20.10.2022, 15:54 ✶
- Rozumiem, że ten podstępny poltergeist działa tylko przy tobie, bo się w tobie zakochał i chce zwrócić twoją uwagę? – spytała Brenna, półżartem, półserio. Właściwie nawet by się nie zdziwiła, gdyby jakiś duch zakochał się w jej bracie. Jak na siostrę przystało, zupełnie nie rozumiała tej prawidłowości, ale jej brat przyciągał uwagę jak ogień ćmę. Ba, kiedyś jeden pan usiłował aktywnie ją uwieść tylko po to, by – jak się okazało – zbliżyć się do jej brata, którego uznał za nieosiągalnego… - Musimy zamontować system wczesnego ostrzegania. Jakiś alarm, który dzwoni, gdy zbliżasz się do kuchni – parsknęła. Schowała różdżkę do kieszeni fartucha, po czym również usiadła na blacie, pomiędzy sobą a Erikiem stawiając talerz z tostami. Zgodnie z jej słowami, większość z nich nie była przypalona: tylko te dwa ostatnie, których nie zdążyła zdjąć z ognia, zanim się zbliżył…
- Miałam powiedzieć, że najlepszy byłby żonaty mężczyzna, koniecznie z dziećmi, ale mam wrażenie, że o tobie zawsze coś wymyślą. I czemu dopiero na stronie piątej? Ostatnio pisali o tobie na stronie trzeciej. Obniżasz standardy, braciszku? – spytała. Trochę ją to bawiło, trochę jednak momentami irytowało. Artykuły do pewnego stopnia utrudniały życie Erika, nawet jeżeli podchodził do wszystkiego z filozoficznym wręcz spokojem, właściwym ich gałęzi rodziny.
- W sumie to sama przyniosłam papiery – przyznała. – Raporty Brygadzistów to akurat sprawdziłam w robocie, ale dopieszczam własny. Muszę wspiąć się na wyżyny kreatywności, żeby jasno podkreślić, że dziewczyna się broniła i takie tam… - westchnęła, machając przy tym ręką. Jakby chciała powiedzieć, że to było nieważne, choć było. Ot napadnięta panna zmasakrowała trochę napastnika. Udało się udowodnić, że to on był agresorem, ale że dziewczę pochodziło z mugolskiej rodziny, natychmiast ten i ów zaczynał fikać, że przekroczenie granic obrony koniecznej i w ogóle… - Czyli co, kurs kreatywnego pisania raportów i zaklęć poprawiających charakter pisma?
Posłała mu przy tym taki uśmiech, że ciężko było powiedzieć, czy się zgrywa, czy też jutro w biurze pojawi się tablica, karteczki i Brenna instruująca Brygadzistów w zakresie ortografii, znaczenia przecinków oraz uwzględnienia wszystkich danych.
- Hej, to świetnie – powiedziała, porywając list. Brenna tak naprawdę wcale nie miałaby ochoty organizować wielkich fet. Ale traktowała działalność Longbottomów jak coś, czym po prostu p o w i n n a się zajmować. Nie tylko dlatego, że tak wypadało. Po prostu… Tak było. – Właściwie to rozmawiałam już z mamą. Bal połączony z licytacją charytatywną. Albo to będzie wielki sukces, albo spektakularna klapa, ale jeśli to drugie, to po prostu rozdamy gościom twoje zdjęcia z autografem i o wszystkich wpadkach zapomną – oświadczyła, rozwijając wiadomość i zabierając się za czytanie.
- Miałam powiedzieć, że najlepszy byłby żonaty mężczyzna, koniecznie z dziećmi, ale mam wrażenie, że o tobie zawsze coś wymyślą. I czemu dopiero na stronie piątej? Ostatnio pisali o tobie na stronie trzeciej. Obniżasz standardy, braciszku? – spytała. Trochę ją to bawiło, trochę jednak momentami irytowało. Artykuły do pewnego stopnia utrudniały życie Erika, nawet jeżeli podchodził do wszystkiego z filozoficznym wręcz spokojem, właściwym ich gałęzi rodziny.
- W sumie to sama przyniosłam papiery – przyznała. – Raporty Brygadzistów to akurat sprawdziłam w robocie, ale dopieszczam własny. Muszę wspiąć się na wyżyny kreatywności, żeby jasno podkreślić, że dziewczyna się broniła i takie tam… - westchnęła, machając przy tym ręką. Jakby chciała powiedzieć, że to było nieważne, choć było. Ot napadnięta panna zmasakrowała trochę napastnika. Udało się udowodnić, że to on był agresorem, ale że dziewczę pochodziło z mugolskiej rodziny, natychmiast ten i ów zaczynał fikać, że przekroczenie granic obrony koniecznej i w ogóle… - Czyli co, kurs kreatywnego pisania raportów i zaklęć poprawiających charakter pisma?
Posłała mu przy tym taki uśmiech, że ciężko było powiedzieć, czy się zgrywa, czy też jutro w biurze pojawi się tablica, karteczki i Brenna instruująca Brygadzistów w zakresie ortografii, znaczenia przecinków oraz uwzględnienia wszystkich danych.
- Hej, to świetnie – powiedziała, porywając list. Brenna tak naprawdę wcale nie miałaby ochoty organizować wielkich fet. Ale traktowała działalność Longbottomów jak coś, czym po prostu p o w i n n a się zajmować. Nie tylko dlatego, że tak wypadało. Po prostu… Tak było. – Właściwie to rozmawiałam już z mamą. Bal połączony z licytacją charytatywną. Albo to będzie wielki sukces, albo spektakularna klapa, ale jeśli to drugie, to po prostu rozdamy gościom twoje zdjęcia z autografem i o wszystkich wpadkach zapomną – oświadczyła, rozwijając wiadomość i zabierając się za czytanie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.