30.05.2024, 22:49 ✶
No żyli w niespokojnych czasach żyli, Brenna trochę jak Alastor przypomniała Mildred, że nie wolno się przejmować, bo gdyby się przejmowali to w ogóle nie mogliby działać. I była to poniekąd prawda, ale prawdą też było to, że poza walką na śmierć i życie mieli też inne potrzeby inne obawy. A filiżanka jak kurwa wół pokazała jej rozczarowanie i było jej z tego powodu smutno, zwłaszcza że Erik (bez względu na to czy na poważnie, czy tylko w żartach) domagał się ważnego miejsca w jej życiu. Głupi był. To miejsce już dawno zajmował, jak cały Zakon. Jak całe jej stado.
Ale Brenna powiedziała, że ma się nie przejmować, więc się nie przejmowała. Zacisnęła zęby, zacisnęła swój strach i gniew na to że bliskie jej osoby nie mogą być po prostu szczęśliwe. Dzisiaj na urodzinach zadba żeby byli, żeby zapomnieli w jak niebezpiecznych czasach żyją. Dzisiaj zadba o to by wszystkim śniły się króliki i słodkości Bertiego.
A potem Brenna odpłynęła i powróciła i wraz z powrotem zderzyła się z zaciśniętymi na swoim ciele ramionami dygoczącej Mildred. Przez moment czarnowłosa krucha istota pomyślała, że nie może okazywać jaka jest krucha, ale ulga rozlewała się po zesztywniałych członkach.
– Ni....ni...nie rób mi tak więcej p...p...proszę. – wyszeptała we włosy Brenny, próbując rozpaczliwie zahamować łzy. Lecznica Dusz odcisnęła na niej swoje piętno, Lecznica Dusz prócz zdrowia przyniosła jej pogłębienie choroby, sny których nie chciała widzieć. Lecznica Dusz zmieniła jej duszę na zawsze. Bo Brenna odpierdalała rzeczy, ale też była motorem wielu spraw, podejmowała wiele decyzji, jakby ciemność wciągnęła ją... Czy ciemność tak działała? Mildred nie wiedziała, chciała o tym kiedyś porozmawiać z Morpheusem w końcu był Niewymownym powinien znać się na wielu sprawach. A Millie nie chciała ciemności tutaj, między nimi, Millie potrzebowała kolorów, potrzebowała różowych promieni słońca rozpraszających mgłę. – Nie wyglądało to na radosne wspomnienie. Na radosną wizję. Na radosne cokolwiek. Dla mnie. W ogóle – marudziła pod nosem z twarzą wlepioną w odzież Longbottomówny, ściskając ją wciąż mocno. Dreszcze przechodziły już coraz rzadziej.
Ale Brenna powiedziała, że ma się nie przejmować, więc się nie przejmowała. Zacisnęła zęby, zacisnęła swój strach i gniew na to że bliskie jej osoby nie mogą być po prostu szczęśliwe. Dzisiaj na urodzinach zadba żeby byli, żeby zapomnieli w jak niebezpiecznych czasach żyją. Dzisiaj zadba o to by wszystkim śniły się króliki i słodkości Bertiego.
A potem Brenna odpłynęła i powróciła i wraz z powrotem zderzyła się z zaciśniętymi na swoim ciele ramionami dygoczącej Mildred. Przez moment czarnowłosa krucha istota pomyślała, że nie może okazywać jaka jest krucha, ale ulga rozlewała się po zesztywniałych członkach.
– Ni....ni...nie rób mi tak więcej p...p...proszę. – wyszeptała we włosy Brenny, próbując rozpaczliwie zahamować łzy. Lecznica Dusz odcisnęła na niej swoje piętno, Lecznica Dusz prócz zdrowia przyniosła jej pogłębienie choroby, sny których nie chciała widzieć. Lecznica Dusz zmieniła jej duszę na zawsze. Bo Brenna odpierdalała rzeczy, ale też była motorem wielu spraw, podejmowała wiele decyzji, jakby ciemność wciągnęła ją... Czy ciemność tak działała? Mildred nie wiedziała, chciała o tym kiedyś porozmawiać z Morpheusem w końcu był Niewymownym powinien znać się na wielu sprawach. A Millie nie chciała ciemności tutaj, między nimi, Millie potrzebowała kolorów, potrzebowała różowych promieni słońca rozpraszających mgłę. – Nie wyglądało to na radosne wspomnienie. Na radosną wizję. Na radosne cokolwiek. Dla mnie. W ogóle – marudziła pod nosem z twarzą wlepioną w odzież Longbottomówny, ściskając ją wciąż mocno. Dreszcze przechodziły już coraz rzadziej.