29.12.2022, 10:12 ✶
Życie samego de Rune było nieco specyficzne. Od dziecka żyjąc wśród czarodziejów, którzy nienawidzą wszelkiego przejawu mugolskiego wychowania czy choćby nuty szlamy w krwi swojego otoczenia, sam stał się nieczuły na problemy niżej sytuowanych, bowiem przecież takimi właśnie byli ci niegodni istnienia. Dorastał z budzącą obrzydzenie myślą, że ludzie którzy kradli magię snuli się tuż obok, starając się udawać, że są równi czarodziejom z dobrych, czystokrwistych domów, podczas gdy nie byli kimkolwiek, kto miałby powody widzieć siebie na piedestale. Nie posiadali dostępu do starej magii swoich rodzin, do ksiąg spisywanych przez wieki, ani nawet nie byliby dawniej uczeni tego samego co magiczne dzieci. A teraz pozwalali sobie na coraz więcej, brukali jawnie krew mieszając się z lepszymi od siebie, tworzyli rodziny z porządnymi magami, jakby to było nic takiego. Wiele słyszał o miłości, nie umiał jednak powiedzieć aby ją czuł kiedykolwiek wcześniej, ale musiała być doprawdy potwornym uczuciem, skoro mieszała ludziom w głowach, sprawiając, że ponad wszelkie prawa wynikające z krwi, niektórzy wybierali na swoich partnerów brudne szlamy czy wręcz mugoli. Upadek obyczajności był aż nadto widoczny, nawet tutaj, w miasteczku w którym dawniej nie uświadczyło się splamionej krwi, a teraz podrzędni czarodzieje żyli obok jak najgorsza zaraza. Widział teraz jak wiele osób odwraca twarz na ulicach z pogardą, widząc szlamy, ale przecież sami pozwolili im podejść tak blisko siebie. Naprawdę był potrzebny radykał aby dojrzeli ile nieszczęść na siebie sprowadzili, wybierając życie w symbiozie z ludźmi, którzy magię otrzymali przypadkiem, a niejednokrotnie jedynie się nią ośmieszali? Ważne, że jednak udało im się spojrzeć na to co się dzieje, dostrzec jakie błędy popełnili i podjąć działania przeciwko oszustom, złodziejom i przede wszystkim obrażających ich swoim istnieniem mugolom czy mugolakom.
Chociaż Corvus urodził się w czasie wojny jaka trawiła mugolski świat, a sam nie miał z nią styczności, słyszał o nazistach, którzy starali się wyzbyć ze swojego kraju żydów. W wielu aspektach aktualna sytuacja przypominała mu tamtą zasłyszaną od rodziców. Jedna nacja jak i druga nie mogły istnieć w tym samym czasie, stając się swoimi oponentami, a oni znaleźli się w podobnej sytuacji, w której mogła przetrwać tylko jedna strona. Ci, którzy nie znali historii skazani byli na jej powtarzanie - miał więc nadzieję, że nie skończy się tak jak tamta wojna, kiedy to naziści ostatecznie przegrali z aliantami, mimo rozpoczęcia czystego terroru w Kryształową Noc. Uważał, że byli mądrzejsi od nich, mogli sprawę załatwić tak jak powinna być załatwiona, ale do tego były potrzebne trzy elementy: więcej sojuszników co leżało w gestii dowódcy, propaganda za którą odpowiadał każdy z osobna mający wpływ na prasę czy radio i społeczne niezadowolenie wymierzone we wroga. Ostatni punkt realizował się właśnie teraz, wystarczyło go dopiąć kiedy zrobi się nieco spokojniej. Wielkie sprawy zaczynały się zawsze od tych błahych, wystarczyło jedno pchnięcie kostki domino, aby kolejne posypały się w ekspresowym tempie. Wiedział jak to działa. Jutro szlama przyzna się do wzniecenia pożaru, aby zrobić z siebie ofiarę, a także żeby ukarać rodzinę męża, pojutrze popełni samobójstwo szargana poczuciem winy, a za dwa dni w kraju będzie się mówić o tym jak wiele jest w stanie zrobić szlama, aby tylko osiągnąć swój cel. Jak szczur, który wciśnie się wszędzie, zwinny i obłożony chorobami jakie rozprzestrzenia. Musiał więc jedynie dokończyć dzieło, pozwolić aby publiczne samosądy zniszczyły biedną kobietę, ale nie teraz. Za dużo aurorów zbierało się w okolicy, a szlama i tak była w szoku, więc niech oczekuje na lepsze okoliczności.
— Niekoniecznie. Z rodziną najlepiej się wychodzi na zdjęciach, a ja jestem tu w interesach, więc Yule musi poczekać. — wzruszył ramionami, stawiając wyżej kołnierz. Było chłodno odkąd ognisko przygasło, doceniał więc to jak długo się utrzymało, wcześniej sprawnie odsuwając chłód. Jedyna rzecz do której się nadawali mugole, szlamy czy szlamojebcy to bycie napędem dla ogrzewania ulic, aczkolwiek warto było jeszcze pomyśleć nad zaklęciem usuwającym odór, bowiem jakkolwiek widok płonącego zdrajcy był satysfakcjonujący, tak jego woń niekoniecznie była adekwatna i na tyle przyjemna aby się móc nią rozkoszować.
Westchnął, podnosząc na moment niebieskie oczy w kierunku zasnutego dymem oraz chmurami nieba, na którym z trudem przebijały się gwiazdy, walcząc o swoją dominację na firmamencie. Yule było ważnym świętem, nie obchodził go jednak od śmierci rodziców, w tym czasie poświęcając się całkiem innym sprawom, ważniejszym dla niego na ten czas. Gdy więc trwało świętowanie, najczęściej zaczytywał się w kolejnych księgach albo odbywał jedną z wielu podróży. Wybranie się tego dnia do Hogsmeade nie było też przypadkiem, bowiem wcześniej pracował nad wyceną jednego z dzieł sztuki, które chciał pchnąć w świat jako luksusowe i awangardowe, mimo marnego talentu twórcy. Skoro jednak płacił wyjątkowo dobrze, szkoda nie skorzystać, zwłaszcza, że nowe nurty w malarstwie kształtowała podaż na takie dzieła, one najpierw musiały powstać aby odbiorcy uznali, że właśnie tego chcą. Albo dali sobie wmówić, że tak jest, co miało miejsce znacznie częściej.
Dyskretnie rozejrzał się po otoczeniu, nadal panował chaos, ale ktoś zaczął nad nim sprawować kontrolę, a to było już niebezpieczne i groziło tym, że wkrótce zaczną się przesłuchania, których naprawdę wolał dzisiaj uniknąć, tej nocy koncentrując się jedynie na dobrym zagraniu pod publikę.
— Być może masz rację, niemniej, będę spać spokojniej wiedząc, że jednak nie zostałaś ofiarą. Ani ty ani twoja towarzyszka, a ona już jest ranna. — wskazał na kwiat, który stracił wcześniej kilka płatków, a potem zaoferował blondynce swoje ramię. Nie mógł trafić na lepszą sytuację, aby zniknąć w ciemności z jedną z kobiet, pokazać się jako gentleman który dba o innych, jednocześnie starając się odejść jak najbardziej dyskretnie, ale nie kryjąc się z intencjami, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Były one tak naprawdę znacznie inne, bardziej mroczne, ale okoliczni mieszkańcy i sama kobieta mogli wierzyć w jego dobre serce, takie alibi było ciężkie do podważenia bez mocnych dowodów obciążających, o czym doskonale wiedział. Wystarczyło dobrze pociągać sznurki aby wygrać w grze marionetek, przynajmniej dopóki widownia chciała być oszukiwana przez mistrza tego pokazu. A chciała jak najdłużej, wiedział o tym. Świat wolał być ślepy, nikt nie mógł go za to winić.
Chociaż Corvus urodził się w czasie wojny jaka trawiła mugolski świat, a sam nie miał z nią styczności, słyszał o nazistach, którzy starali się wyzbyć ze swojego kraju żydów. W wielu aspektach aktualna sytuacja przypominała mu tamtą zasłyszaną od rodziców. Jedna nacja jak i druga nie mogły istnieć w tym samym czasie, stając się swoimi oponentami, a oni znaleźli się w podobnej sytuacji, w której mogła przetrwać tylko jedna strona. Ci, którzy nie znali historii skazani byli na jej powtarzanie - miał więc nadzieję, że nie skończy się tak jak tamta wojna, kiedy to naziści ostatecznie przegrali z aliantami, mimo rozpoczęcia czystego terroru w Kryształową Noc. Uważał, że byli mądrzejsi od nich, mogli sprawę załatwić tak jak powinna być załatwiona, ale do tego były potrzebne trzy elementy: więcej sojuszników co leżało w gestii dowódcy, propaganda za którą odpowiadał każdy z osobna mający wpływ na prasę czy radio i społeczne niezadowolenie wymierzone we wroga. Ostatni punkt realizował się właśnie teraz, wystarczyło go dopiąć kiedy zrobi się nieco spokojniej. Wielkie sprawy zaczynały się zawsze od tych błahych, wystarczyło jedno pchnięcie kostki domino, aby kolejne posypały się w ekspresowym tempie. Wiedział jak to działa. Jutro szlama przyzna się do wzniecenia pożaru, aby zrobić z siebie ofiarę, a także żeby ukarać rodzinę męża, pojutrze popełni samobójstwo szargana poczuciem winy, a za dwa dni w kraju będzie się mówić o tym jak wiele jest w stanie zrobić szlama, aby tylko osiągnąć swój cel. Jak szczur, który wciśnie się wszędzie, zwinny i obłożony chorobami jakie rozprzestrzenia. Musiał więc jedynie dokończyć dzieło, pozwolić aby publiczne samosądy zniszczyły biedną kobietę, ale nie teraz. Za dużo aurorów zbierało się w okolicy, a szlama i tak była w szoku, więc niech oczekuje na lepsze okoliczności.
— Niekoniecznie. Z rodziną najlepiej się wychodzi na zdjęciach, a ja jestem tu w interesach, więc Yule musi poczekać. — wzruszył ramionami, stawiając wyżej kołnierz. Było chłodno odkąd ognisko przygasło, doceniał więc to jak długo się utrzymało, wcześniej sprawnie odsuwając chłód. Jedyna rzecz do której się nadawali mugole, szlamy czy szlamojebcy to bycie napędem dla ogrzewania ulic, aczkolwiek warto było jeszcze pomyśleć nad zaklęciem usuwającym odór, bowiem jakkolwiek widok płonącego zdrajcy był satysfakcjonujący, tak jego woń niekoniecznie była adekwatna i na tyle przyjemna aby się móc nią rozkoszować.
Westchnął, podnosząc na moment niebieskie oczy w kierunku zasnutego dymem oraz chmurami nieba, na którym z trudem przebijały się gwiazdy, walcząc o swoją dominację na firmamencie. Yule było ważnym świętem, nie obchodził go jednak od śmierci rodziców, w tym czasie poświęcając się całkiem innym sprawom, ważniejszym dla niego na ten czas. Gdy więc trwało świętowanie, najczęściej zaczytywał się w kolejnych księgach albo odbywał jedną z wielu podróży. Wybranie się tego dnia do Hogsmeade nie było też przypadkiem, bowiem wcześniej pracował nad wyceną jednego z dzieł sztuki, które chciał pchnąć w świat jako luksusowe i awangardowe, mimo marnego talentu twórcy. Skoro jednak płacił wyjątkowo dobrze, szkoda nie skorzystać, zwłaszcza, że nowe nurty w malarstwie kształtowała podaż na takie dzieła, one najpierw musiały powstać aby odbiorcy uznali, że właśnie tego chcą. Albo dali sobie wmówić, że tak jest, co miało miejsce znacznie częściej.
Dyskretnie rozejrzał się po otoczeniu, nadal panował chaos, ale ktoś zaczął nad nim sprawować kontrolę, a to było już niebezpieczne i groziło tym, że wkrótce zaczną się przesłuchania, których naprawdę wolał dzisiaj uniknąć, tej nocy koncentrując się jedynie na dobrym zagraniu pod publikę.
— Być może masz rację, niemniej, będę spać spokojniej wiedząc, że jednak nie zostałaś ofiarą. Ani ty ani twoja towarzyszka, a ona już jest ranna. — wskazał na kwiat, który stracił wcześniej kilka płatków, a potem zaoferował blondynce swoje ramię. Nie mógł trafić na lepszą sytuację, aby zniknąć w ciemności z jedną z kobiet, pokazać się jako gentleman który dba o innych, jednocześnie starając się odejść jak najbardziej dyskretnie, ale nie kryjąc się z intencjami, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Były one tak naprawdę znacznie inne, bardziej mroczne, ale okoliczni mieszkańcy i sama kobieta mogli wierzyć w jego dobre serce, takie alibi było ciężkie do podważenia bez mocnych dowodów obciążających, o czym doskonale wiedział. Wystarczyło dobrze pociągać sznurki aby wygrać w grze marionetek, przynajmniej dopóki widownia chciała być oszukiwana przez mistrza tego pokazu. A chciała jak najdłużej, wiedział o tym. Świat wolał być ślepy, nikt nie mógł go za to winić.
And when you kill a man, you're a murderer;
Kill many, and you're a conqueror;
Kill them all... Oh, you're a god.
Kill many, and you're a conqueror;
Kill them all... Oh, you're a god.