31.05.2024, 01:27 ✶
Cały czas trzymam się z Thomasem.
— Gardzę przemocą, nawet w akcie samoobrony — skłamał gładko, aby po chwili odwzajemnić szeroki uśmiech przyjaciela. Praca w Brygadzie Uderzeniowej, karta członkowska londyńskiego Klubu Pojedynków, gra w szkolnej drużynie quidditcha przed laty... Tak, wszystko wskazywało na to, że wręcz nienawidził konfliktów. Nawet takich pomniejszych, które rozgrywały się w kontrolowanych warunkach. — Więc chyba sobie daruję.
Wbił zszokowane spojrzenie w filiżankę wypełnioną do połowy winem. Mógł sobie tylko wyobrazić, jak zareagowaliby na ten widok prawdziwy koneserzy tego trunku pokroju Anthony'ego Shafiqa. On nie uznaje nawet kostek lodu w kieliszku, pomyślał z przekąsem, przypominając sobie, jak parę razy go zbeształ za niepotrzebne rozcieńczanie wina zmrożoną wodą.
Z perspektywy czasu, nieszczególnie mu się dziwił. Czasem miał wrażenie, że starszy czarodziej przykładał większą wagę do swojej kolekcji trunków niż do obowiązków zawodowych. A to sporo o nim mówiło, biorąc pod uwagę, jak wysoko zaszedł w Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów.
Na szczęście jednak Shafiqa tutaj nie było, toteż nie miał okazji wygłosić piętnastominutowego monologu skierowanego do Erika i Thomasa. Longbottom odebrał więc filiżankę od drugiego czarodzieja i upił kilka łyków, bezwiednie prostując przy tym mały palec. Całe lata spędzone na popijaniu herbaty w różnorodnym towarzystwie o najdziwniejszych porach dnia i nocy już dawno temu przyniosło efekty, sprawiając, że niektóre odruchy po prostu weszły mu w krew.
Podczas gdy para Brygadzistów sobie spokojnie dyskutowała, reszta gości zdawała się nieco uspokajać. No i dobrze. Jak nie będą mieli tak dużo energii, to przestaną szaleć, skomentował bezgłośnie, z niemałą satysfakcją zauważając, że tylko on i jego siostra zdołali uniknąć bliskiego spotkania ze słodkościami przygotowanymi na imprezę.
— Widzisz, jednak mi się udało! — Uniósł filiżankę z winem w geście zwycięstwa. — Nie to, co poniektórzy — Wskazał subtelnie na innych gości, zatrzymując na dłużej wzrok na Basiliusie i Morfeuszu. — Mam dziś szczęście. To nietypowa sytuacja jak na ostatnie tygodnie.
— Gardzę przemocą, nawet w akcie samoobrony — skłamał gładko, aby po chwili odwzajemnić szeroki uśmiech przyjaciela. Praca w Brygadzie Uderzeniowej, karta członkowska londyńskiego Klubu Pojedynków, gra w szkolnej drużynie quidditcha przed laty... Tak, wszystko wskazywało na to, że wręcz nienawidził konfliktów. Nawet takich pomniejszych, które rozgrywały się w kontrolowanych warunkach. — Więc chyba sobie daruję.
Wbił zszokowane spojrzenie w filiżankę wypełnioną do połowy winem. Mógł sobie tylko wyobrazić, jak zareagowaliby na ten widok prawdziwy koneserzy tego trunku pokroju Anthony'ego Shafiqa. On nie uznaje nawet kostek lodu w kieliszku, pomyślał z przekąsem, przypominając sobie, jak parę razy go zbeształ za niepotrzebne rozcieńczanie wina zmrożoną wodą.
Z perspektywy czasu, nieszczególnie mu się dziwił. Czasem miał wrażenie, że starszy czarodziej przykładał większą wagę do swojej kolekcji trunków niż do obowiązków zawodowych. A to sporo o nim mówiło, biorąc pod uwagę, jak wysoko zaszedł w Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów.
Na szczęście jednak Shafiqa tutaj nie było, toteż nie miał okazji wygłosić piętnastominutowego monologu skierowanego do Erika i Thomasa. Longbottom odebrał więc filiżankę od drugiego czarodzieja i upił kilka łyków, bezwiednie prostując przy tym mały palec. Całe lata spędzone na popijaniu herbaty w różnorodnym towarzystwie o najdziwniejszych porach dnia i nocy już dawno temu przyniosło efekty, sprawiając, że niektóre odruchy po prostu weszły mu w krew.
Podczas gdy para Brygadzistów sobie spokojnie dyskutowała, reszta gości zdawała się nieco uspokajać. No i dobrze. Jak nie będą mieli tak dużo energii, to przestaną szaleć, skomentował bezgłośnie, z niemałą satysfakcją zauważając, że tylko on i jego siostra zdołali uniknąć bliskiego spotkania ze słodkościami przygotowanymi na imprezę.
— Widzisz, jednak mi się udało! — Uniósł filiżankę z winem w geście zwycięstwa. — Nie to, co poniektórzy — Wskazał subtelnie na innych gości, zatrzymując na dłużej wzrok na Basiliusie i Morfeuszu. — Mam dziś szczęście. To nietypowa sytuacja jak na ostatnie tygodnie.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞