30.05.2024, 14:10 ✶
Niektórzy po prostu mieli w swoim życiu wybór. I rozumiał, że korzystali z niego, gdy w grę wchodziło całe ich dotychczasowe życie. Pewnie ktoś podjąłby z nim kłótnię, że przecież i on mógł po prostu usiąść i czekać na rozwój spraw, ale w jego sytuacji wygrana innych przekonań mogła zniszczyć życie jego i jego rodziny, będącej przecież mugolami.
Dlatego w pewnym momencie zrozumiał, że tak naprawdę stając w swojej obronie nic nie traci. I tak był na celowniku.
Bał się tylko tego, że kiedyś jego rodzice czy rodzeństwo może przez niego oberwać. Próbował jednak odsunąć od siebie te myśli.
Przy Geraldine było to naprawdę proste. Szczególnie, gdy podrzucała takie a nie inne dwuznaczności.
Sam musiał chwilę odczekać, zanim tekst o kajdankach został przerzuty i przyswojony przez jego umysł, by lekko się po chwili speszyć. Jego wyobraźnia też podsunęła mu pewne obrazy.
- Jeśli nie będę miał wyboru - odpowiedział, czując, jak zasycha mu w ustach. Dobrze, że mieli pod ręką alkohol.
Cieszył się, że jego odpowiedź ucieszyła Ger, bo chciał, by po prostu poczuła się dobrze. Wiedział, że wielu kiedyś naśmiewało się z niej za cechy,które Thomas tak naprawdę zawsze w niej cenił. Była silna nie tylko ciałem, ale i charakterem. Mieli przez to wiele starć, nie oznaczało to jednak,że gdzieś tam w środku nie kryła się wrażliwa dziewczyna. Znał trochę motyw dopasowywania się do wyobrażeń innych o tobie samym.
Sam nie raz reagował uśmiechem wtedy, gdy w środku czuł ból, zachowując łatkę trochę naiwnego optymisty. Bał się, że gdy ją zdejmie, zawiedzie niektóre osoby.
O dziwo, nie czuł tego teraz.
- Jak będziesz dobrze płacić, to mogę rozważyć rolę twojego pomagiera. Mój głos na pewno już masz, o ile oczywiście władzę będziesz zdobywać dyplomatycznie. - Trochę w to powątpiewał, znając ją, ale tego już na głos nie powiedział.
Nie mówiła mu wszystkiego, ale on przecież też nie zaczął od rozwiewania wszystkich swoich tajemnic i opowiadania każdej szalonej historii. Zresztą, to co działo się tego dnia, przekroczyło jego wszelkie oczekiwania.
Przez ułamek sekundy, gdy się od niej odsunął bał się, że wszystko popsuł. A mimo to nadal patrzył w jej oczy, nie potrafiąc się od nich oderwać, skoro postanowił, po naprawdę długim czasie, w końcu dać się pociągnąć uczuciu,które kotłowało się w nim już tak naprawdę w Hogwarcie, choć wtedy tak bardzo starał się tego wyprzeć.
Była inna niż wszystkie kobiety, które dane mu było poznać. Inne niż jego przyjaciółki, inna niż jego dotychczasowe miłostki. Pociągała go w sposób, który trudno było wytłumaczyć.
A teraz całowała go, wybijając z płuc całe powietrze, które pochłoną, w oczekiwaniu na najgorsze.
Trochę nie wierzył, w to, co właśnie się działo, czuł jednak euforię, która sprawiała, że nie potrafił się powstrzymać przed ponownym skosztowaniem jej ust, gdy już musieli się na chwilę od siebie oderwać, by zaczerpnąć tchu. Był świadomy jej ciepła, zapachu, rąk które zarzuciła na jego kar. Wplótł jedną z rak w jej blond włosy, chcąc nasycić się ich miękkością. Najchętniej poznałby Gerry w tej chwili od podstaw, kawałek po kawałku, pocałunek za pocałunkiem, znów jednak poczuł niepewność.
Przerwał ich kolejny pocałunek, spojrzał na nią i zdał sobie sprawę, że nie ma pojęcia co ma powiedzieć. Czuł na wargach posmak whisky, która przed chwilą pili, a która teraz leżała gdzieś teraz zapomniana.
- Gerry… - zaczął, nadal jednak nie mógł wymyślić nic, co mógłby dodać. A jednak w tym jednym słowie dało się wyczuć mnogość emocji, które teraz w nim buzowały. Podniecenie, uczucie, ale i ogromną niepewność do tego, co dalej.
Dlatego w pewnym momencie zrozumiał, że tak naprawdę stając w swojej obronie nic nie traci. I tak był na celowniku.
Bał się tylko tego, że kiedyś jego rodzice czy rodzeństwo może przez niego oberwać. Próbował jednak odsunąć od siebie te myśli.
Przy Geraldine było to naprawdę proste. Szczególnie, gdy podrzucała takie a nie inne dwuznaczności.
Sam musiał chwilę odczekać, zanim tekst o kajdankach został przerzuty i przyswojony przez jego umysł, by lekko się po chwili speszyć. Jego wyobraźnia też podsunęła mu pewne obrazy.
- Jeśli nie będę miał wyboru - odpowiedział, czując, jak zasycha mu w ustach. Dobrze, że mieli pod ręką alkohol.
Cieszył się, że jego odpowiedź ucieszyła Ger, bo chciał, by po prostu poczuła się dobrze. Wiedział, że wielu kiedyś naśmiewało się z niej za cechy,które Thomas tak naprawdę zawsze w niej cenił. Była silna nie tylko ciałem, ale i charakterem. Mieli przez to wiele starć, nie oznaczało to jednak,że gdzieś tam w środku nie kryła się wrażliwa dziewczyna. Znał trochę motyw dopasowywania się do wyobrażeń innych o tobie samym.
Sam nie raz reagował uśmiechem wtedy, gdy w środku czuł ból, zachowując łatkę trochę naiwnego optymisty. Bał się, że gdy ją zdejmie, zawiedzie niektóre osoby.
O dziwo, nie czuł tego teraz.
- Jak będziesz dobrze płacić, to mogę rozważyć rolę twojego pomagiera. Mój głos na pewno już masz, o ile oczywiście władzę będziesz zdobywać dyplomatycznie. - Trochę w to powątpiewał, znając ją, ale tego już na głos nie powiedział.
Nie mówiła mu wszystkiego, ale on przecież też nie zaczął od rozwiewania wszystkich swoich tajemnic i opowiadania każdej szalonej historii. Zresztą, to co działo się tego dnia, przekroczyło jego wszelkie oczekiwania.
Przez ułamek sekundy, gdy się od niej odsunął bał się, że wszystko popsuł. A mimo to nadal patrzył w jej oczy, nie potrafiąc się od nich oderwać, skoro postanowił, po naprawdę długim czasie, w końcu dać się pociągnąć uczuciu,które kotłowało się w nim już tak naprawdę w Hogwarcie, choć wtedy tak bardzo starał się tego wyprzeć.
Była inna niż wszystkie kobiety, które dane mu było poznać. Inne niż jego przyjaciółki, inna niż jego dotychczasowe miłostki. Pociągała go w sposób, który trudno było wytłumaczyć.
A teraz całowała go, wybijając z płuc całe powietrze, które pochłoną, w oczekiwaniu na najgorsze.
Trochę nie wierzył, w to, co właśnie się działo, czuł jednak euforię, która sprawiała, że nie potrafił się powstrzymać przed ponownym skosztowaniem jej ust, gdy już musieli się na chwilę od siebie oderwać, by zaczerpnąć tchu. Był świadomy jej ciepła, zapachu, rąk które zarzuciła na jego kar. Wplótł jedną z rak w jej blond włosy, chcąc nasycić się ich miękkością. Najchętniej poznałby Gerry w tej chwili od podstaw, kawałek po kawałku, pocałunek za pocałunkiem, znów jednak poczuł niepewność.
Przerwał ich kolejny pocałunek, spojrzał na nią i zdał sobie sprawę, że nie ma pojęcia co ma powiedzieć. Czuł na wargach posmak whisky, która przed chwilą pili, a która teraz leżała gdzieś teraz zapomniana.
- Gerry… - zaczął, nadal jednak nie mógł wymyślić nic, co mógłby dodać. A jednak w tym jednym słowie dało się wyczuć mnogość emocji, które teraz w nim buzowały. Podniecenie, uczucie, ale i ogromną niepewność do tego, co dalej.