30.05.2024, 12:45 ✶
Był zmęczony, padał na pysk, bardziej niż normalnie. Pełnia go porządnie dojechała, do tego te wszystkie wydarzenia tuż przed pełnią... Do tego podróż do rodziny, jeszcze nie dojechał do domu, uznał, że zajedzie jeszcze do Doliny, zbierze zioła, korzystając z ciepłych dni i tego, że porankiem rośliny jeszcze nie są tak wymęczone gorącem dnia, więc ścięte dłużej wytrzymają.
Klęczał przy niewielkim pagórku, porośniętym obficie przez skrzyp. Zbierał go powoli, ociężale. Głowę miał zajętą wieloma myślami. Co powinien zrobić? Co zrobił? Co planował? Czy powinien? Westchnął ciężko, przygarbiając się i zaraz spakował całą garść skrzypu do torby.
- Starczy co? -zagadał sam do siebie. Nie będzie ścinał całego poletka, bo nie odrośnie za rok. No... Kłamał, skrzyp był akurat na tyle upierdliwy w pozbywaniu się go, że zawsze odrośnie, w jeszcze większej ilości.
Wstał niespiesznie i z nożyczkami w dłoni rozejrzał się dookoła. Teraz liście dębu, zielone, koniecznie. Na jesieni jeszcze wróci tutaj po te, które spadły na ziemię.
Założył włosy za ucho i ruszył przed siebie, gdzie kojarzył, że był całkiem sensownie wyglądające drzewo. Może po drodze znajdzie jeszcze jakieś ciekawe rośliny? Albo co więcej owoce jakieś wynajdzie, które zostały przegapione przez leśną zwierzynę. Myśli znów nawiedzały jego głowę, na tyle mocno, że nie usłyszał z początku tętentu kopyt i szelestu roślin przez jakie przedzierał się zwierz. Dopiero gdy dźwięki stały się faktycznie głośne, zatrzymał się, spojrzał w stronę źródła dźwięku i wtedy, całe zmęczenie i zaspanie odeszło jak za dotknięciem magicznej różdżki.
Z krzaków wyleciał hipogryf. Krew mu się zmroziła w żyłach na widok sporego stworzenia, do tego takiego o których uczył się. Niewiele o nich pamiętał, ale w głowę wryło mu się, że zaatakują cię bez powodu. Od razu uz krzyknięciem rzucił się w bok, mając za nic, że jego torba i nożyczki lecą gdzie popadnie. Nie chciał być zadeptany, ani zjedzony, chociaż trochę by mu to odjęło problemów jakie obecnie miał. Po upadku na ziemię, przeturlał się na plecy, żeby wyłapać wzrokiem bestię i odpełzł dalej, aż nie trafił plecami na drzewo, za jakie się schował. Niech go to coś zostawi w spokoju, niech spada! Ma zioła do zawiezienia rodzinie! Ma skrzyp do zakonserwowania!
Klęczał przy niewielkim pagórku, porośniętym obficie przez skrzyp. Zbierał go powoli, ociężale. Głowę miał zajętą wieloma myślami. Co powinien zrobić? Co zrobił? Co planował? Czy powinien? Westchnął ciężko, przygarbiając się i zaraz spakował całą garść skrzypu do torby.
- Starczy co? -zagadał sam do siebie. Nie będzie ścinał całego poletka, bo nie odrośnie za rok. No... Kłamał, skrzyp był akurat na tyle upierdliwy w pozbywaniu się go, że zawsze odrośnie, w jeszcze większej ilości.
Wstał niespiesznie i z nożyczkami w dłoni rozejrzał się dookoła. Teraz liście dębu, zielone, koniecznie. Na jesieni jeszcze wróci tutaj po te, które spadły na ziemię.
Założył włosy za ucho i ruszył przed siebie, gdzie kojarzył, że był całkiem sensownie wyglądające drzewo. Może po drodze znajdzie jeszcze jakieś ciekawe rośliny? Albo co więcej owoce jakieś wynajdzie, które zostały przegapione przez leśną zwierzynę. Myśli znów nawiedzały jego głowę, na tyle mocno, że nie usłyszał z początku tętentu kopyt i szelestu roślin przez jakie przedzierał się zwierz. Dopiero gdy dźwięki stały się faktycznie głośne, zatrzymał się, spojrzał w stronę źródła dźwięku i wtedy, całe zmęczenie i zaspanie odeszło jak za dotknięciem magicznej różdżki.
Z krzaków wyleciał hipogryf. Krew mu się zmroziła w żyłach na widok sporego stworzenia, do tego takiego o których uczył się. Niewiele o nich pamiętał, ale w głowę wryło mu się, że zaatakują cię bez powodu. Od razu uz krzyknięciem rzucił się w bok, mając za nic, że jego torba i nożyczki lecą gdzie popadnie. Nie chciał być zadeptany, ani zjedzony, chociaż trochę by mu to odjęło problemów jakie obecnie miał. Po upadku na ziemię, przeturlał się na plecy, żeby wyłapać wzrokiem bestię i odpełzł dalej, aż nie trafił plecami na drzewo, za jakie się schował. Niech go to coś zostawi w spokoju, niech spada! Ma zioła do zawiezienia rodzinie! Ma skrzyp do zakonserwowania!