31.05.2024, 22:41 ✶
Florence na szczęście nie znała myśli Atreusa, chociaż pewnie nie zaskoczyłyby jej. Biorąc jednak pod uwagę, ile osób tam zginęło i że magia nie działała, bardzo cieszyła się, że ona i jej bracia uniknęli wątpliwej atrakcji, jaką była nagła podróż do serca Mglistych Mokradeł. Zaraz jednak zapomniała o tym temacie i zwróciła uważne spojrzenie na brata, wsłuchując się w jego opowieść.
Bariery, on sam, człowiek bez głowy.
– Tak naprawdę nie wiemy, czym jest limbo – powiedziała w końcu z zastanowieniem. – Według niektórych teorii to królestwo zmarłych, według innych przedsionek krainy umarłych… ale też może odbicie naszego świata? Być może to, co się stało, odbiło się na Limbo, a że… Voldemort… – Imię wypowiedziała z pewnym zawahaniem, ale ostatnio robiła wszystko, aby nie używać żadnych wybiegów, lecz nie wahać się przy wymawianiu tego „pseudonimu” przyjętego przez czarnoksiężnika, skoro de facto opowiedziała się po konkretnej stronie. – Naruszył granicę, jakoś to przenikało. W lesie znalazłam poszarpane szczątki. Nie rozumiem, jaka magia lub jakie stworzenia tak rozerwały tego człowieka.
Istniały zaklęcia, które mogły wywrzeć taki efekt, ale Florence była pewna: zbyt wiele takich trafiało do namiotów medyków, aby mogła to być jedna, przypadkowa ofiara. Czy w Kniei coś się pojawiło? Wyszło z limbo? Odmieniło zwierzęta…? Widma zabierały życie, ale nie rozrywały na kawałki.
– Wiedziałam, że możemy spodziewać się wojny, ale chyba nie spodziewałam się, że naruszy same prawa magii, rozedrze zasłonę między światami i sprowadzi… to wszystko – stwierdziła.
Czasem widziała przyszłość, ale nawet talent jasnowidza nie podpowiedział jej, jak źle się to wszystko skończy.
Odsunęła się od brata i odruchowo przeczesała włosy, nieco rozczochrane, bo w końcu ledwo wyrwano ją ze snu.
– Przyniosę ci porcję – obiecała krótko, chociaż wątpiła, aby jakikolwiek eliksir mógł wyciągnąć chłód z ciała zimnych. I tak będą czuli zimno, bo przecież pochodziło one z płynącej w nich energii Limbo, a przynajmniej na to wskazywała cała jej wiedza.
I może to z powodów myśli na ten temat, i zastanawiania się, gdzie znaleźć więcej informacji, nie mogła zasnąć jeszcze długo po tym, jak Atreus wyszedł.
Bariery, on sam, człowiek bez głowy.
– Tak naprawdę nie wiemy, czym jest limbo – powiedziała w końcu z zastanowieniem. – Według niektórych teorii to królestwo zmarłych, według innych przedsionek krainy umarłych… ale też może odbicie naszego świata? Być może to, co się stało, odbiło się na Limbo, a że… Voldemort… – Imię wypowiedziała z pewnym zawahaniem, ale ostatnio robiła wszystko, aby nie używać żadnych wybiegów, lecz nie wahać się przy wymawianiu tego „pseudonimu” przyjętego przez czarnoksiężnika, skoro de facto opowiedziała się po konkretnej stronie. – Naruszył granicę, jakoś to przenikało. W lesie znalazłam poszarpane szczątki. Nie rozumiem, jaka magia lub jakie stworzenia tak rozerwały tego człowieka.
Istniały zaklęcia, które mogły wywrzeć taki efekt, ale Florence była pewna: zbyt wiele takich trafiało do namiotów medyków, aby mogła to być jedna, przypadkowa ofiara. Czy w Kniei coś się pojawiło? Wyszło z limbo? Odmieniło zwierzęta…? Widma zabierały życie, ale nie rozrywały na kawałki.
– Wiedziałam, że możemy spodziewać się wojny, ale chyba nie spodziewałam się, że naruszy same prawa magii, rozedrze zasłonę między światami i sprowadzi… to wszystko – stwierdziła.
Czasem widziała przyszłość, ale nawet talent jasnowidza nie podpowiedział jej, jak źle się to wszystko skończy.
Odsunęła się od brata i odruchowo przeczesała włosy, nieco rozczochrane, bo w końcu ledwo wyrwano ją ze snu.
– Przyniosę ci porcję – obiecała krótko, chociaż wątpiła, aby jakikolwiek eliksir mógł wyciągnąć chłód z ciała zimnych. I tak będą czuli zimno, bo przecież pochodziło one z płynącej w nich energii Limbo, a przynajmniej na to wskazywała cała jej wiedza.
I może to z powodów myśli na ten temat, i zastanawiania się, gdzie znaleźć więcej informacji, nie mogła zasnąć jeszcze długo po tym, jak Atreus wyszedł.
Koniec sesji