30.05.2024, 17:46 ✶
Czy spodziewał się, że ten dzień potoczy się tak a nie inaczej? Tak. Spodziewał się kłótni, oraz jakiejś dodatkowej katastrofy, nawet w miarę typował, kto do niej doprowadzi i dużo się nie pomylił. Miał oczywiście nadzieję, że dodatkowy gość trochę uspokoi sytuację, nie była jednak ona zbyt wielka.
A jednak nadal, biegnąć przed budynek czuł w sercu ogromny zawód i strach. Nie tylko o swoją siostrę i to, jaki plan powstał w jej małej głowie, ale także o to, co się teraz stanie z jego rodziną. Czy pogodzą się w końcu, czy nadal będą się żreć jak przekupki na targu, a on będzie się na to z bezsilnością patrzył. I chyba to go najbardziej gryzło. Że nie potrafił nic z tym zrobić, jakoś tego naprawić, posklejać naruszone więzi.
Przez chwilę nie wiedział, co robić, zagubiony w sytuacji, która chyba powoli zaczyna go przerastać. A potem usłyszał wołanie Brenny, spojrzał w tamtą stronę i poczuł, jak coś kurczy mu się w żołądku.
- Cholera - wydusił tylko, zanim nie ruszył w stronę stodoły w której było zdecydowanie za dużo siana. Nie było tam zwierząt, jedynie zebrane do tej pory i pozostałe z poprzedniego roku plony, to jednak nie sprawiało, że jej spłonięcie nie byłoby dotkliwe. Szczególnie, jeśli ogień miał się rozprzestrzenić.
Dopadł do budynku, zatrzymując się łapiąc za framugę drzwi, po czym rozejrzał się w środku, próbując przebić panujący na dworzu półmrok, oznaczający powoli kończący się dzień. Poczuł zapach alkoholu i znów dostrzegł błysk, tym razem znacznie większy, gdy jego siostra zapaliła w końcu kupkę suchej trawy, która zajęła się niemal błyskawicznie.
- Lizzie! - krzyknął, wyciągając siostrę z budynku i przytulając ją, patrząc, jak płomienie rosną, emanując coraz mocniejszym żarem.
Odciągnął ją dalej, po chwili zaś miał różdżkę w ręku, próbując wyczarować wodę, którą mógłby zgasić na razie mały jeszcze pożar. Słyszał, jak raz za razem trzaskały kolejne drzwi, a w oddali słychać było kroki, mówiące o tym, że reszta rodziny też zaczęła zdawać sobie sprawę, że zadziało się coś niepokojącego.
Pierwsi dobiegli do nich Abigail i Matthias. Najmłodsza z rodziny objęła siostrę, mówiąc coś do niej, brat zaś patrzył przez chwilę na całą sytuację w szoku, po czym puścił się pędem w stronę studni.
Na wyczarowanie strumienia wody
A jednak nadal, biegnąć przed budynek czuł w sercu ogromny zawód i strach. Nie tylko o swoją siostrę i to, jaki plan powstał w jej małej głowie, ale także o to, co się teraz stanie z jego rodziną. Czy pogodzą się w końcu, czy nadal będą się żreć jak przekupki na targu, a on będzie się na to z bezsilnością patrzył. I chyba to go najbardziej gryzło. Że nie potrafił nic z tym zrobić, jakoś tego naprawić, posklejać naruszone więzi.
Przez chwilę nie wiedział, co robić, zagubiony w sytuacji, która chyba powoli zaczyna go przerastać. A potem usłyszał wołanie Brenny, spojrzał w tamtą stronę i poczuł, jak coś kurczy mu się w żołądku.
- Cholera - wydusił tylko, zanim nie ruszył w stronę stodoły w której było zdecydowanie za dużo siana. Nie było tam zwierząt, jedynie zebrane do tej pory i pozostałe z poprzedniego roku plony, to jednak nie sprawiało, że jej spłonięcie nie byłoby dotkliwe. Szczególnie, jeśli ogień miał się rozprzestrzenić.
Dopadł do budynku, zatrzymując się łapiąc za framugę drzwi, po czym rozejrzał się w środku, próbując przebić panujący na dworzu półmrok, oznaczający powoli kończący się dzień. Poczuł zapach alkoholu i znów dostrzegł błysk, tym razem znacznie większy, gdy jego siostra zapaliła w końcu kupkę suchej trawy, która zajęła się niemal błyskawicznie.
- Lizzie! - krzyknął, wyciągając siostrę z budynku i przytulając ją, patrząc, jak płomienie rosną, emanując coraz mocniejszym żarem.
Odciągnął ją dalej, po chwili zaś miał różdżkę w ręku, próbując wyczarować wodę, którą mógłby zgasić na razie mały jeszcze pożar. Słyszał, jak raz za razem trzaskały kolejne drzwi, a w oddali słychać było kroki, mówiące o tym, że reszta rodziny też zaczęła zdawać sobie sprawę, że zadziało się coś niepokojącego.
Pierwsi dobiegli do nich Abigail i Matthias. Najmłodsza z rodziny objęła siostrę, mówiąc coś do niej, brat zaś patrzył przez chwilę na całą sytuację w szoku, po czym puścił się pędem w stronę studni.
Na wyczarowanie strumienia wody
Rzut PO 1d100 - 22
Akcja nieudana
Akcja nieudana