31.05.2024, 09:40 ✶
Pozwoliła kubkowi upaść na ziemię, reszta kakao rozlała się na pokrytej rosą trawie. Przygarnęła do siebie Mildred mocniej, jakby tuliła dziecko, potrzebujące pocieszenia. Drobna, niziutka Millie zresztą prawie jak dziecko przy niej wyglądała. Nie miała wpływu na to, że wspomnienie postanowiło wrócić właśnie teraz, a z całych sił pragnęła je zatrzymać, ale i tak poczuła wyrzuty sumienia. Przecież wiedziała, że Moody nie jest do końca stabilna, nie może być, po tym, jak oberwała podczas Beltane jakąś klątwą lub urokiem, i później długie miesiące dochodziła do siebie w Lecznicy Dusz.
– Już dobrze, Mills – powiedziała łagodnie, nie wypuszczając jej z objęć. – Przysięgam, że to było tylko wspomnienie i że było dobre. Sprzed wielu lat. Zamyśliłam się. Przepraszam.
Jak łatwo bawić się prawdą?
Brenna rzadko kłamała. Ale była mistrzynią ujawniania tylko części prawdy, bawienia się słowami albo wyrzucania z siebie tak wielu informacji, że to co istotne ginęło gdzieś pomiędzy innymi. Nie chodziło o to, że nie ufała Moody, ale nikomu nie chciała mówić, że straciła parę wspomnień i te czasem wracają – może poza osobami, co do których wiedziała, że doświadczają tego samego fenomenu. Nie zamierzała też martwić Millie, przyznawać, że ogień majowego święta pochłonął część jej wspomnień, że to samo być może spotkało jej brata, przywoływać wspomnienia tamtej nocy, która omal nie odebrała Mildred życia lub zdrowych zmysłów.
Trzymała ją po prostu, póki ta się nie uspokoiła, i dopiero wtedy cofnęła się, ale chwyciła kobietę za rękę.
– Chodź, usiądziemy może na chwilę? – zaproponowała, wskazując drewnianą huśtawkę. – Opowiem ci, co działo się na potańcówce. Drinki okazały się trochę za mocne i niektórzy na przykład biegli na scenę śpiewać. A mój brat latał nad tłumem. Możesz mi opowiedzieć, co robiłaś ostatnio. Wychodziłaś gdzieś?
Nie powinna, bo nie tak dawno temu wyszła z Lecznicy, na wszelki wypadek nie przychodziła na tańce, gdzie miała być masa ludzi i bardzo głośno… Ale Millie ciężko było utrzymać na miejscu.
– Już dobrze, Mills – powiedziała łagodnie, nie wypuszczając jej z objęć. – Przysięgam, że to było tylko wspomnienie i że było dobre. Sprzed wielu lat. Zamyśliłam się. Przepraszam.
Jak łatwo bawić się prawdą?
Brenna rzadko kłamała. Ale była mistrzynią ujawniania tylko części prawdy, bawienia się słowami albo wyrzucania z siebie tak wielu informacji, że to co istotne ginęło gdzieś pomiędzy innymi. Nie chodziło o to, że nie ufała Moody, ale nikomu nie chciała mówić, że straciła parę wspomnień i te czasem wracają – może poza osobami, co do których wiedziała, że doświadczają tego samego fenomenu. Nie zamierzała też martwić Millie, przyznawać, że ogień majowego święta pochłonął część jej wspomnień, że to samo być może spotkało jej brata, przywoływać wspomnienia tamtej nocy, która omal nie odebrała Mildred życia lub zdrowych zmysłów.
Trzymała ją po prostu, póki ta się nie uspokoiła, i dopiero wtedy cofnęła się, ale chwyciła kobietę za rękę.
– Chodź, usiądziemy może na chwilę? – zaproponowała, wskazując drewnianą huśtawkę. – Opowiem ci, co działo się na potańcówce. Drinki okazały się trochę za mocne i niektórzy na przykład biegli na scenę śpiewać. A mój brat latał nad tłumem. Możesz mi opowiedzieć, co robiłaś ostatnio. Wychodziłaś gdzieś?
Nie powinna, bo nie tak dawno temu wyszła z Lecznicy, na wszelki wypadek nie przychodziła na tańce, gdzie miała być masa ludzi i bardzo głośno… Ale Millie ciężko było utrzymać na miejscu.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.