Nie wszystkie rodziny były idealne, a te, które w oczach innych uchodziły za perfekcyjne, zawsze skrywały za drzwiami domostw brudne sekrety, które niszczyły ich reputację, gdy tylko zdołały wymsknąć się i dotrzeć do czyichś uszu. Perfekcja była sztuką, z którą należało obchodzić się niezwykłą ostrożnością i kurtuazją, bo najmniejszy błąd mógł zostawić skazę, którą zobaczą wszyscy, ale której nikt nie zdoła usunąć. Dlatego pozbywano się członków rodziny, którzy do idealnego obrazka nie pasowali. Którzy byli czarnymi owcami, zagrażającymi w jakikolwiek sposób dobremu imieniu familii. Nieważny był wiek, płeć, czy miejsce w hierarchii rodzinnej. Można było pozbyć się nawet Nestora, choć nie byłoby proste. W rodzinie Petrovych padło właśnie na Vladimira i Nikolaia. Drugich Synów. Młodszych Braci. Nieudanych Klonów i pomagierów przyszłej Głowy Rodziny.
Czy Nikolai żałował? Może trochę, bo znów potraktowano go, jak niepotrzebną zabawkę, którą się wyrzuca, gdy przestaje spełniać swoją funkcję. Czasami żałował, bo nie mógł zabawiać bliźniaków, gdy ojca i Pyotra nie było w domu. Nie mógł grać z matką i oglądać jej uśmiechu. Ten żal był jednak słaby, najczęściej ledwo wyczuwalny, bo Anglia, bo Dolina Godryka, pozwalały mu żyć. Pozwalały mu oddychać i czuć się, jak człowiek, a nie jak marionetka. Nie żałował, bo poznał Brennę. Nie żałował, bo poznał Sama, z którym połączyła go nie tylko animagiczna forma, ale również doświadczenie, bo obaj zostali wyrwani ze swoich korzeni i musieli uczyć się żyć w innym miejscu, wśród innych ludzi.
Na usta wkradł się delikatny, krótki uśmiech, gdy Samuel podzielił się swoją myślą, a zaraz potem pojawiło się zmartwienie, gdy po jego ciele przebiegł dreszcz. Było mu zimno? Czy coś innego wstrząsnęło jego ciałem?
Podniósł się, pochylił nad drugim animagiem i otulił go kocem, podciągnął okrycie wyżej, prawie pod szyję.
-Może kiedyś pokażesz mi swoje rękodzieła? I... Z chęcią zobaczyłbym twój dom... Prędzej czy później z pewnością znajdzie się sposób, by oczyścić Knieję... By można było bezpiecznie do niej wrócić - Nikolai nie wiedział o tych widmach nic, poza tym, że zatruwają Knieję i postarzają ludzi, a nawet ich zabijają. Nie wiedział, czym dokładnie były, ani skąd dokładnie się wzięły, ale mógł przecież wierzyć, że kiedyś te niebezpieczne dni minął. Samuel również mógł w to wierzyć. Wiara często pomagała ludziom zachować zdrowy rozsądek. Nie popaść w rozpacz.
Czy mógł obiecać, że nie wróci do Kniei? Z pewnością będzie zdecydowanie ostrożniejszy, jeśli przyjdzie mu do głowy tak po prostu paradować na niedźwiedzich łapach, bez uprzedniego poznania terenu, ale...
-Ja... Obiecuję, Sam... Nie wrócę do Kniei... Nie z własnej zachcianki. Ale ty również musisz uważać. Jeśli te upiory byłyby w stanie zapamiętać moją animagiczną formę, twoją również będą mogły
Tyle mógł obiecać. Zostawił sobie jednak wolną furtkę, bo nigdy nie wiadomo było, co przyniesie następny dzień. A jeżeli coś zagoniłoby tam hipogryfy? Ktoś by tam zabłądził? Czy mógłby tak po prostu patrzeć na wszystko z boku, na bezpiecznym terenie, gdyby Knieja uwięziła Vlada, albo Brennę? Gdyby uwięziła Sama?
-Powinieneś to wypić - Nikolai sięgnął po fiolkę z czerwonym eliksirem. -Pomoże na utraconą krew. Jeżeli zrobisz się senny, możesz położyć się w moim pokoju. Łóżko jest o wiele wygodniejsze, niż kanapa.