29.12.2022, 11:27 ✶
Brenna odetchnęła, kiedy Erik złapał ją za dłonie. Na moment zacisnęła palce, nim puściła jego ręce i machinalnie pogłaskała psa, który chyba wyczuwał jej nerwowość i sam zdawał się coraz bardziej zaniepokojony. Po chwili na jej twarzy powrócił zwykły wyraz.
Była dorosła, od lat pracowała w Brygadzie, od dłuższego czasu działała w Zakonie, a i charakter miała, jaki miała, więc zwykle zachowanie spokoju i działanie przychodziły jej z łatwością. Na pewności siebie jej nie zbywało i czuła się dobrze właściwie prawie w każdych okolicznościach i każdym towarzystwie. W tym przypadku jednak stąpała po bardzo grząskim gruncie, a jeden fałszywy krok mógł wciągnąć w bagno nie tylko ją, ale też Norę i Mabel. A gdy szło o Mabel, Brenna potrafiła być przewrażliwiona.
- Każdego z nich można obalić, ale jeżeli Salem miał rację, są najbardziej prawdopodobni - powiedziała rzeczowym tonem, po czym zaczęła odginać kolejne palce. - Był na balu, to spotkanie nią wstrząsnęło, na pewno się widzieli, prawdopodobnie mógł być świadkiem akcji z bobrem... Poza nimi w pobliżu byli albo blondyni, albo osoby ze czterdzieści lat starsze, albo takie, które wykluczyłam, bo na przykład wyjechali za granicę... Wiesz, że ja zawsze podejrzewałam, że to był któryś nauczyciel albo ktoś z jej roku? - spytała nagle, trochę bez związku z poprzednimi zdaniami. W końcu Nora była wtedy w Hogwarcie. Oczywiście, mogła wdać się w romans z kimś tuż po egzaminach albo podczas wizyty w Hogsmeade, ale to się nie składało z tym, jak bardzo broniła tożsamości ojca.
Spochmurniała. Po prawdzie jeżeli mieli rację, to każdego z tych mężczyzn najchętniej by udusiła, a nie przedstawiała mu Mabel. Wszyscy, co do jednego, byli od Nory starsi, a ona na litość Merlina, była wtedy jeszcze uczennicą. Powinni albo trzymać ręce przy sobie, albo chociaż pomyśleć o odpowiednim zabezpieczeniu.
Przez moment wyobrażała sobie samą siebie, spychającą ciemnowłosego czarodzieja z klifu. Nie podzieliła się jednak tą wizją (ani przemyśleniami) z Erikiem, bo o pewnych rzeczach braciom się nie mówi.
- Spróbuję porozmawiać z Salemem - mruknęła. - Nie powiem mu za dużo, ale niech wie, że działam, żeby nie pobiegł gdzieś dalej... I sama nie wiem, chyba postaram się sprawdzić dokładniej, gdzie ta trójka mogła być te parę lat temu.
Obiecała, że będzie działać powoli. Z rozwagą. To oznaczało, że na pewno z żadnym z nich nie porozmawia - to znaczy owszem, mogła, ale z Adelardem i na zasadzie "masz, ciasteczko naszej znajomej, Nory. Pamiętasz Norę?" - i nie popędzi od razu z tą sprawą do panny Figg.
Nie było też mowy o spychaniu z żadnych klifów. Po pierwsze, nie mieściło się to w "działaniu powoli i z rozwagą". Po drugie, było nielegalne. Niestety.
Była dorosła, od lat pracowała w Brygadzie, od dłuższego czasu działała w Zakonie, a i charakter miała, jaki miała, więc zwykle zachowanie spokoju i działanie przychodziły jej z łatwością. Na pewności siebie jej nie zbywało i czuła się dobrze właściwie prawie w każdych okolicznościach i każdym towarzystwie. W tym przypadku jednak stąpała po bardzo grząskim gruncie, a jeden fałszywy krok mógł wciągnąć w bagno nie tylko ją, ale też Norę i Mabel. A gdy szło o Mabel, Brenna potrafiła być przewrażliwiona.
- Każdego z nich można obalić, ale jeżeli Salem miał rację, są najbardziej prawdopodobni - powiedziała rzeczowym tonem, po czym zaczęła odginać kolejne palce. - Był na balu, to spotkanie nią wstrząsnęło, na pewno się widzieli, prawdopodobnie mógł być świadkiem akcji z bobrem... Poza nimi w pobliżu byli albo blondyni, albo osoby ze czterdzieści lat starsze, albo takie, które wykluczyłam, bo na przykład wyjechali za granicę... Wiesz, że ja zawsze podejrzewałam, że to był któryś nauczyciel albo ktoś z jej roku? - spytała nagle, trochę bez związku z poprzednimi zdaniami. W końcu Nora była wtedy w Hogwarcie. Oczywiście, mogła wdać się w romans z kimś tuż po egzaminach albo podczas wizyty w Hogsmeade, ale to się nie składało z tym, jak bardzo broniła tożsamości ojca.
Spochmurniała. Po prawdzie jeżeli mieli rację, to każdego z tych mężczyzn najchętniej by udusiła, a nie przedstawiała mu Mabel. Wszyscy, co do jednego, byli od Nory starsi, a ona na litość Merlina, była wtedy jeszcze uczennicą. Powinni albo trzymać ręce przy sobie, albo chociaż pomyśleć o odpowiednim zabezpieczeniu.
Przez moment wyobrażała sobie samą siebie, spychającą ciemnowłosego czarodzieja z klifu. Nie podzieliła się jednak tą wizją (ani przemyśleniami) z Erikiem, bo o pewnych rzeczach braciom się nie mówi.
- Spróbuję porozmawiać z Salemem - mruknęła. - Nie powiem mu za dużo, ale niech wie, że działam, żeby nie pobiegł gdzieś dalej... I sama nie wiem, chyba postaram się sprawdzić dokładniej, gdzie ta trójka mogła być te parę lat temu.
Obiecała, że będzie działać powoli. Z rozwagą. To oznaczało, że na pewno z żadnym z nich nie porozmawia - to znaczy owszem, mogła, ale z Adelardem i na zasadzie "masz, ciasteczko naszej znajomej, Nory. Pamiętasz Norę?" - i nie popędzi od razu z tą sprawą do panny Figg.
Nie było też mowy o spychaniu z żadnych klifów. Po pierwsze, nie mieściło się to w "działaniu powoli i z rozwagą". Po drugie, było nielegalne. Niestety.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.