30.05.2024, 16:36 ✶
– Jeśli chcesz to mogę być wyjątkowo damą twojego serca – zapewnił Morpheusa, pomiędzy kolejnymi gryzami ciasta. Merlinie, Anthony jednak wiedział, gdzie zamawiać torty. Przy okazji dla podkreslenia swoich kolejnych słów teatralnie założył nogę na nogę. – Podobno całkiem sympatycznie wyglądam w sukienkach. Gdy planowaliśmy nasz ślub krawcowa płakała w kącie, że to Lottie musi ubrać w suknię, a nie mnie. – Absolutnie nie było takiej sytuacji, jakby ktokolwiek jakim cudem miał jakieś wątpliwości.
Wywrócił oczami na słowa Anthony'ego.
– Jak to jest, że wy Krukoni zawsze macie jakieś dziwne definicje polowania? W Hogwarcie było tak samo. Powiedziałeś, że mamy zorganizować polowanie, a potem, że to jednak nie będzie polowanie. Akurat gdy udało mi się już przekonać pierwszoroczniaków, że udawanie niuchaczy w Zakazanych Lesie sprawi, że w przyszłości będą mogli się tym chwalić na randkach. – A może Tony wtedy powiedział gra terenowa, a nie polowanie. No ale gra terenowa jednak też zakładała teren. A teren raczej nie zakładał biegania po korytarzach Hogwartu. Zresztą nie ważne.
– Obiecuję, że nie skrzywdzimy żadnego smoka, nawet stworzonego z iluzji – zapewnił solennie, jedną rękę kładąc sobie na sercu, a drugą na chwilę opierając na ramieniu Shafiqa. – Dobrze. W takim razie postanowione! Będzie mantikora!
Uśmiechnął się i wrócił do jedzenia ciasta, na chwilę próbując jeszcze wyłapać wzrok Morpheusa, by dyskretnie skinąć na Anthony'ego w bezgłośnym pytaniu Co z nim?. Bo przecież ich przyjaciel wyglądał na szczęśliwego, i całe szczęście, ale jeszcze niedawno szczęśliwy nie był. A potem oczywiście i na Lammas i na weselu Blacków zachowywał się tak, jakby to Jonathan coś sobie wymyślił. Nie, że to było coś złego. Po prostu nie wiedział, czy była to poprawa, czy zwiastun kolejnego kryzysu. A oczywiście nie mógł odczytać jego aury bo ktoś musiał się nauczyć oklumencji. Taki kolega.
– To ty jesteś ekspertem w zakresie win. My się po prostu będziemy ciebie słuchać i zdecydowanie ignorować jakiekolwiek rady tej twojej amerykańskiej ambasadorki – skomentował, jednocześnie unosząc kieliszek na kolejny toast Lottie. – A życie to jest jedno wielkie przedstawienie Charlotte. Nie powiesz mi, że nie. I plany na kolejny występ mam, ale niestety teatr jeszcze się nie chce na nie zgodzić. Chyba będę musiał przekonać do niego jakiś bardziej awangardowy zespół aktorów. Krainę snów też się da załatwić. I już nie bądz taka surowa dla naszych kolegów i koleżanek z rocznika. Mieli przy nas ciężką konkurencję, by się czymś popisać.
Wywrócił oczami na słowa Anthony'ego.
– Jak to jest, że wy Krukoni zawsze macie jakieś dziwne definicje polowania? W Hogwarcie było tak samo. Powiedziałeś, że mamy zorganizować polowanie, a potem, że to jednak nie będzie polowanie. Akurat gdy udało mi się już przekonać pierwszoroczniaków, że udawanie niuchaczy w Zakazanych Lesie sprawi, że w przyszłości będą mogli się tym chwalić na randkach. – A może Tony wtedy powiedział gra terenowa, a nie polowanie. No ale gra terenowa jednak też zakładała teren. A teren raczej nie zakładał biegania po korytarzach Hogwartu. Zresztą nie ważne.
– Obiecuję, że nie skrzywdzimy żadnego smoka, nawet stworzonego z iluzji – zapewnił solennie, jedną rękę kładąc sobie na sercu, a drugą na chwilę opierając na ramieniu Shafiqa. – Dobrze. W takim razie postanowione! Będzie mantikora!
Uśmiechnął się i wrócił do jedzenia ciasta, na chwilę próbując jeszcze wyłapać wzrok Morpheusa, by dyskretnie skinąć na Anthony'ego w bezgłośnym pytaniu Co z nim?. Bo przecież ich przyjaciel wyglądał na szczęśliwego, i całe szczęście, ale jeszcze niedawno szczęśliwy nie był. A potem oczywiście i na Lammas i na weselu Blacków zachowywał się tak, jakby to Jonathan coś sobie wymyślił. Nie, że to było coś złego. Po prostu nie wiedział, czy była to poprawa, czy zwiastun kolejnego kryzysu. A oczywiście nie mógł odczytać jego aury bo ktoś musiał się nauczyć oklumencji. Taki kolega.
– To ty jesteś ekspertem w zakresie win. My się po prostu będziemy ciebie słuchać i zdecydowanie ignorować jakiekolwiek rady tej twojej amerykańskiej ambasadorki – skomentował, jednocześnie unosząc kieliszek na kolejny toast Lottie. – A życie to jest jedno wielkie przedstawienie Charlotte. Nie powiesz mi, że nie. I plany na kolejny występ mam, ale niestety teatr jeszcze się nie chce na nie zgodzić. Chyba będę musiał przekonać do niego jakiś bardziej awangardowy zespół aktorów. Krainę snów też się da załatwić. I już nie bądz taka surowa dla naszych kolegów i koleżanek z rocznika. Mieli przy nas ciężką konkurencję, by się czymś popisać.