Piękny i elegancki - Perseus był bez skaz na tym weselu. Szczególnie podczas ceremonii, kiedy nawet jego oczy bardziej błyszczały i kiedy był bardziej wypełniony życiem. Teraz wróciło to, co miał w spojrzeniu zawsze - ten nieprzemijający smutek, który chciał zbudować swoje własne królestwo na gruzach jego mocnych stron. Zostawiał tylko słabości. Czy tak się dało żyć? Jakoś na pewno - żył w końcu Perseus Black. Obijał się od ściany i starał jakoś wmówić sobie, że w tym wszystkim będzie równo stał. Albo już nawet nie próbował niczego sobie wmawiać i przyjmował zabijające myślenie o przyszłości ułatwienia. Nie miało to teraz znaczenia - teraz było wesele, czas na pocieszenie, rozluźnienie po ceremonii, która na pewno była stresująca. Trzeba wypaść idealnie, nie można się nie uśmiechnąć, nie można krzywo spojrzeć, ani pomylić formułki. Trzeba równo uciąć tort i nie zrobić żadnego złego kroku prowadząc w tańcu, chociaż noga boli. Tak, Perseus był piękny. Vespera miała chyba dużo szczęścia, że dostała za męża człowieka o tak wielkim sercu, który walczył z tymi słabościami, żeby pozostać jej wiernym?
- Nic straconego, zapraszam na naukę do New Forest. - Może nie powinien tego proponować. Zdecydowanie nie powinien, tak sobie o tym pomyślał dopiero, jak to powiedział. Pewnie jednak mimo pomyślenia tego i tak by zaproponował, więc... ach, co za absurd. Faktycznie tak uważał - jeździectwa mógł się nauczyć każdy, niektórzy lepiej a inni gorzej. Wokół było tyle bodźców, a przy tym byli w towarzystwie Rodolphusa, że nie zwrócił teraz nawet uwagi na to, że Perseus nie mówi tak spokojnie, jak zawsze. Zwrócił o tyle, że wszystko było racjonalizowane tym, że niewielu zachowałoby spokój przy tak wielkiej imprezie, do której pewnie zmusiła Perseusa rodzina. Może nacisk był też od strony Rookwoodów. Pokazówka siły. Nie dziwiło go, że Edward tutaj przyszedł, pewnie po to, żeby pokrzywić się i pokręcić głową, pokrytykować. A może miał jakieś interesy do którejś z rodzin..? - Ja bardzo chętnie. Widziałem, że zatrudniłeś cyrkowca do alkoholu? Skąd ta decyzja? - Rozumiał, że zatrudnił ich do zabawienia gości, ale niekoniecznie spodziewał się, że będą tutaj również jako kelnerzy.
Ostatnie, czego się spodziewał, to tego, że jakieś krzyki dotrą do nich z parkietu. Obrócił się zaskoczony i to, co zobaczył sprawiło, że w zasadzie automatycznie podparł się ramienia Rodolphusa, bo prawie się nogi pod nim ugięły. Pobladł nieco widząc Atreusa, który był wyprowadzany razem z Rosierem przez kogoś na zewnątrz. Zaraz Rodolphusa puścił i spojrzał na niego nieco przepraszająco za tę spoufałość, której nawet nie chciał osiągać. Poluzował nieco krawat pod swoją szyją.
- Proszę, Perseusie, tylko zaprowadź mnie do drinków, które zaraz mi nie zmienią koloru włosów, albo tego typu rzeczy... - Nie znosił tego na przyjęciach, chciało mu się płakać, jak trafiał na tego typu dowcipy. Nie wpasowywały się nijak do jego potrzeby kontrolowania swojej przestrzeni i idealnego wypadania przed ludźmi wokół. - Ogród był jednak bardzo przytulnym miejscem. - Zwrócił się tu do Rodolpusa i odetchnął. - Chyba powinienem sprawdzić, czy z Atreusem wszystko w porządku. - Odetchnął ciężko. Nie wyglądało, żeby coś złego się stało... ale nadal.