31.05.2024, 19:53 ✶
Dzięki życiu spędzonemu przede wszystkim w Norwegii, Leonard nie miał aż tak wielkiego kontaktu z rodziną z Anglii, że o pocuciu bliskości nie wspominając. I być może to i lepiej, sądząc po tym, jak sztywnymi i nudnymi ludźmi byli. Przy czym zostanie nazywanym sztywnym i nudnym przez osobę równie chłodną w kontaktach, jak on, o czymś musiało już świadczyć. Gdyby nie obecność Sophie, sądziłby, że są z Charliem jakimiś dziwnymi wybrykami natury. Nie robili w gruncie rzeczy niczego złego i tylko przekomarzali się nieco jak to brat z bratem. Co w tym takiego dziwnego, czy niestosownego? Trochę jęczenia ze strony Charliego? Wuj Robert z całą pewnością nie miał pojęcia, czym jest prawdziwy "chaos". Nie to, żeby zamierzał demonstrować. Nie był głupcem, typem głośnym czy jakimś wielkim rozrabiaką, ale nigdy też nie pozostawał dłużny, kiedy się go zaczepiało. A Charlie miał oczywiście do tego talent, bo jakżeby inaczej.
W przeciwieństwie do brata, Leonard przyjął krytyczne komentarze i niepotrzebną jego zdaniem złość ze stoickim spokojem oraz niewielkim przejęciem. Miał ochotę wywrócić oczami, ale nie zrobił tego dla dobra ojcowskich nerwów.
- Zapewniam wuja, że nie zamierzaliśmy nikomu psuć śniadania naszymi drobnymi zaczepkami - zwrócił się do Roberta uprzejmie, nalewając sobie przy tym jednak herbaty, jak gdyby nigdy nic. W drobnych gestach chciał podkreślić, że ten robi z igły widły. - Być może to kwestia nadmiernego przyzwyczajenia do norweskiego poczucia humoru, który tutaj jest nie do końca zrozumiały - dodał lekkim tonem, mimo że jedno z drugim nie miało tak naprawdę nic wspólnego. - Wszystkim, którym popsuło to nieco smak, oczywiście bardzo przepraszam.
Uśmiechnął się szeroko i absolutnie nie zamierzając pokazywać, że czyjekolwiek działania, czy to ojca, czy to wuja na niego wpłynęły, wbił widelec w podsuniętą mu 'abominację' śniadaniową, a następnie podsunął sobie pod usta i ugryzł. Mogło smakować gorzej, ale nie było wcale aż tak źle.
W przeciwieństwie do brata, Leonard przyjął krytyczne komentarze i niepotrzebną jego zdaniem złość ze stoickim spokojem oraz niewielkim przejęciem. Miał ochotę wywrócić oczami, ale nie zrobił tego dla dobra ojcowskich nerwów.
- Zapewniam wuja, że nie zamierzaliśmy nikomu psuć śniadania naszymi drobnymi zaczepkami - zwrócił się do Roberta uprzejmie, nalewając sobie przy tym jednak herbaty, jak gdyby nigdy nic. W drobnych gestach chciał podkreślić, że ten robi z igły widły. - Być może to kwestia nadmiernego przyzwyczajenia do norweskiego poczucia humoru, który tutaj jest nie do końca zrozumiały - dodał lekkim tonem, mimo że jedno z drugim nie miało tak naprawdę nic wspólnego. - Wszystkim, którym popsuło to nieco smak, oczywiście bardzo przepraszam.
Uśmiechnął się szeroko i absolutnie nie zamierzając pokazywać, że czyjekolwiek działania, czy to ojca, czy to wuja na niego wpłynęły, wbił widelec w podsuniętą mu 'abominację' śniadaniową, a następnie podsunął sobie pod usta i ugryzł. Mogło smakować gorzej, ale nie było wcale aż tak źle.