31.05.2024, 00:48 ✶
Znowu się zaśmiał, ale tym razem inaczej - to co wciągnął, musiało mieć już jakiś wpływ na to, jak się czuł. To był leniwy, powolny, ciepły śmiech.
- To musisz mieć ciężkie dni, bo ja jestem zajebiście smutnym człowiekiem - ale teraz przecież nie brzmiał smutno, brzmiał wesoło i spokojnie, delikatnie poprawiał ułożenie swoich nóg na jego udach. Uśmiechał się lekko. Przyłożył zapalniczkę do ust i zastukał nią o nie. Coraz mocniej widać było, że potrzebuje zapalić papierosa, żeby uspokoić narastającą w nim nerwowość, chociaż właśnie wykopcił w tej łazience tak dużo, aby śmierdziała jak dymiące ognisko. - Brzmiałbym weselej, gdybyś dał mi skopać im dupę.
Wpatrywał się w niego, w tę dłoń ułożoną na opatrunku, wracając do klikania zapalniczką.
- Chyba nie łapię - przyznał, sunąc wzrokiem od niego, do opatrunku i z powrotem... - Nie robię tego dla przyjemności, jeżeli o to ci chodzi. Ale tak, czasem lubię. - Zmarszczył brwi. Nie potrafił domyślić się, co mogło chodzić blondynowi po głowie i coraz mocniej czuł, że cokolwiek zaprzątało mu teraz głowę... cóż, efekt tego mógł zaprowadzić go do czegoś, czego pożałuje. Nie czekał więc na żadną odpowiedź, tylko podniósł się do siadu i oparł głowę o jego ramię, ciągnąc ze sobą kurtkę i nietknięty jeszcze kubek kakao, z którego napił się dopiero teraz. Następnie wyłożył tę kurtkę na jego ręce i swoje kolana, wewnętrzną stroną do góry. Wsadził dłoń do wszytej w nią wsiąkiewki, odkładając tam przy okazji pustą zapalniczkę i zaczął w niej grzebać. Dźwięk, jaki się z niej wydobywał, sugerował, że w środku znajdowała się masa szmelcu, ale tym, czego szukał Crow był dziennik. Mały zeszyt z twardą, białą okładką, w którym koślawym pismem notował przeróżne rzeczy mające dla niego jakiekolwiek znaczenie. Odwrócił go tak, żeby to Laurent mógł wpatrywać się w niego z dobrej strony, a sam przytulił się do blondyna swoim ciałem, trochę jakby siedział mu na kolanach, ale nie podciągnął się do góry.
- Otwórz go na najnowszych rysunkach, ale zanim się podniecisz, to nie, nie umiem rysować - zachęcił go, najwyraźniej nie mając problemu z tym, żeby ktoś zajrzał do środka, jednocześnie zniechęcił go, jak zwykle cisnąć po własnych dziełach. Sam w ciszy pił tę czekoladę, odrobinę ciekawy tego, czy wścibskie oko będzie chciało obejrzeć coś jeszcze.
- To musisz mieć ciężkie dni, bo ja jestem zajebiście smutnym człowiekiem - ale teraz przecież nie brzmiał smutno, brzmiał wesoło i spokojnie, delikatnie poprawiał ułożenie swoich nóg na jego udach. Uśmiechał się lekko. Przyłożył zapalniczkę do ust i zastukał nią o nie. Coraz mocniej widać było, że potrzebuje zapalić papierosa, żeby uspokoić narastającą w nim nerwowość, chociaż właśnie wykopcił w tej łazience tak dużo, aby śmierdziała jak dymiące ognisko. - Brzmiałbym weselej, gdybyś dał mi skopać im dupę.
Wpatrywał się w niego, w tę dłoń ułożoną na opatrunku, wracając do klikania zapalniczką.
- Chyba nie łapię - przyznał, sunąc wzrokiem od niego, do opatrunku i z powrotem... - Nie robię tego dla przyjemności, jeżeli o to ci chodzi. Ale tak, czasem lubię. - Zmarszczył brwi. Nie potrafił domyślić się, co mogło chodzić blondynowi po głowie i coraz mocniej czuł, że cokolwiek zaprzątało mu teraz głowę... cóż, efekt tego mógł zaprowadzić go do czegoś, czego pożałuje. Nie czekał więc na żadną odpowiedź, tylko podniósł się do siadu i oparł głowę o jego ramię, ciągnąc ze sobą kurtkę i nietknięty jeszcze kubek kakao, z którego napił się dopiero teraz. Następnie wyłożył tę kurtkę na jego ręce i swoje kolana, wewnętrzną stroną do góry. Wsadził dłoń do wszytej w nią wsiąkiewki, odkładając tam przy okazji pustą zapalniczkę i zaczął w niej grzebać. Dźwięk, jaki się z niej wydobywał, sugerował, że w środku znajdowała się masa szmelcu, ale tym, czego szukał Crow był dziennik. Mały zeszyt z twardą, białą okładką, w którym koślawym pismem notował przeróżne rzeczy mające dla niego jakiekolwiek znaczenie. Odwrócił go tak, żeby to Laurent mógł wpatrywać się w niego z dobrej strony, a sam przytulił się do blondyna swoim ciałem, trochę jakby siedział mu na kolanach, ale nie podciągnął się do góry.
- Otwórz go na najnowszych rysunkach, ale zanim się podniecisz, to nie, nie umiem rysować - zachęcił go, najwyraźniej nie mając problemu z tym, żeby ktoś zajrzał do środka, jednocześnie zniechęcił go, jak zwykle cisnąć po własnych dziełach. Sam w ciszy pił tę czekoladę, odrobinę ciekawy tego, czy wścibskie oko będzie chciało obejrzeć coś jeszcze.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.