Beauxbatons? Czekaj, co? Moment... Ten akcent...
Usta Nikolaia uformowały się w kształt "O", zanim faktycznie wydobył się z nich dźwięk, wyrażający zaskoczenie. Chłopak też był obcokrajowcem? Miał dziwny akcent. Nawet nie potrafił tego akcentu do niczego porównać.
-Ouch... Myślałem, że... Nieważne - po co się dalej wygłupiać?
Podobnie jak w przypadku Hogwartu, o Beauxbatons niewiele mówiono w Koldovstoretz. Raczej tylko najbardziej charakterystyczne szczegóły, żeby uczniowie wiedzieli cokolwiek, ale nie wdawano się w jakieś głębokie szczegóły. Nikolai kojarzył, że francuska szkoła używała pegazów do ciągnięcia ich powozów.
Kalio łupał na nich cały czas, częściej kierując bystre spojrzenie na chłopaka, który na jego widok mało elegancko padł na tyłek. Jakby rozumiał człowiecze słowa, na wspomnienie o swojej wadze sarknął, potrząsając łbem.
-Nie zrobiłby ci krzywdy, dopóki sam być się na niego nie rzucił - powiedział Nikolai, na chwilę zerkając na hipogryfa. -Hipogryfy... dość łatwo obrazić. To bardzo honorowe stworzenia. I tak, trzeba się im pokłonić, jeżeli chcesz się do nich zbliżyć - puszczając dłoń chłopaka, zerknął na jego rany.
Nie były one może duże i bardzo poważne, ale powstały pośrednio przez niego, bo w końcu Kalio uciekł na jego "warcie".
-Dlaczego miałby być zły, że wstajesz? Mógłby się zdenerwować, gdybyś teraz do niego podszedł i walnął go w dziób, ale nie przez to, że wstajesz. Poza tym jesteś ze mną, Kalio mnie zna, więc nic ci nie zrobi... Mieszkam niedaleko. Chodź, opatrzymy twoje ręce - torby mu jeszcze nie oddał, po części po to, żeby chłopak się zgodził, wtedy poszliby do domu Kola, opatrzyliby te ręce i może to spotkanie nie zachowałoby się w jego pamięci, jako "Dzień, w którym prawie zabił mnie hipogryf".
Zerknął jeszcze raz na Kalio, na chłopaka, znów na Kalio, kącik jego ust uniósł się delikatnie.
-Chcesz na niego wsiąść? Mogę cię nauczyć, jak bezpiecznie podejść po hipogryfa.
Gdyby chłopak się zgodził, Nikolai mógłby go poprowadzić do domu.
-Swoją drogą, jestem Nikolai. Ostatnio chyba się sobie nie przestawiliśmy.