Yaxley miała nieco inne podejście do tematu tych plotek, ale ona w przeciwieństwie do Erika nie przejmowała się tym, co o niej mówili ludzie. Nie obchodziło jej to z kim ją łączyli, co sugerowali, wręcz uważała, że lepiej iż plotkują o takich rzeczach, niż o tym, że jej wyimaginowany brat stał się ostatnio nieznośny, a ona nie umie sobie z nim poradzić. Lepiej, że gadali o niej i nieistniejących relacjach romantycznych.
- Możesz mieć rację, zapomniałam o tej części, dobrze, że mi przypomniałeś, bo to będzie moment, w którym będę musiała się schować. - Od zawsze na samą myśl o podobnych zabawach czuła przechodzący po plecach dreszcz zażenowania. Może dla młodych panien było to całkiem zabawne, ale dla takich widzianych w towarzystwie jako stare panny bywało to do dosyć upokarzające, gdy na siłę wyciągali je przed szereg.
- Czy ja wiem, czy takie znowu całkiem spokojne, ktoś się chyba tam potłukł. - Tak naprawdę ominęła ją cała zabawa na sabacie, chociaż chętnie dołączyłaby do jakiejkolwiek bójki, ale miała wtedy do spełnienia inne obowiązki - bycie reprezentantem swojej rodziny często ograniczało dobrą zabawę. Zaczęła się do tego przyzwyczajać.
- Nie szukam dzisiaj kłopotów, mam ich ostatnio, aż nadto. - Nie zamierzała doprowadzać do zupełnie niepotrzebnych zaczepek, bo naprawdę zbyt wiele się działo w jej życiu. Przyszła na ten ślub trochę po to, żeby odetchnąć od trapiących ją problemów.
Geraldine spoglądała dyskretnie na tańczące pary, było wiele znajomych twarzy, każdą z nich witała uśmiechem. Dobrze było ich wszystkich zobaczyć w jednym miejscu.
Erik nie najgorzej prowadził w tańcu, przemierzali parkiet tak, że nic im nie umykało. Dostrzegli więc i Atreusa zamienionego w kapibarę, tyle, że nie miała pojęcia o tym, że to on, bo nie widziała momentu przemiany. - Coraz dziwniejsze zwierzęta wybierają, wiem jednak, że Perseus ma sentyment do tych gryzoni, może to jego sprawka? - Prosił ją kiedyś o to, żeby mu złapała parkę, nie miała pojęcia dlaczego je tak lubi, ale cóż, każdy miał jakieś swoje odchyły.
Ledwie minęła chwila, gdy na ich oczach odczarowano kapibarę, którą okazał się być brat Florence, a ten wdał się w bójkę. Geraldine szukała wzrokiem przyjaciółki, w nosie miała Atreusa, ale chciała zobaczyć, czy z nią wszystko w porządku. Miały przesrane ze swoimi braćmi, tymi wyimaginowanymi, czy też mniej, później musiały świecić za nich oczami, miała nadzieję, że Flo nie będzie tego za bardzo przeżywać i będzie się na spokojnie dalej bawić na weselu, chociaż znając ją to na pewno przejmie się tym, co się wydarzyło.
- Strasznie żałosne, że też nie potrafią się powstrzymać nawet podczas takiego dnia. - Może dla nich to nic wielkiego, jednak trochę psuli ślub, który dla kogoś miał być wyjątkowy (to, że nie pierwszy to już inna sprawa).
Dała się Erikowi wyprowadzić z parkietu. Pociągnęła go jednak w stronę stolika z alkoholem, jeszcze dzisiaj nie piła, może alkohol spowoduje, że będzie patrzeć mniej krytycznie na to, co się działo. Sięgnęła po jednego z kolorowych drinków i upiła z niego niewielki łyk. - Całkiem smaczny, polecam. - Zachęciła Erika również do spróbowania jednego z dostępnych alkoholi.
!weselnedrinki