30.05.2024, 20:11 ✶
Sala jadalną leży drinkach. Rozmawiają z matką Charlotte i jej koleżankami.
– Prawdę mówiąc to jestem bardzo zaskoczony, że nie trafił – odpowiedział z uśmiechem. – To był bardzo dobry tort. Mam wrażenie, że już nigdy nikomu nie udało się powtórzyć tego smaku. Żałuję tylko, że wtedy wybraliśmy temat przewodni Zaczarowany Ogród – No dobrze. On wybrał. – Bo z perspektywy czasu myślę, że lepiej by wyszło, gdybyśmy zrobili coś w stylu Zimowej Krainy, albo Baśni Barda Beedla.
Niestety pewnych rzeczy już nie da się powtórzyć
– Dobrze. Taki kompromis mi pasuje – odpowiedział, jeszcze pewniej łapiąc ją pod ramię. Jego ego mogłoby spokojnie otrzymać własne zaproszenie na to wesele. I wtedy na pewno zabrałoby na nie ego Charlotte, aby nie było mu nudno.
A na to, że będzie nudno na pewno się nie zapowiadało.
Nie zdążył odpowiedzieć matce Charlotte inaczej, niż promiennym uśmiechem, bo oto właśnie jego przyjaciółka postanowiła wytoczył broń ostateczną. Na całe szczęście w improwizacji był całkiem dobry, więc kiedy tylko Charlotte mocniej się w niego wtuliła, on złożył pocałunek na jej czole i spojrzał się na panią Crouch z udawaną urazą w oczach. Co ona sugerowała? Że razem z Charlotte się tylko wygłupiają i jedynie udają, że są w sobie szalenie zakochani, aby ją wkurzyć?
– Wygłupiać? Jak to wygłupiać? Mój najdroższy ogień prometejski mego serca, w życiu nie wygłupiałby się w czymś takim, jak nasza miłość! Zaręczyliśmy się niedawno, mamy zdjęcia, właściwie to nie mówiliśmy jeszcze nikomu, ale uznaliśmy, że dzisiaj ci powiemy, jako że matka powinna doskonale orientować w planach matrymonialnych własnej córki. – I gdzieś w połowie swoich słów, duch teatru na nowo opętał Selwyna, który chyba nigdy tak naprawdę nie przestał być aktorem. Sceniczną bestią improwizacji, która doskonale wiedziała, że aby występ się udał, należało wywołać w widowni, jak największe emocje. Reakcję, która pozostanie z nimi na długo, gdy sam zniknie im z oczu za czerwoną kurtyną w akompaniamencie tysiąca oklasków. A jak wywołać taką reakcję? Szokiem! Elementem zaskoczenia! Pewnie gdyby chwilę pomyślał, uznałby, że nie powinien był mówić tego, co zaraz miał powiedzieć. Ale nie myślał. To znaczy myślał, ale o poruszeni tłumów, a nie logice. – Ślub będzie w październiku. – powiedział z anielskim uśmiechem, wpatrzony w Lottie, jakby świata poza nią nie widział. Charlotte natomiast mogła rozpoznać błysk w jego oczach, który jasno sugerował, że zaraz się zapędzi. Zniżył głos, tak aby postronni nie mogli ich usłyszeć – Będzie to raczej skromna ceremonia. Gdybyśmy chcieli planować coś większego musielibyśmy czekać, a przecież nie wypada by dziecko pojawiło się na świecie, gdy rodzice jeszcze nie są małżeństwem.
I kurtyną. Coś w mózgu Persephone Crouch ewidentnie pękło.
– Prawdę mówiąc to jestem bardzo zaskoczony, że nie trafił – odpowiedział z uśmiechem. – To był bardzo dobry tort. Mam wrażenie, że już nigdy nikomu nie udało się powtórzyć tego smaku. Żałuję tylko, że wtedy wybraliśmy temat przewodni Zaczarowany Ogród – No dobrze. On wybrał. – Bo z perspektywy czasu myślę, że lepiej by wyszło, gdybyśmy zrobili coś w stylu Zimowej Krainy, albo Baśni Barda Beedla.
Niestety pewnych rzeczy już nie da się powtórzyć
– Dobrze. Taki kompromis mi pasuje – odpowiedział, jeszcze pewniej łapiąc ją pod ramię. Jego ego mogłoby spokojnie otrzymać własne zaproszenie na to wesele. I wtedy na pewno zabrałoby na nie ego Charlotte, aby nie było mu nudno.
A na to, że będzie nudno na pewno się nie zapowiadało.
Nie zdążył odpowiedzieć matce Charlotte inaczej, niż promiennym uśmiechem, bo oto właśnie jego przyjaciółka postanowiła wytoczył broń ostateczną. Na całe szczęście w improwizacji był całkiem dobry, więc kiedy tylko Charlotte mocniej się w niego wtuliła, on złożył pocałunek na jej czole i spojrzał się na panią Crouch z udawaną urazą w oczach. Co ona sugerowała? Że razem z Charlotte się tylko wygłupiają i jedynie udają, że są w sobie szalenie zakochani, aby ją wkurzyć?
– Wygłupiać? Jak to wygłupiać? Mój najdroższy ogień prometejski mego serca, w życiu nie wygłupiałby się w czymś takim, jak nasza miłość! Zaręczyliśmy się niedawno, mamy zdjęcia, właściwie to nie mówiliśmy jeszcze nikomu, ale uznaliśmy, że dzisiaj ci powiemy, jako że matka powinna doskonale orientować w planach matrymonialnych własnej córki. – I gdzieś w połowie swoich słów, duch teatru na nowo opętał Selwyna, który chyba nigdy tak naprawdę nie przestał być aktorem. Sceniczną bestią improwizacji, która doskonale wiedziała, że aby występ się udał, należało wywołać w widowni, jak największe emocje. Reakcję, która pozostanie z nimi na długo, gdy sam zniknie im z oczu za czerwoną kurtyną w akompaniamencie tysiąca oklasków. A jak wywołać taką reakcję? Szokiem! Elementem zaskoczenia! Pewnie gdyby chwilę pomyślał, uznałby, że nie powinien był mówić tego, co zaraz miał powiedzieć. Ale nie myślał. To znaczy myślał, ale o poruszeni tłumów, a nie logice. – Ślub będzie w październiku. – powiedział z anielskim uśmiechem, wpatrzony w Lottie, jakby świata poza nią nie widział. Charlotte natomiast mogła rozpoznać błysk w jego oczach, który jasno sugerował, że zaraz się zapędzi. Zniżył głos, tak aby postronni nie mogli ich usłyszeć – Będzie to raczej skromna ceremonia. Gdybyśmy chcieli planować coś większego musielibyśmy czekać, a przecież nie wypada by dziecko pojawiło się na świecie, gdy rodzice jeszcze nie są małżeństwem.
I kurtyną. Coś w mózgu Persephone Crouch ewidentnie pękło.