31.05.2024, 12:39 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.06.2024, 16:37 przez Christopher Rosier.)
Christopher był wkurwiony. Jak całe stado diabłów.
Był wkurwiony, bo oberwał i jeszcze bardziej wkurwiony, że akurat gdy sam wymierzał cios, został szarpnięty w tył i przez to nie miał żadnych szans oddać Atreusowi, a w tej chwili bardzo, bardzo chciał mu przywalić. Był wkurwiony, bo jakiś śmieć z krwią tych przygłupich olbrzymów gdzieś go ciągnął i śmiał pouczać. Był wkurwiony, bo wywleczono go z sali, jakby był niegrzecznym dzieckiem, a przecież nawet niczego nie zrobił: tańczył, a nagle Bulstrode przyszedł i postanowił zdzielić to po łbie. Był wkurwiony na bardzo wiele rzeczy.
Nie walczył jednak z ochroniarzem, bo jakieś resztki przyzwoitości przypomniały mu, że wcale nie chciał psuć przyjęcia Blackom wielką wojną. I chcąc nie chcąc musiał przyznać, że ten był większy i silniejszy, nawet od wysokiego Rosiera, a sięganie teraz po różdżkę tylko pogorszyłoby sytuację. Idąc jednak z nim do wyjścia w duchu już kombinował, jak zakazać kupowania u Rosierów (nie tylko u niego, on wszak ubierał osoby, które sam wybrał) wszystkim pokoleniom Blacków, Rookwoodów i Bulstrodów.
Oczywiście, miał już za chwilę ochłonąć i przypomnieć sobie, że jednak z Blacków była przyjaciółką jego matki i że o ile Rookwoodowie w większości nie mieli na tyle pieniędzy, by to była wielka strata dla Domu Mody, to pozycja Blacków była zbyt mocna, aby mogli sobie pozwolić na takie zachowania.
A więc tylko Bulstrodowie.
I trzeba będzie załatwić coś, by utrudnić życie temu ochroniarzowi.
Christopher syknął, odruchowo podnosząc dłoń do oka, kiedy znaleźli się w ogrodzie. Najchętniej po prostu znikłby stąd i nigdy więcej nie wrócił, ale wahał się jeszcze, bo jego partnerka została sama na sali, a jego jednak wychowywano tak, by pamiętał o jakichś podstawach dobrych manier. Lub chociaż udawał, że o nich pamięta. Nic raczej nie zostało złamane, oko było całe, ale już powstawała opuchlizna i było jasne, że Christopher wkrótce będzie przypominał pandę.
A potem spojrzał na Bulstrode’a jak na idiotę. O czym on pieprzył?! Jaki przykład z Beltane, jakie drinki? I jeszcze nagle przepraszał za matkę, którą chwilę temu obrażał? (O tym, jak mu odpowiedział, to Rosier już zapomniał. Poza tym przecież tylko się bronił, tak?)
– Co ci strzeliło do głowy? – spytał, dalej wkurwiony, też sięgając do kieszeni, ale nie po papierosy, a po różdżkę. Ale ochroniarz nie musiał się martwić, Christopher nie zaczynał pojedynku (poza tym, do cholery, był projektantem mody, nie aurorem, czasem odrobinę myślał, zanim rzucał się do walki z kimś, kto pojedynkował się częściej niż on), a jedynie wyczarował sobie zimny okład, by przyłożyć go sobie do oka. – Mało ci kobiet na tej sali, że uwziąłeś się na moją partnerkę? Mogłeś chociaż poczekać aż skończymy taniec, a nie próbować wywalić mnie z parkietu w połowie piosenki.
To był ostatecznie bal, on i Mildred nie byli skuci kajdankami, sam chętnie porwałby do tańca choćby Bellatrix, ale to jednak coś innego, jak ktoś prosi o taniec, a co innego, jak próbuje spychać się dosłownie barkiem na bok podczas tańca, a tobie zostałoby stać jak kołek albo schodzić z parkietu, mijając gości…
Był wkurwiony, bo oberwał i jeszcze bardziej wkurwiony, że akurat gdy sam wymierzał cios, został szarpnięty w tył i przez to nie miał żadnych szans oddać Atreusowi, a w tej chwili bardzo, bardzo chciał mu przywalić. Był wkurwiony, bo jakiś śmieć z krwią tych przygłupich olbrzymów gdzieś go ciągnął i śmiał pouczać. Był wkurwiony, bo wywleczono go z sali, jakby był niegrzecznym dzieckiem, a przecież nawet niczego nie zrobił: tańczył, a nagle Bulstrode przyszedł i postanowił zdzielić to po łbie. Był wkurwiony na bardzo wiele rzeczy.
Nie walczył jednak z ochroniarzem, bo jakieś resztki przyzwoitości przypomniały mu, że wcale nie chciał psuć przyjęcia Blackom wielką wojną. I chcąc nie chcąc musiał przyznać, że ten był większy i silniejszy, nawet od wysokiego Rosiera, a sięganie teraz po różdżkę tylko pogorszyłoby sytuację. Idąc jednak z nim do wyjścia w duchu już kombinował, jak zakazać kupowania u Rosierów (nie tylko u niego, on wszak ubierał osoby, które sam wybrał) wszystkim pokoleniom Blacków, Rookwoodów i Bulstrodów.
Oczywiście, miał już za chwilę ochłonąć i przypomnieć sobie, że jednak z Blacków była przyjaciółką jego matki i że o ile Rookwoodowie w większości nie mieli na tyle pieniędzy, by to była wielka strata dla Domu Mody, to pozycja Blacków była zbyt mocna, aby mogli sobie pozwolić na takie zachowania.
A więc tylko Bulstrodowie.
I trzeba będzie załatwić coś, by utrudnić życie temu ochroniarzowi.
Christopher syknął, odruchowo podnosząc dłoń do oka, kiedy znaleźli się w ogrodzie. Najchętniej po prostu znikłby stąd i nigdy więcej nie wrócił, ale wahał się jeszcze, bo jego partnerka została sama na sali, a jego jednak wychowywano tak, by pamiętał o jakichś podstawach dobrych manier. Lub chociaż udawał, że o nich pamięta. Nic raczej nie zostało złamane, oko było całe, ale już powstawała opuchlizna i było jasne, że Christopher wkrótce będzie przypominał pandę.
A potem spojrzał na Bulstrode’a jak na idiotę. O czym on pieprzył?! Jaki przykład z Beltane, jakie drinki? I jeszcze nagle przepraszał za matkę, którą chwilę temu obrażał? (O tym, jak mu odpowiedział, to Rosier już zapomniał. Poza tym przecież tylko się bronił, tak?)
– Co ci strzeliło do głowy? – spytał, dalej wkurwiony, też sięgając do kieszeni, ale nie po papierosy, a po różdżkę. Ale ochroniarz nie musiał się martwić, Christopher nie zaczynał pojedynku (poza tym, do cholery, był projektantem mody, nie aurorem, czasem odrobinę myślał, zanim rzucał się do walki z kimś, kto pojedynkował się częściej niż on), a jedynie wyczarował sobie zimny okład, by przyłożyć go sobie do oka. – Mało ci kobiet na tej sali, że uwziąłeś się na moją partnerkę? Mogłeś chociaż poczekać aż skończymy taniec, a nie próbować wywalić mnie z parkietu w połowie piosenki.
To był ostatecznie bal, on i Mildred nie byli skuci kajdankami, sam chętnie porwałby do tańca choćby Bellatrix, ale to jednak coś innego, jak ktoś prosi o taniec, a co innego, jak próbuje spychać się dosłownie barkiem na bok podczas tańca, a tobie zostałoby stać jak kołek albo schodzić z parkietu, mijając gości…