Można było też uznać, że nie chce się wychylać, przecież mogła zachować się, jak Longbottomowie, którzy jasno określili swoje podejście. Erik nie bał się mówić, co myśli o tych samozwańczych akcjach śmierciożerców, ona w tym przypadku była jednak bardziej ostrożna. Co było nawet zabawne, zważając na jej zwyczajne podejście do wszystkiego i nieprzejmowanie się. Tym razem jednak zachowywała się w miarę odpowiedzialnie, nie chciała sobie odcinać żadnych możliwości, palić mostów, bo kto wie, z czyjej pomocy kiedyś będzie musiała skorzystać. Jasne, nie pozwoliłaby w swojej obecności nikogo skrzywdzić za samo pochodzenie, jednak potrzebowała przy takich ewentualnościach dyskrecji, by czystokrwiści nie mieli co do jej lojalności żadnych wątpliwości. Dlatego też pojawiała się na balach, czy innych spędach, bo utrzymywanie relacji, w przypadku rodzin, które znajdowały się dosyć wysoko w hierarchii było dość istotne.
To prawda, Geraldine potrafiła odwrócić uwagę, nawet jeśli często jej słowa były nie do końca stosowne. Zazwyczaj najpierw mówiła, później zastanawiała się nad brzmieniem wypowiedzianych słów. Przyzwyczaiła się do ponoszenia konsekwencji przez swój narwany temperament.
- Jakby coś, postaram się nie robić nic niestosownego, jak będziesz miał służbę. - Wolałaby jednak, żeby Thomas nie musiał jej skuwać, znaczy wszystko zależy od sytuacji, ogólnie wolałaby uniknąć zadzierania z prawem, jednak nie zawsze udawało jej się robić wszystko zgodnie z nim.
To nie tak, że Geraldine się dopasowywała, było wręcz przeciwnie, ale to też nie była łatwa droga, raczej pełna niezrozumienia. Nie oszukujmy się, trochę odstawała, i wyglądem i charakterem i musiała się pogodzić z tym, że jest wytykana palcami. Nie zamierzała się zmieniać przez to, że komuś mógł się nie podobać jej sposób bycia. Była tak już wychowana, nieco szorstko, nie widziała jednak w tym nic złego, no i ojciec, była zawsze jego ulubienicą, nie wynikało to z przypadku, czy płci, po prostu urodziła się jako jego kopia.
- Czy ja wiem, czy dyplomatycznie? Czyż nie prościej jest zdobyć ją siłą, chociaż wtedy poddani mogą czekać na twój upadek. - Zastanowiła się nad tym nawet chwilę, zdecydowanie nie była specjalistką od takich spraw. - Na pewno odpowiednio cię wynagrodzę, jeśli zostałbyś pomagierem. - Nawet zabawna wizja, rządziliby razem, świat chyba by spłonął zważając na to, jakie z nich były nieodpowiedzialne osoby, chociaż Thomas i tak był zdecydowanie bardziej ogarnięty od samej Yaxley.
Może kiedyś przyjdzie moment, w którym odważy mu się powiedzieć więcej. Nie chciała jednak teraz zawracać Thomasowi głowy swoimi problemami, w końcu i on nie miał lekko. Bez sensu było mu dokładać niepotrzebnych informacji dotyczących jej życia. Sama sobie poradzi ze swoim losem, a przynajmniej taką miała nadzieję, bo nie zamierzała umrzeć, przynajmniej jeszcze, tylko walczyć o to życie, bo może nie było idealne, ale jednak było.
Thomas zrobił pierwszy krok, nieco niepewnie, jednak ona postanowiła kontynuować, to rozpoczął. Miała do niego pewien sentyment, już kiedy mieszkali w jednym dormitorium patrzyła na niego inaczej, niż na resztę chłopaków. Zawsze wydawał jej się wyróżniać na ich tle, tyle, że wtedy nie wiedziała, że mógłby się nią zainteresować w ten sam sposób. Jako, że bała się odrzucenia pogodziła się z tym, że raczej nie będą nigdy dla siebie nikim więcej niż znajomymi. Najwyraźniej jednak się myliła.
Każdy pocałunek był coraz odważniejszy, coraz bardziej łapczywy, naprawdę chciała poznać smak jego ust. Czuła przy tym, że serce biło jej coraz szybciej, bo może i trochę spodziewała się, że może się między nimi coś wydarzyć, jednak nie sądziła, że stanie się to teraz. Thomas nie był pierwszym, lepszym typem, w którego ramionach szukała zapomnienia i ucieczki od rzeczywistości. Przeraziło ją to trochę, jednak odsunęła od siebie te myśli, nie chciała teraz się na nich skupiać.
W końcu Hardwick przerwał pocałunek, twarz Geraldine nadal znajdowała się bardzo blisko niego, wpatrywała się w oczy mężczyzny, widać chciał coś powiedzieć. Pozwoliła sobie położyć dłoń na jego policzku, muskała go delikatnie kciukiem. Ona nie była dobrym mówcą, nie potrafiła ubierać myśli w słowa. Zdecydowanie lepiej wychodziło jej działanie. - Nie musisz nic mówić. - Nie oczekiwała od niego żadnych deklaracji, miał prawo przecież się rozmyślić, teraz, czy później, chociaż pewnie wolałaby, żeby tego nie zrobił.