31.05.2024, 21:50 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.06.2024, 09:58 przez Christopher Rosier.)
Christopher potrafił być niesamowicie zapiekły w swojej urazie, gdy ktoś mocno nadepnął mu na odcisk, ale jego gniew często choć gwałtowny trwał krótko, przynajmniej w tych mniej ważnych sprawach. A ostatecznie Atreus był szkolnym kolegą, czarodziejem czystej krwi, byłym wychowankiem Slytherinu i należał do znakomitego rodu, to zaś sprawiało, że Chris był odrobinę bardziej skłonny do współpracy. Gdyby auror faktycznie przyszedł i walnął go ot tak sobie, Rosier gotów byłby wytoczyć najcięższe działa i iść na wojnę na wyniszczenie… ale tak… tak mógł się jeszcze zawahać, słysząc wyjaśnienie.
Nie zrozumiał, o co chodzi z tym "świństwem w drinkach", bo nie wypił niczego na Beltane. Nie słyszał pogłosek o amortencji: te utonęły w fali innych doniesień, o Voldemorcie, śmierciożercach, zawiei i gniewie bogów. I teraz też spojrzał na Bulstrode'a z pewnym niedowierzaniem.
- Dodali amortencji do drinków na weselu? - spytał. - Odjebało im? Ktoś chce zepsuć całą imprezę? Jeszcze tego brakuje, żeby panna młoda rzuciła się na świadka.
Amortencja mogła zadziałać gwałtownie podana w większej dawce, a sądząc po reakcji Atreusa, ta właśnie była bardzo skondensowana.
- Mistrz chaosu – burknął nabzdyczony, bo doceniłby ten dowcip, gdyby sam nie padł jego ofiarą. Wyobraźnię miał bujną, mógł więc sobie wyobrazić, jak ktoś zakochuje się w panu młodym, jakaś dama czystej krwi idzie oświadczyć się kelnerowi, a starszy czarodziej nagabuje młodziutką dziewczynę, że koniecznie muszą zatańczyć i potem to najlepiej od razu iść się pobrać. Idealny sposób na katastrofę oraz wkurwienie kilku wpływowych czarowników.
Czy przestał być zły? Nie. Zwłaszcza, że twarz dalej go cholernie bolała. Ale ta złość trochę przybladła i częściowo przekierowała się na winnego tego drinkowego zamieszania, kimkolwiek on był. Ponieważ chwilowo Christopher nie mógł być pewny, kto tutaj zawinił, obwiniał wszystkich sprawiedliwie: obsługę, pannę młodą, pana młodego oraz ich rodziny.
- Dawaj tego papierosa - powiedział, wyciągając wolną rękę (bo jedną przyciskał zimny okład do twarzy i nawet nie chciał myśleć, jak głupio musi wyglądać) ku papierośnicy. - Mógłbym pomyśleć, że jest dokładnie w twoim typie.
Jemu nigdy nie dała się poznać jako dziwna, nie poznał Moody od tej strony. Przy nim zachowywała się dość normalnie, a zarazem do pewnego stopnia zaskakująco, jakby przełączając się między artystką, brygadzistką i dziewczyną, która doskonale umiała grać. Och, jasne, nie przypominała idealnej damy Elaine, ale miała delikatną urodę, była pewna siebie, umiała być uwodzicielska i jasno domagać się zainteresować, więc choć może nie widziałby ich na ołtarzu, to na jakimś spotkaniu już jak najbardziej. Patrzyli na Mildred Moody przez pryzmat różnych doświadczeń, tego, że wobec obu zachowywała się inaczej i być może Christopherowi Rosierowi pewnych rzeczy po prostu dotąd nie chciała pokazać.
A może niektórych nie pokazała nigdy także Atreusowi Bulstrodowi - on zaś nie chciałby ich zobaczyć?
– Zresztą, pieprzyć to. Zawsze walisz po twarzy facetów, którzy tańczą z dziewczynami, które ci się podobają, czy tylko jak się naćpasz amortencji? I oczywiście, że to moja sukienka.
Uważał, że to doskonałe dzieło, zwłaszcza że bardzo odmieniało kobietę, która je nosiła - podkreślając urodę, a nie przyćmiewając ją. I przygotowanie takiego projektu stanowiło zdaniem Rosiera największe wyzwanie. A on, oczywiście, mu sprostał.
Nie zrozumiał, o co chodzi z tym "świństwem w drinkach", bo nie wypił niczego na Beltane. Nie słyszał pogłosek o amortencji: te utonęły w fali innych doniesień, o Voldemorcie, śmierciożercach, zawiei i gniewie bogów. I teraz też spojrzał na Bulstrode'a z pewnym niedowierzaniem.
- Dodali amortencji do drinków na weselu? - spytał. - Odjebało im? Ktoś chce zepsuć całą imprezę? Jeszcze tego brakuje, żeby panna młoda rzuciła się na świadka.
Amortencja mogła zadziałać gwałtownie podana w większej dawce, a sądząc po reakcji Atreusa, ta właśnie była bardzo skondensowana.
- Mistrz chaosu – burknął nabzdyczony, bo doceniłby ten dowcip, gdyby sam nie padł jego ofiarą. Wyobraźnię miał bujną, mógł więc sobie wyobrazić, jak ktoś zakochuje się w panu młodym, jakaś dama czystej krwi idzie oświadczyć się kelnerowi, a starszy czarodziej nagabuje młodziutką dziewczynę, że koniecznie muszą zatańczyć i potem to najlepiej od razu iść się pobrać. Idealny sposób na katastrofę oraz wkurwienie kilku wpływowych czarowników.
Czy przestał być zły? Nie. Zwłaszcza, że twarz dalej go cholernie bolała. Ale ta złość trochę przybladła i częściowo przekierowała się na winnego tego drinkowego zamieszania, kimkolwiek on był. Ponieważ chwilowo Christopher nie mógł być pewny, kto tutaj zawinił, obwiniał wszystkich sprawiedliwie: obsługę, pannę młodą, pana młodego oraz ich rodziny.
- Dawaj tego papierosa - powiedział, wyciągając wolną rękę (bo jedną przyciskał zimny okład do twarzy i nawet nie chciał myśleć, jak głupio musi wyglądać) ku papierośnicy. - Mógłbym pomyśleć, że jest dokładnie w twoim typie.
Jemu nigdy nie dała się poznać jako dziwna, nie poznał Moody od tej strony. Przy nim zachowywała się dość normalnie, a zarazem do pewnego stopnia zaskakująco, jakby przełączając się między artystką, brygadzistką i dziewczyną, która doskonale umiała grać. Och, jasne, nie przypominała idealnej damy Elaine, ale miała delikatną urodę, była pewna siebie, umiała być uwodzicielska i jasno domagać się zainteresować, więc choć może nie widziałby ich na ołtarzu, to na jakimś spotkaniu już jak najbardziej. Patrzyli na Mildred Moody przez pryzmat różnych doświadczeń, tego, że wobec obu zachowywała się inaczej i być może Christopherowi Rosierowi pewnych rzeczy po prostu dotąd nie chciała pokazać.
A może niektórych nie pokazała nigdy także Atreusowi Bulstrodowi - on zaś nie chciałby ich zobaczyć?
– Zresztą, pieprzyć to. Zawsze walisz po twarzy facetów, którzy tańczą z dziewczynami, które ci się podobają, czy tylko jak się naćpasz amortencji? I oczywiście, że to moja sukienka.
Uważał, że to doskonałe dzieło, zwłaszcza że bardzo odmieniało kobietę, która je nosiła - podkreślając urodę, a nie przyćmiewając ją. I przygotowanie takiego projektu stanowiło zdaniem Rosiera największe wyzwanie. A on, oczywiście, mu sprostał.