30.05.2024, 14:37 ✶
Mało kto da się trzymać w zamknięciu, nawet jeśli ma idealne warunki. Potrzeba wolności nie zanika tak łatwo, a pozbycie się jej może zająć wiele, wiele pokoleń, o ile w ogóle się uda.
Nienawidził magicznych stworzeń! Testrale były przyjemne, ale to głównie dlatego, że były dość przyjazne i były końmi, a tu takie bydle? Z pazurami? Z dziobem? Do tego tak skrzeczał i się darł, machał łapami. Koniec, Neil się poddaje, odpełznął dalej, widać jak stworzenie się miota i grozi. Do tego pojawienie się drugiej osoby niewiele pomogło. Bosko, zginą razem, genialnie, kocha takie poranki. Już widział, jak po tym zrywie adrenaliny dopada go taka senność, że nie obędzie się bez drzemki w samochodzie, o ile przeżyje.
Z szybkim oddechem, lampiąc się to na chłopaka, to na hipogryfa, nie wiedząc czy uciekać, czy bezpieczniej być w bezruchu, zastanawiał się co się właściwie stało, nie widział tu nigdy wcześniej takich zwierząt, miał po prostu szczęście?
Zacisnął dłonie na trawie i nie wstawał, obserwując tę dziwną sytuację, ukłony, no tak słyszał o nich, później mizdrzenie się do ptaka i mówienie w dziwnym języku, który trochę brzmiał jak chrobotanie kawy w młynku. Dopiero kiedy obcy na niego spojrzał i zauważył, że to nie jest ich pierwsze spotkanie Neil zmarszczył brwi kojarząc fakty. Niemalże chłopaka nie rozpoznał w innym kolorze skóry.
-To... TO TWOJE?- podniósł gwałtownie rękę, wskazując na hipogryfa i zafukał nie to, ze zły, ale na pewno w tym oburzeniu wyszły na wierzch negatywne emocje, cały strach i zaskoczenie. Otworzył usta, chcąc powiedzieć coś jeszcze, zamknął je, otworzył ponownie, spojrzał na hipogryfa, na chłopaka, jeszcze raz się zawahał, po czym rozłożył się na plecach na ziemi, ciężko oddychając.- Myślałem, że mnie zabije... -zajojczał rozpaczliwie słabym głosem, gubionym nieco w oszalałym oddechu.
Nienawidził magicznych stworzeń! Testrale były przyjemne, ale to głównie dlatego, że były dość przyjazne i były końmi, a tu takie bydle? Z pazurami? Z dziobem? Do tego tak skrzeczał i się darł, machał łapami. Koniec, Neil się poddaje, odpełznął dalej, widać jak stworzenie się miota i grozi. Do tego pojawienie się drugiej osoby niewiele pomogło. Bosko, zginą razem, genialnie, kocha takie poranki. Już widział, jak po tym zrywie adrenaliny dopada go taka senność, że nie obędzie się bez drzemki w samochodzie, o ile przeżyje.
Z szybkim oddechem, lampiąc się to na chłopaka, to na hipogryfa, nie wiedząc czy uciekać, czy bezpieczniej być w bezruchu, zastanawiał się co się właściwie stało, nie widział tu nigdy wcześniej takich zwierząt, miał po prostu szczęście?
Zacisnął dłonie na trawie i nie wstawał, obserwując tę dziwną sytuację, ukłony, no tak słyszał o nich, później mizdrzenie się do ptaka i mówienie w dziwnym języku, który trochę brzmiał jak chrobotanie kawy w młynku. Dopiero kiedy obcy na niego spojrzał i zauważył, że to nie jest ich pierwsze spotkanie Neil zmarszczył brwi kojarząc fakty. Niemalże chłopaka nie rozpoznał w innym kolorze skóry.
-To... TO TWOJE?- podniósł gwałtownie rękę, wskazując na hipogryfa i zafukał nie to, ze zły, ale na pewno w tym oburzeniu wyszły na wierzch negatywne emocje, cały strach i zaskoczenie. Otworzył usta, chcąc powiedzieć coś jeszcze, zamknął je, otworzył ponownie, spojrzał na hipogryfa, na chłopaka, jeszcze raz się zawahał, po czym rozłożył się na plecach na ziemi, ciężko oddychając.- Myślałem, że mnie zabije... -zajojczał rozpaczliwie słabym głosem, gubionym nieco w oszalałym oddechu.