Otworzył usta, chcąc machinalnie zaprzeczyć. Być może za bardzo wierzył w niewinność i brak złych intencji ze strony ludzi, których u siebie gościli, jednak nie potrafił znaleźć powodu, dla którego William miałby zachować się w tak karygodny sposób. Chyba że był to element głębszej gry, która umykała zarówno jemu, jak i Brennie. Bądź co bądź na balu charytatywnym przeniknęły się dwa światy; czarodziejskiej elity oraz czarodziejskich mediów. Ta mieszanka wręcz prosiła się o to, aby wykorzystać ją ku wywołaniu jakiejś sensacji. Może przemiana Nory w bobra była jej częścią, a pan Lestrange został w to jedynie wmanewrowany?
Erik pokręcił głową. Tak wiele możliwości, a tak wiele tropów, które wskazałyby trafne rozwiązanie. Chociaż nawet nie tyle trafne, ile proste. Cała ta sprawa wydawała się nieźle zakręcona, więc najbardziej oczywiste rozwiązanie byłoby wręcz nadzwyczajne. Westchnął cicho, chcąc zebrać swoje myśli w jakąś logiczną całość, jednak zanim takową zdążył uformować, kolejne słowa po prostu wypłynęły z jego ust.
— Zapewne o tym, aby nie wydała rodzinnego majątku na kolację charytatywną z gościem, który nie jest jej mężem — skomentował bez zająknięcia. Zamrugał parokrotnie, jakby zdziwiony tym, że w ogóle to powiedział. — Może nie jest to najbardziej ekscytujące, ale całkiem prawdopodobne, czyż... czyż nie?
Wbił wzrok w siostrę, gdy ta podzieliła się z nim kolejnymi szczegółami wizji z przeszłości.
— Jest to jakaś teoria — powiedział ostrożnie, gdyż z jakiegoś powodu powiązanie Nory z Perseuszem zdawało mu się względnie logiczna pośród całego tego szaleństwa. Jednakże to, że coś było logiczne, nie znaczy, że było szczerą prawdą i faktem. — Zaoferował jej płaszcz tuż po tym, jak zmieniła się w siebie, prawda? Chociaż niewykluczona, że Nora mogła w ogóle nie panować nad swoim zachowaniem pod postacią bobra. Nie musiała się na niego rzucić tylko dlatego, że go poznała. Perseusz mógł zostać ofiarą... niefortunnych okoliczności.
Poza tym, bądźmy realistami, czy Norę mogłoby cokolwiek łączyć z Blackiem?, pomyślał. Kobieta wzbraniała się przed spotkaniami pokroju balu, gdzie na każdym kroku można było się natknąć na kogoś z najstarszych i najbardziej znanych rodów czystej krwi. Co musiałoby ją napaść, żeby wplątać się w jakąkolwiek relację z Blackiem i to całe lata temu? Pokręcił głową. W sumie nie o takich romansach słyszał świat.
— To się robi nieco niedorzeczne — niemalże parsknął śmiechem na wzmiankę o Adelardzie, chociaż jego twarz szybko wygasła. Tutaj też można by się doszukiwać potencjalnych punktów wspólnych. Nora przyjaźniła się z nimi od lat i siłą rzeczy kojarzyła sporą część członków ich rodziny. Może faktycznie w pewnym momencie swego życia wpadł jej w oko ktoś z Longbottomów. — Dopiero by było, gdyby się okazało, że Mabel od początku jest cóż... Od nas.
Kiedy dotarli do Alastora, Erik już sam nie wiedział, co myśleć. Każdy z mężczyzn mógł być tym, kogo szukali, jednak bardzo łatwo można było zmienić wysnute przez nich teorie w pył i sprawić, że będą wyglądać na głupców. Czy to, że Nora minęła się z Adelardem lub doświadczyła minimum dobroci od Perseusa tuż po nagłej przemianie w bobra, znaczyło, że mogli ich uznać za potencjalnych ojców Mabel? Detektyw ukrył twarz w dłoniach, aby po chwili rozmasować nasadę nosa. Jakby to miało w czymś pomóc, phi.
— Mogę się mylić, ale Alastor nie wydaje się zbytnio zainteresowany tego typu wydarzeniami towarzyskimi. Mógł po prostu szybko się ulotnić, żeby zaszyć się gdzieś z Idą i przeczekać, póki nie będzie mógł rozpłynąć się w powietrzu wśród tłumu. Niektórzy po prostu nie lubią pogaduszek. — A przecież koniec końców tak się nie stało, prawda? Koniec końców Moody był jednym z tych, którzy jako pierwsi rzucili się do pomocy Norze, więc zapewne obserwował, co się działo na sali. Tylko, czy było to aż tak dziwne? Propagowanie hasła „stała czujność” poniekąd łączyło się z tym, aby stosować się do jego zaleceń. — Mimo to... Widzę, skąd wysnułaś takowe podejrzenia.
Wysłuchał uważnie siostry i już miał do niej wstać, gdy ta postanowiła dołączyć do niego ponownie na kanapie. Odetchnął z ulgą.
— Brenna. Spokojnie. — Złapał ją delikatnie za dłonie, co by zaraz nie zaczęła latać wte i we wte po całym salonie. — Za dużo myśli, zbyt szybko. Zrobiłaś pierwszy krok, masz bardzo dużo informacji, ale zanim zaczniesz sobie wyrzucać, że teoretycznie zbliżyłaś do siebie przez przypadek Norę i ojca dziecka, weź głęboki oddech. Spisz i przemyśl jeszcze raz wszystko, czego się dowiedziałaś, porównaj z tym, co wiesz na sto procent i potem dopiero działamy dalej. Krok za krokiem.
Uśmiechnął się słabo. Przyzwyczaił się do tego, że Brenna była na tyle samodzielna i pewna siebie, że nie potrzebowała już jego wsparcia, jednak najwyraźniej, pomimo upływu lat i wzrastania w doświadczenie zawodowe i osobiste, starszy brat dalej miał swoją rolę do odegrania. W tym przypadku sprowadzała się ona do uspokojenia głównej zainteresowanej, co by ta całkiem nowa sytuacja jej nie przerosła, a następnie nie zmiażdżyła barków.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞