31.05.2024, 17:25 ✶
Bulstrode bardzo chciałby móc powiedzieć, że nie obchodziło go jak wyglądał, ale czasem jednak warto było się ładnie ubrać. Albo ubrać innych. A Rosierowie, cóż... byli Rosierami i gdzie indziej kierować swoje zamówienia o kreacje, jak nie do nich? Pozostawało tylko mieć nadzieję, że Chris nie weźmie sobie tej zniewagi na parkiecie aż tak bardzo do siebie. W jednym jednak się z nim Atreus mógł zgodzić - akurat ochroniarz zasługiwał tutaj na jakąś wymyślną karę.
Przez chwilę zastanawiał się, czy coś z tym jego rosnącą opuchlizną nie zrobić. Trzymana w dłoni papierośnica była metalowa i przyjemnie chłodna, ale po zastanowieniu odrzucił ten pomysł. Jeszcze by mu potem nie oddał i Atreus umarłby z braku papierosów. Mógł jeszcze wyczarować jakąś chłodzącą mgiełkę na ukojenie, ale czy mu się chciało machać tą różdżką? Niekoniecznie. Ostatecznie mógł go po tej buźce pogłaskać, bo przecież dłonie miał niezmiennie lodowate, ale Rosier okazał się zaradny i samodzielny. Dobrze dla niego.
- Może nie poszło w oko, a po uszach? - zapytał nieco kąśliwie, zaciągając się papierosem i patrząc na mężczyznę z powątpiewaniem. Najwyraźniej ten miał problemy ze słuchem, bo przecież zdążył już wyrzucić z siebie, w czym był tutaj problem. Ale najwyraźniej zmuszony był się powtórzyć. Westchnął. - Do. Drinków. Dodają. Amortencję - powiedział mu słowo po słowie, tak żeby zrozumiał. Ale te cztery słowa wystarczyły, żeby mu się odechciało w ten sposób przeprowadzić całą rozmowę. - Ta sama zagrywka miała na Beltane, ale tam odpowiedzialnymi za to były kapłanki. Miały tam to swoje stoisko z herbatkami, rozumiesz. Nie chcę cię obrażać, ani nic, ale nie poprosiłbym sam z siebie Moody do tańca - skrzywił się lekko, bo doprawdy - be przesady. Miał pewne standardy, a Millie oprócz tego że była zwyczajnie dziwna, to była siostrą Alastora. Tego akurat Atreus szanował i zwyczajnie podrywanie mu siostry nie wchodziło w grę. - Ale bardzo ładna kiecka. Jeśli oczywiście twoja.
Kiedyś, bardzo dawno temu, naśmiewał się z zapędów Rosiera do robótek i babskiego fachu. I dokładnie tak jak Chrisa nauczył jego drogi tatuś, Bulstrode dostał w mordę za swoje głupie gadanie. Jeśli natomiast było coś, co natychmiastowo mogło sprawić, że zaczął kogoś jako tako szanować, albo przynajmniej z niego szydzić, to było właśnie wyjaśnienie mu pewnych rzeczy za pomocą pięści. W każdym razie - już nigdy więcej nie zaśmiewał się z Rosiera.
Przez chwilę zastanawiał się, czy coś z tym jego rosnącą opuchlizną nie zrobić. Trzymana w dłoni papierośnica była metalowa i przyjemnie chłodna, ale po zastanowieniu odrzucił ten pomysł. Jeszcze by mu potem nie oddał i Atreus umarłby z braku papierosów. Mógł jeszcze wyczarować jakąś chłodzącą mgiełkę na ukojenie, ale czy mu się chciało machać tą różdżką? Niekoniecznie. Ostatecznie mógł go po tej buźce pogłaskać, bo przecież dłonie miał niezmiennie lodowate, ale Rosier okazał się zaradny i samodzielny. Dobrze dla niego.
- Może nie poszło w oko, a po uszach? - zapytał nieco kąśliwie, zaciągając się papierosem i patrząc na mężczyznę z powątpiewaniem. Najwyraźniej ten miał problemy ze słuchem, bo przecież zdążył już wyrzucić z siebie, w czym był tutaj problem. Ale najwyraźniej zmuszony był się powtórzyć. Westchnął. - Do. Drinków. Dodają. Amortencję - powiedział mu słowo po słowie, tak żeby zrozumiał. Ale te cztery słowa wystarczyły, żeby mu się odechciało w ten sposób przeprowadzić całą rozmowę. - Ta sama zagrywka miała na Beltane, ale tam odpowiedzialnymi za to były kapłanki. Miały tam to swoje stoisko z herbatkami, rozumiesz. Nie chcę cię obrażać, ani nic, ale nie poprosiłbym sam z siebie Moody do tańca - skrzywił się lekko, bo doprawdy - be przesady. Miał pewne standardy, a Millie oprócz tego że była zwyczajnie dziwna, to była siostrą Alastora. Tego akurat Atreus szanował i zwyczajnie podrywanie mu siostry nie wchodziło w grę. - Ale bardzo ładna kiecka. Jeśli oczywiście twoja.
Kiedyś, bardzo dawno temu, naśmiewał się z zapędów Rosiera do robótek i babskiego fachu. I dokładnie tak jak Chrisa nauczył jego drogi tatuś, Bulstrode dostał w mordę za swoje głupie gadanie. Jeśli natomiast było coś, co natychmiastowo mogło sprawić, że zaczął kogoś jako tako szanować, albo przynajmniej z niego szydzić, to było właśnie wyjaśnienie mu pewnych rzeczy za pomocą pięści. W każdym razie - już nigdy więcej nie zaśmiewał się z Rosiera.