20.10.2022, 15:29 ✶
Podskoczył, gdy z gardła Brenny wydobył się lekki okrzyk. Cóż, przynajmniej tym razem nic nie wybuchło. W gruncie rzeczy miała szczęście, że tym razem kombinowała przy... patelni? Gdyby dziewczyna postanowiła zapoznać się z zasadami działania piecyka w jego obecności, mogliby się pożegnać z połową skrzydła rodzinnej posiadłości.
— To nie jest moja wina. To się dzieje samo z siebie. — Wbił pełen pewności siebie wzrok w młodszą siostrę, a po chwili pokonał dzielący ich dystans w kilku szybkich krokach. Stanął za nią i zajrzał przez jej ramię, aby dowiedzieć się, co też próbowała przygotować. Słuszny wzrost potrafił się jednak na coś przydać. — Może po prostu zalągł się u nas wyjątkowo podstępny poltergeist, który upodobał sobie akurat to pomieszczenie? Pomyślałaś o tym?
Tak jak spora część uczniów, tak i on miał dosyć żywe wspomnienia dotyczące Irytka, który rezydował w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Nawet najwięksi żartownisie byli świadomi tego, że nieprzyjazny duszek uwielbiał wpędzać innych w kłopoty. Gdyby uznać, że inne zjawy jego pokroju również zachowują się w podobny sposób, byłoby to całkiem niezłe wytłumaczenie problemów, jakie nękały Erika podczas praktycznie każdej wizyty w kuchni. W końcu co byłoby zabawniejsze? Otwarte granie na nerwach całej rodzinie czy próba zrzucenia winy na jednego z domowników ku własnej uciesze?
— Trzeba by było znaleźć kogoś zaufanego. Raczej nie potrzebujemy artykułu pod tytułem „Tylko u nas! Wilkołak-detektyw odwiedził popularnego klątwołamacza w centrum Londynu? Przyjacielska wizyta? Romans? Biznes? … A może mroczny sekret? Dowiedz się więcej tylko na stronie 5!” — Wykrzywił usta w krzywym uśmiechu, nie mogąc się powstrzymać przed zabarwieniem swych słów sporą dawką sarkazmu.
Wprawdzie nie należał do grona największych gwiazd ich społeczności, jednak był... rozpoznawalny. Chyba wolał już robić sobie żarty z tej jakże dziwacznej trasę obranej przez jego życie, niż zmienić się w gwiazdę show-biznesu rodem z tych kolorowych magazynów mugoli, które widywał w niemagicznej części Londynu. Wypada zachować, chociaż pozory normalności, pomyślał, kiwając ochoczo głową na ofertę Brenny dotyczącą tostów.
— Rany, ty też? Myślałem, że tylko mi z dnia na dzień zrzucili na głowę całą górę raportów — mruknął, poniekąd niezadowolony z tej sytuacji. Wiedział, że Brenna wolałaby robić cokolwiek, niż nie robić nic, jednak biorąc pod uwagę, że sam miał mnóstwo roboty, nie miałby nic przeciwko temu, gdyby ona mogła nieco odsapnąć. — Mam wrażenie, że z każdym nowym naborem, brygadziści coraz gorzej piszą. Niedługo będą mazać po dokumentach, jak najlepsi magomedycy w kraju.
Mężczyzna przycupnął na krawędzi stołu, podsuwając w stronę siostry list od dziennikarki. Był szczerze ciekawy, czy faktycznie był jako jedyny do tyłu z planami rodziny na najbliższe tygodnie. Bądź co bądź działania Longbottomów nie były zwykłym hobby, a niemalże obowiązkiem. W jakiś sposób należało się zaangażować, jeśli była szansa przyniesienia komuś pomocy. Wolałby nie dowiedzieć się jako ostatni o ewentualnym przyjęciu, do którego mogłoby dojść w rezydencji.
— Przyszedł list z gazety. Pytają, czy wyprawiamy w najbliższym czasie jakieś wydarzenie. Chyba nie mają o czym pisać, skoro już sami się zgłaszają, zamiast czekać na nasz ruch — skomentował, dzieląc się otwarcie swoimi przemyśleniami.
— To nie jest moja wina. To się dzieje samo z siebie. — Wbił pełen pewności siebie wzrok w młodszą siostrę, a po chwili pokonał dzielący ich dystans w kilku szybkich krokach. Stanął za nią i zajrzał przez jej ramię, aby dowiedzieć się, co też próbowała przygotować. Słuszny wzrost potrafił się jednak na coś przydać. — Może po prostu zalągł się u nas wyjątkowo podstępny poltergeist, który upodobał sobie akurat to pomieszczenie? Pomyślałaś o tym?
Tak jak spora część uczniów, tak i on miał dosyć żywe wspomnienia dotyczące Irytka, który rezydował w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Nawet najwięksi żartownisie byli świadomi tego, że nieprzyjazny duszek uwielbiał wpędzać innych w kłopoty. Gdyby uznać, że inne zjawy jego pokroju również zachowują się w podobny sposób, byłoby to całkiem niezłe wytłumaczenie problemów, jakie nękały Erika podczas praktycznie każdej wizyty w kuchni. W końcu co byłoby zabawniejsze? Otwarte granie na nerwach całej rodzinie czy próba zrzucenia winy na jednego z domowników ku własnej uciesze?
— Trzeba by było znaleźć kogoś zaufanego. Raczej nie potrzebujemy artykułu pod tytułem „Tylko u nas! Wilkołak-detektyw odwiedził popularnego klątwołamacza w centrum Londynu? Przyjacielska wizyta? Romans? Biznes? … A może mroczny sekret? Dowiedz się więcej tylko na stronie 5!” — Wykrzywił usta w krzywym uśmiechu, nie mogąc się powstrzymać przed zabarwieniem swych słów sporą dawką sarkazmu.
Wprawdzie nie należał do grona największych gwiazd ich społeczności, jednak był... rozpoznawalny. Chyba wolał już robić sobie żarty z tej jakże dziwacznej trasę obranej przez jego życie, niż zmienić się w gwiazdę show-biznesu rodem z tych kolorowych magazynów mugoli, które widywał w niemagicznej części Londynu. Wypada zachować, chociaż pozory normalności, pomyślał, kiwając ochoczo głową na ofertę Brenny dotyczącą tostów.
— Rany, ty też? Myślałem, że tylko mi z dnia na dzień zrzucili na głowę całą górę raportów — mruknął, poniekąd niezadowolony z tej sytuacji. Wiedział, że Brenna wolałaby robić cokolwiek, niż nie robić nic, jednak biorąc pod uwagę, że sam miał mnóstwo roboty, nie miałby nic przeciwko temu, gdyby ona mogła nieco odsapnąć. — Mam wrażenie, że z każdym nowym naborem, brygadziści coraz gorzej piszą. Niedługo będą mazać po dokumentach, jak najlepsi magomedycy w kraju.
Mężczyzna przycupnął na krawędzi stołu, podsuwając w stronę siostry list od dziennikarki. Był szczerze ciekawy, czy faktycznie był jako jedyny do tyłu z planami rodziny na najbliższe tygodnie. Bądź co bądź działania Longbottomów nie były zwykłym hobby, a niemalże obowiązkiem. W jakiś sposób należało się zaangażować, jeśli była szansa przyniesienia komuś pomocy. Wolałby nie dowiedzieć się jako ostatni o ewentualnym przyjęciu, do którego mogłoby dojść w rezydencji.
— Przyszedł list z gazety. Pytają, czy wyprawiamy w najbliższym czasie jakieś wydarzenie. Chyba nie mają o czym pisać, skoro już sami się zgłaszają, zamiast czekać na nasz ruch — skomentował, dzieląc się otwarcie swoimi przemyśleniami.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞