30.05.2024, 09:13 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.05.2024, 09:21 przez Florence Bulstrode.)
Parkiet
Muzyka i tańce były dokładnie takie, jakich można by się spodziewać u Blacków, zupełnie inne niż na zabawie zaledwie dzień wcześniej – i po prawdzie nieco lepiej pasowały do charakteru i Florence, raczej mało żywiołowej.
- W pierwszych dniach listopada jeden z uzdrowicieli uważał, że śmierciożercy to banda cyrkowców, którzy zostaną aresztowani po tygodniu – odparła nim wykonała obrót, pozwalając sukni zawirować. Tymczasem byli tutaj, prawie dwa lata później, a wojna nie zdawała się ani trochę bliżej końca finału. – Nie znam historii dostatecznie mocno, by znaleźć lepsze porównanie. To bratobójcza wojna, a takich było mnóstwo, ale chyba żadnej, gdzie racja byłaby tak jasna – powiedziała. Słowa, które nigdy nie powinny zostać wypowiedziane pod dachem Blacków i których Florence nie wypowiedziałaby nie tak dawno temu. Neutralność leżała niejako w jej charakterze, ale wszystko, co zobaczyła podczas Beltane i Atreus oraz Patrick, niosący w sobie chłód Limbo, na zawsze odmienili tę sytuację.
A akurat teraz mieli pewną prywatność tańca, gdy muzyka i ruch utrudniały podsłuchanie, zaś Morpheusa Longbottoma nie podejrzewała o zakładanie mało gustownych masek. Za bardzo dbał o prezencję, aby pozwolił sobie zrobić tak paskudny tatuaż.
– Widać dla Malfoyów przyjaźń z Blackami jest ważniejsza niż siostra – stwierdziła, tym niezbyt zaskoczona, bo tak już działało to w rodach czystej krwi. – Wydaje mi się, że jedna z nich mi mignęła, chociaż mnie raczej dziwi, że ich zaprosili, po tych wszystkich plotkach na ich temat. Ale może to przyjaciele Perseusa.
W końcu rody czystej krwi nie lubiły kontrowersyjnych zachowań i biedoty. A jedna z gałęzi Mulciberów straciła pieniądze, w drugiej nie brak było kontrowersyjności. Oczywiście, takie zbrodnie łatwiej było wybaczyć niż poparcie dla mugolaków, a tę popełniali Longbottomowie, gdy z jednym z nich właśnie tańczyła, więc ogólnie skład gości nieco Florence dziwił, ale i nie oburzał. Pewnie przyjaźnili się z którymś z państwa młodych.
Zwróciła wzrok w kierunku kobiety, wskazanej przez Morpheusa: dla Florence kompletnie obcej. Brzoskwiniowa barwa nie kojarzyła się jej z panną młodą, ale i w sali pełnej czerni zwracała uwagę.
– Za to Vespera niemal jakby już szykowała się do stanięcia nad grobem męża – powiedziała, a kąciki ust uniosły się jej nieco. Był to żart odrobinę niestosowny, ale Florence miewała nieco wisielcze poczucie humoru, i nic nie mogła poradzić, że czerń jako motyw tego wesela przywodziła jej takie skojarzenia.
Nie dostrzegła na razie kapibary. Dobrze, bo pewnie popędziłaby na ratunek bratu…
Muzyka i tańce były dokładnie takie, jakich można by się spodziewać u Blacków, zupełnie inne niż na zabawie zaledwie dzień wcześniej – i po prawdzie nieco lepiej pasowały do charakteru i Florence, raczej mało żywiołowej.
- W pierwszych dniach listopada jeden z uzdrowicieli uważał, że śmierciożercy to banda cyrkowców, którzy zostaną aresztowani po tygodniu – odparła nim wykonała obrót, pozwalając sukni zawirować. Tymczasem byli tutaj, prawie dwa lata później, a wojna nie zdawała się ani trochę bliżej końca finału. – Nie znam historii dostatecznie mocno, by znaleźć lepsze porównanie. To bratobójcza wojna, a takich było mnóstwo, ale chyba żadnej, gdzie racja byłaby tak jasna – powiedziała. Słowa, które nigdy nie powinny zostać wypowiedziane pod dachem Blacków i których Florence nie wypowiedziałaby nie tak dawno temu. Neutralność leżała niejako w jej charakterze, ale wszystko, co zobaczyła podczas Beltane i Atreus oraz Patrick, niosący w sobie chłód Limbo, na zawsze odmienili tę sytuację.
A akurat teraz mieli pewną prywatność tańca, gdy muzyka i ruch utrudniały podsłuchanie, zaś Morpheusa Longbottoma nie podejrzewała o zakładanie mało gustownych masek. Za bardzo dbał o prezencję, aby pozwolił sobie zrobić tak paskudny tatuaż.
– Widać dla Malfoyów przyjaźń z Blackami jest ważniejsza niż siostra – stwierdziła, tym niezbyt zaskoczona, bo tak już działało to w rodach czystej krwi. – Wydaje mi się, że jedna z nich mi mignęła, chociaż mnie raczej dziwi, że ich zaprosili, po tych wszystkich plotkach na ich temat. Ale może to przyjaciele Perseusa.
W końcu rody czystej krwi nie lubiły kontrowersyjnych zachowań i biedoty. A jedna z gałęzi Mulciberów straciła pieniądze, w drugiej nie brak było kontrowersyjności. Oczywiście, takie zbrodnie łatwiej było wybaczyć niż poparcie dla mugolaków, a tę popełniali Longbottomowie, gdy z jednym z nich właśnie tańczyła, więc ogólnie skład gości nieco Florence dziwił, ale i nie oburzał. Pewnie przyjaźnili się z którymś z państwa młodych.
Zwróciła wzrok w kierunku kobiety, wskazanej przez Morpheusa: dla Florence kompletnie obcej. Brzoskwiniowa barwa nie kojarzyła się jej z panną młodą, ale i w sali pełnej czerni zwracała uwagę.
– Za to Vespera niemal jakby już szykowała się do stanięcia nad grobem męża – powiedziała, a kąciki ust uniosły się jej nieco. Był to żart odrobinę niestosowny, ale Florence miewała nieco wisielcze poczucie humoru, i nic nie mogła poradzić, że czerń jako motyw tego wesela przywodziła jej takie skojarzenia.
Nie dostrzegła na razie kapibary. Dobrze, bo pewnie popędziłaby na ratunek bratu…