30.05.2024, 13:15 ✶
– Pewnie, że był zrozumiały. Mówiłeś Specjalnym Tonem Uzdrowiciela. Jestem pewna, że macie osobne zajęcia w Akademii, na których uczą jego używania – westchnęła Brenna. Danielle i nawet Cedric też już go opanowali, chociaż nie to, żeby ten Specjalny Ton Uzdrowiciela zawsze na nią działał, Ale czasem ustępowała i piła na przykład tę mieszankę wzmacniającą (która nie była może najlepsza na świecie, ale faktycznie nie smakowała jak trawa i to wcale nie ta cytrynowa), zamiast porządnej, angielskiej, mocnej herbaty.
– Jestem – przyznała, bez żadnego większego przejęcia. – O takie błędy się umiera – dodała, bardzo spokojnie i tym razem ani trochę żartobliwie, wbrew temu, jakim tonem mówiła wcześniej. Błędy były rzeczą ludzką. Zdarzały się. Należało je naprawić. Ale w pewnych sytuacjach niektórzy nie mieli do ich popełnienia prawa. Brenna zaczynała się już tego uczyć, na całe szczęście, bo w roku 70 musiała już mieć tę lekcję dobrze przyswojoną.
Zaraz jednak uśmiechnęła się do niego znad tej wzmacniającej herbaty, kiedy wspomniał o kasynie i bójce.
– Jeżeli to byłaby faktycznie klątwa, możesz twierdzić, że nie odpowiadałeś za swoje słowa i czyny, bo opętało cię zaklęcie – powiedziała z rozbawieniem, a potem przewróciła oczyma na słowa o Francesce. Myślała, że jej się śniło to, co ta wykrzyczała na koniec, ale patrząc po słowach Basiliusa, chyba sytuacja nie należała do kategorii tych samych, co Francesca goniąca ją z wielkim, bardzo ciężkim kalendarzem w ręku. – Pewnie tak jej łatwiej. Wmówić samej sobie, że to prawda – westchnęła i pokręciła głową. Skąd tacy ludzie się brali? Biedny Prewett, wpadał w pułapkę tych anielskich oczu i krótkich spódniczek, nie zdając sobie sprawy z tego, że kobieta to w istocie trujący bluszcz w przebraniu.
– Hm, gdyby mój brat się wyprowadzał, chyba też uznałabym, że umrze z głodu – stwierdziła Brenna, przejęta absolutną zgrozą na samą myśl, że Erik miałby wynieść się z domu i sam sobie gotować. Musiałaby się wyprowadzić z nim, jak nic. A on wtedy pewnie wróciłby do domu, bo wyprowadziły się, żeby przed nią uciec. – No… ale takie rzeczy zdarzają się i bez dziwnych dat…
To znaczy zdarzały się jej. Acz wtedy nie było w pobliżu Basiliusa. Poza tym musiała przyznać, że jednak te wydarzenia były dość dziwne nawet według jej standardów, ale wciąż było jej trochę trudno uwierzyć w tę całą klątwę.
Nie wiedziała tego jeszcze, ale w lutym miała to odszczekać.
– Obiecuję, że wstrzymam się przynajmniej do marca – obiecała z poważną miną, chociaż doskonale wiedziała, że wcale nie o to mu chodziło, ale po prostu nie mogła się powstrzymać. – Na całe szczęście dzięki szybkiej i sprawnej pomocy medycznej pogrzebu chwilowo nie przewidujemy. Naleśniki były zajebiste. Mogę ten nóż? Powinnam ukraść ci trochę Fiuu i przenieść się do Ministerstwa, zanim zaczną mnie szukać.
– Jestem – przyznała, bez żadnego większego przejęcia. – O takie błędy się umiera – dodała, bardzo spokojnie i tym razem ani trochę żartobliwie, wbrew temu, jakim tonem mówiła wcześniej. Błędy były rzeczą ludzką. Zdarzały się. Należało je naprawić. Ale w pewnych sytuacjach niektórzy nie mieli do ich popełnienia prawa. Brenna zaczynała się już tego uczyć, na całe szczęście, bo w roku 70 musiała już mieć tę lekcję dobrze przyswojoną.
Zaraz jednak uśmiechnęła się do niego znad tej wzmacniającej herbaty, kiedy wspomniał o kasynie i bójce.
– Jeżeli to byłaby faktycznie klątwa, możesz twierdzić, że nie odpowiadałeś za swoje słowa i czyny, bo opętało cię zaklęcie – powiedziała z rozbawieniem, a potem przewróciła oczyma na słowa o Francesce. Myślała, że jej się śniło to, co ta wykrzyczała na koniec, ale patrząc po słowach Basiliusa, chyba sytuacja nie należała do kategorii tych samych, co Francesca goniąca ją z wielkim, bardzo ciężkim kalendarzem w ręku. – Pewnie tak jej łatwiej. Wmówić samej sobie, że to prawda – westchnęła i pokręciła głową. Skąd tacy ludzie się brali? Biedny Prewett, wpadał w pułapkę tych anielskich oczu i krótkich spódniczek, nie zdając sobie sprawy z tego, że kobieta to w istocie trujący bluszcz w przebraniu.
– Hm, gdyby mój brat się wyprowadzał, chyba też uznałabym, że umrze z głodu – stwierdziła Brenna, przejęta absolutną zgrozą na samą myśl, że Erik miałby wynieść się z domu i sam sobie gotować. Musiałaby się wyprowadzić z nim, jak nic. A on wtedy pewnie wróciłby do domu, bo wyprowadziły się, żeby przed nią uciec. – No… ale takie rzeczy zdarzają się i bez dziwnych dat…
To znaczy zdarzały się jej. Acz wtedy nie było w pobliżu Basiliusa. Poza tym musiała przyznać, że jednak te wydarzenia były dość dziwne nawet według jej standardów, ale wciąż było jej trochę trudno uwierzyć w tę całą klątwę.
Nie wiedziała tego jeszcze, ale w lutym miała to odszczekać.
– Obiecuję, że wstrzymam się przynajmniej do marca – obiecała z poważną miną, chociaż doskonale wiedziała, że wcale nie o to mu chodziło, ale po prostu nie mogła się powstrzymać. – Na całe szczęście dzięki szybkiej i sprawnej pomocy medycznej pogrzebu chwilowo nie przewidujemy. Naleśniki były zajebiste. Mogę ten nóż? Powinnam ukraść ci trochę Fiuu i przenieść się do Ministerstwa, zanim zaczną mnie szukać.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.