Gerry miała świadomość, że jej nazwisko może wzbudzać kontrowersje. Szczególnie w czasach, w których przyszło im żyć. Jej rodzina nigdy nie ukrywała, jakimi zasadami się kieruje. W końcu zasługiwali na to, aby być traktowani lepiej, od pokoleń płynęła w ich żyłach magiczna krew. Sama Geraldine nigdy specjalnie nie przywiązywała do tego wagi, szczególnie, że w swoim życiu spotykała wielu czarodziejów i nigdy nie pytała, czy są czystokrwiści. Bardziej imponowały jej ich umiejętności. Zresztą w szkolnych czasach zdarzało się jej wdawać w bójki z Ślizgonami, którzy nie do końca akceptowali to, że do Hogwartu mogą uczęszczać czarodzieje różnego pochodzenia. Nie odcinała się jednak też od rodziny, w końcu to im zawdzięczała to, że mogła się rozwijać w tej najbardziej interesującej ją rodzinie, zresztą pogodzili się z tym, że w pracy towarzyszył jej Theseus - który nie był tak czysty, jakby tego oczekiwali. Przymykali oko na te jej koneksje i liczyli na to, że Gerry kiedyś dojrzeje do tego, aby kierować się wartościami podobnymi do nich.
- Jasne.- Nie miała oporów przed tym, żeby wejść do środka z Idą. Trochę bała się, co zastaną wewnątrz. Miała świadomość, że jej brat jest jednym z tych złych. Może nie powiedział jej tego wprost, jednak czuła, że się angażuje. Co jeśli spotkają się w środku, czy będzie musiała go zaatakować? Nie miała pojęcia, jak powinna postąpić w takiej sytuacji. W końcu byli rodzeństwem, czy skrzywdzenie go przyszło by jej łatwo?
Westchnęła głośno, kiedy usłyszała kolejne słowa Moody. Spodziewała się tego, w końcu postanowili działać. - Rozumiem Ida, wiedz, że ja nie zrobię Ci krzywdy.- Geraldine nie zamierzała się angażować w ten konflikt, szczególnie, że była w tym wszystkim rozdarta, bo w końcu jej rodzina określiła, jakie ma zdanie. Sama Yaxley jednak nie zamierzała krzywdzić niewinnych, nigdy. Rozejrzała się po pomieszczeniu, do którego weszły, nie wyglądało to zbyt dobrze. - Powinnyśmy sprawdzić, czy żyje, to wszystko nie wygląda dobrze.- Poplecznicy Voldemorta najwyraźniej nie mieli oporów, aby zrównać wszystko z ziemią. Gerry nie do końca się to podobało.
Ścisnęła mocniej różdżkę, którą trzymała w dłoni. Nie zamierzała teraz stąd wyjść. Miałaby zostawić Idę samą? Nie wybaczyłaby sobie, gdyby stała się jej tutaj krzywda. Może ostatnio nie spotykały się często, nie zwierzały się sobie, jednak nadal była to Moody, którą uwielbiała w Hogwarcie. Geraldine postanowiła pójść z nią sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. - Za kogo Ty mnie masz Ida?- Jak w ogóle mogła pomyśleć, że zamierza ją tutaj zostawić. - Najwyraźniej los chciał, żebym Ci w tym towarzyszyła. Musimy być cicho, nie rozdzielać się, nie wiadomo ilu ich tutaj jest.- Miała nadzieję, że stęknięcia bólu, które udało im się usłyszeć zwiastowały dobrą wiadomość, wolałaby, żeby to nie był ostatni, bolesny oddech odchodzącego z tego świata czarodzieja.