31.05.2024, 02:10 ✶
– Anthony proszę cię, wszyscy doskonale wiedzą, że jeśli czegoś nie mogę zrobić z tym uśmiechem, to właśnie zostać ponurym lordem – odpowiedział równie głupio, w duchu ciesząc się z reakcji przyjaciela na te słowa. Ponury lord... Hah... Teoretycznie dostał propozycje zostanie ponurym lordem i... Nie. Nie będzie teraz o tym myślał. Nie będzie w ogóle nigdy o nim już myślał. – Wybrałeś? Przed chwilą się mnie spytałeś, którą wybrać!
Na informację o Stanhope uniósł wysoko jedną brew i założył ręce na siebie. A więc ją wywalono... Smutne, ale lepiej, by to jej kariera wisiała na włosku, a nie ich. Zresztą mogła po prostu nie pisać... Tego co napisała. Chowania się w rezydencji nie skomentował, by bardzo niedyplomatycznie nie powiedzieć No tak. Przecież siedzisz tam tylko dlatego, że się zakochałeś.
– Isaac Bagshot? Nie mówiłem, by nie przedłużać mu umowy, a by wstrzymać się z tym na tyle długo, by upewnić się, czy na pewno nie zrobi niczego głupiego. Stażyści mają tendencję do psucia się, gdy już poczują się w pełni bezpiecznie. – Najwyraźniej jednak ich nowy stażysta spisał się doskonale. – Jak mu się udało tego dokonać?
Nie, że nigdy nie widział Anthony'ego zdejmującego, lub zakładającego ubrania, w końcu oboje byli kiedyś prefektami i chętnie korzystali z przysługującej im łazienki, ale Jonathan i tak odwrócił wzrok, udając, że jest nagle szalenie zainteresowany tytułem jakiejś książki, tak by dać Shafiqowi odrobinę prywatności. O. Lovecraft. Sam mu go kiedyś wcisnął przed laty, jako dzielny, gryfoński nastolatek chcąc ratować biednego Krukona przed tragedią poważnej literatury naukowej.
– Kawa brzmi świetnie. Dziękuję. – Anthony zdecydowanie jej potrzebował, ale jemu samemu też na pewno pomoże.
Przypatrywał mu się przez chwilę w milczeniu, oczywiście gdy już założył szatę, nie do końca wiedząc, czy powinien się o niego teraz martwić, czy też nie. Niby zachowywał się juz jak Anthony i był skupiony na pracy, ale... Ale pamietał jak wygladał pijany jeszcze nie tak dawno temu.
– Nie mów dziennikarzom o opioidach. Wiesz jacy są ludzie. Od razu wpadną w paranoję, że Ministerstwo Magii chce ich otumaniać, lub coś takiego. Zwłaszcza teraz. Lepiej, niech pochwali się tym kiedyś jakiś uzdrowiciel – Już i tak mieli za dużo pożarów do gaszenia. Nie musieli jeszcze obawiać się, że ktoś postanowi wpaść na pomysł, że szef Organu Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego zaczął bawić się w narkomanię. – Weź tę złotą z broszką. Niektóre kamienie są czerwone, ale to nie przeszkadza. Jeśli wygodniej ci w koszuli, zostań w koszuli. Bez sensu byś dokładał sobie dyskomfortu, gdy i tak będziesz w ogniu pytań, a wygląda to dobrze. Szata i tak już nawiązuje do kambodżańskiego stylu.
Pytania, pytania... Było dużo pytań, które mogli jutro zadać dziennikarze. Zła odpowiedź na przynajmniej kilka z nich mogłaby znacznie zaszkodzić im i tej całej kambodżańskiej inicjatywie. Nie pomagało im to, że ta cała sprawa miała kilka... Newralgicznych wątków, w które można było uderzyć. Anthony naprawdę musiał być jutro w formie. Biuro potrzebowało swojego szefa. A Jonathan chyba jednak trochę się o tego szefa martwił. Zwłaszcza, że Shafiq nie był dla niego pierwszym lepszym przełożonym, o którym można byłoby zapomnieć, kiedy tylko wyjdzie się z pracy.
– Tony... – zaczął podchodząc nieco bliżej swojego przełożonego. – Wiesz, że się martwię o ciebie i że będziemy musieli porozmawiać o tym, co się dzisiaj wydarzyło, prawda? Nie mówię, że teraz. Później.
Na informację o Stanhope uniósł wysoko jedną brew i założył ręce na siebie. A więc ją wywalono... Smutne, ale lepiej, by to jej kariera wisiała na włosku, a nie ich. Zresztą mogła po prostu nie pisać... Tego co napisała. Chowania się w rezydencji nie skomentował, by bardzo niedyplomatycznie nie powiedzieć No tak. Przecież siedzisz tam tylko dlatego, że się zakochałeś.
– Isaac Bagshot? Nie mówiłem, by nie przedłużać mu umowy, a by wstrzymać się z tym na tyle długo, by upewnić się, czy na pewno nie zrobi niczego głupiego. Stażyści mają tendencję do psucia się, gdy już poczują się w pełni bezpiecznie. – Najwyraźniej jednak ich nowy stażysta spisał się doskonale. – Jak mu się udało tego dokonać?
Nie, że nigdy nie widział Anthony'ego zdejmującego, lub zakładającego ubrania, w końcu oboje byli kiedyś prefektami i chętnie korzystali z przysługującej im łazienki, ale Jonathan i tak odwrócił wzrok, udając, że jest nagle szalenie zainteresowany tytułem jakiejś książki, tak by dać Shafiqowi odrobinę prywatności. O. Lovecraft. Sam mu go kiedyś wcisnął przed laty, jako dzielny, gryfoński nastolatek chcąc ratować biednego Krukona przed tragedią poważnej literatury naukowej.
– Kawa brzmi świetnie. Dziękuję. – Anthony zdecydowanie jej potrzebował, ale jemu samemu też na pewno pomoże.
Przypatrywał mu się przez chwilę w milczeniu, oczywiście gdy już założył szatę, nie do końca wiedząc, czy powinien się o niego teraz martwić, czy też nie. Niby zachowywał się juz jak Anthony i był skupiony na pracy, ale... Ale pamietał jak wygladał pijany jeszcze nie tak dawno temu.
– Nie mów dziennikarzom o opioidach. Wiesz jacy są ludzie. Od razu wpadną w paranoję, że Ministerstwo Magii chce ich otumaniać, lub coś takiego. Zwłaszcza teraz. Lepiej, niech pochwali się tym kiedyś jakiś uzdrowiciel – Już i tak mieli za dużo pożarów do gaszenia. Nie musieli jeszcze obawiać się, że ktoś postanowi wpaść na pomysł, że szef Organu Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego zaczął bawić się w narkomanię. – Weź tę złotą z broszką. Niektóre kamienie są czerwone, ale to nie przeszkadza. Jeśli wygodniej ci w koszuli, zostań w koszuli. Bez sensu byś dokładał sobie dyskomfortu, gdy i tak będziesz w ogniu pytań, a wygląda to dobrze. Szata i tak już nawiązuje do kambodżańskiego stylu.
Pytania, pytania... Było dużo pytań, które mogli jutro zadać dziennikarze. Zła odpowiedź na przynajmniej kilka z nich mogłaby znacznie zaszkodzić im i tej całej kambodżańskiej inicjatywie. Nie pomagało im to, że ta cała sprawa miała kilka... Newralgicznych wątków, w które można było uderzyć. Anthony naprawdę musiał być jutro w formie. Biuro potrzebowało swojego szefa. A Jonathan chyba jednak trochę się o tego szefa martwił. Zwłaszcza, że Shafiq nie był dla niego pierwszym lepszym przełożonym, o którym można byłoby zapomnieć, kiedy tylko wyjdzie się z pracy.
– Tony... – zaczął podchodząc nieco bliżej swojego przełożonego. – Wiesz, że się martwię o ciebie i że będziemy musieli porozmawiać o tym, co się dzisiaj wydarzyło, prawda? Nie mówię, że teraz. Później.