padłaby przed nimi na rozległy zawał i to taki bez możliwości ratunku i ewentualnego przywrócenia do życia. Przed oczyma wyjaskrawił się nieprzyzwoity obraz rzekomych godów, które zostały im zainsynuowane; obraz dzikich nieprzemyślanych, impulsywnych, godzący w obraz dobrej i stabilnie klarownej przyszłości, obraz bardzo dalece odbiegający od intencji i usposobienia panny Ollivander, która absolutnie utonęła w zażenowaniu oraz świeżej, jak krew baranka czerwieni zdobiącej jej policzki.
— Ale co pan mówi! — aż zadyszała z przejęcia, usta machinalnie zakrywając dłonią. Ups, chyba wylała wino na biednego Morpheusa, którego głowa musiała teraz wibrować równie intensywnie, co każda inna cząstka jej ciała.
— Miałam na myśli zupełnie zwyczajną wycieczkę krajoznawczą, poza tym to wyjątkowo nieodpowiednia sugestia, jako że ja i Morpheus nie jesteśmy parą — dodała naprędko, czując wewnętrznie, iż musi się facetowi wytłumaczyć, bo o ile nie była wysoko urodzoną, wychowaną w marmurach arystokratką, to wciąż należało jej na względnie dobrej opinii publicznej.
Cóż, jej oraz jej ojcu.
— Panie Samuelu, czy ja wyglądam na pannę lekkich obyczajów?— nie dawała za wygraną, śmiertelnie poważne, nawet nieco przestraszone spojrzenie wlepiając w błękit jego ślepi. Nie śmiała nawet zerknąć na Morpha, którego głowa wciąż wibrowała, chyba nawet w rytmie wygrywanej muzyki.
— Ale co pan mówi! — aż zadyszała z przejęcia, usta machinalnie zakrywając dłonią. Ups, chyba wylała wino na biednego Morpheusa, którego głowa musiała teraz wibrować równie intensywnie, co każda inna cząstka jej ciała.
— Miałam na myśli zupełnie zwyczajną wycieczkę krajoznawczą, poza tym to wyjątkowo nieodpowiednia sugestia, jako że ja i Morpheus nie jesteśmy parą — dodała naprędko, czując wewnętrznie, iż musi się facetowi wytłumaczyć, bo o ile nie była wysoko urodzoną, wychowaną w marmurach arystokratką, to wciąż należało jej na względnie dobrej opinii publicznej.
Cóż, jej oraz jej ojcu.
— Panie Samuelu, czy ja wyglądam na pannę lekkich obyczajów?— nie dawała za wygraną, śmiertelnie poważne, nawet nieco przestraszone spojrzenie wlepiając w błękit jego ślepi. Nie śmiała nawet zerknąć na Morpha, którego głowa wciąż wibrowała, chyba nawet w rytmie wygrywanej muzyki.