W przypadku Norki, akurat niewielka była różnica. Czy to wałkiem, czy różdżką panna Figg władała na podobnym poziomie - nie był on najwyższy jeśli chodziło o obronę. Najgorsze było to, że zdawała sobie z tego sprawę, co jednak wcale nie przeszkadzało jej w tym, aby próbować się bronić przed ewentualnym oprawcą. W jej małym ciele naprawdę siedziała ogromna siła, hartu ducha można było jej pozazdrościć. Kamień spadł jej z serca, gdy zobaczyła, że to właśnie Erik się tutaj pojawił.
- Od razu ułatwione zadanie...- Próbowała jakoś oponować, choć zdawała sobie sprawę, że to, w jaki sposób ją tutaj zastał mówiło samo za siebie. Pogrążona w ferworze przygotowywań do Yule zupełnie przestała dbać o bezpieczeństwo, choć wiedziała, że nie powinna. Nie chciała jednak głośno tego przyznać, ile razy bowiem mogła mówić Erikowi, że ma rację. Z czasem robiło się to mocno monotonne. Zdecydowanie podchodził do życia bardziej odpowiedzialnie od panny Figg. - Nie do końca taka jest moja funkcja. Nie nadaję się do pilnowania dobytku. Zostałam tu sama, aby skończyć wypieki.- Samo się wszystko nie zrobi, a Norka była najmłodszy członkiem rodziny, który posiadał odpowiednie umiejętności. Nie miała problemu z zarywaniem nocek i w przeciwieństwie do reszty mogła na spokojnie zerwać się wcześnie rano pełna energii i gotowa do kolejnego dnia pełnego pracy.
- Uważaj, jak siadasz, spotkanie z chochlami może być bolesne.- Powiedziała jeszcze do Erika, widząc, jak usadawia się na blacie. Wolała uprzedzić, nie należał w końcu do tych najmniejszych. - To fakt, jesteś jedną z najmilszych osób, jakie znam.- Odparła do Longbottoma z uśmiechem. Zdawała sobie sprawę, że postąpiła nieodpowiedzialnie, wolała jednak nie mówić o tym tak dosłownie. - Zdecydowanie, widzę po klientach, że nastroje są różne, nie czuć nawet świąt aż tak bardzo, wszyscy się boją. Zresztą nie ma się, co dziwić. Nie wiadomo kiedy znowu odważą się zaatakować.- Norka zdawała sobie sprawę z napięcia, jakie panowało wśród czarodziejów. W końcu czekali, aż się zacznie - wszyscy mieli świadomość, że prędzej, czy później do tego dojdzie.
- Słyszałam, że ma być to nie do końca tolerowane. Zachowania, jak te podczas marszu mają zostać ukrócone.- Na samą myśl o tym nieszczęsnym marszu robiło jej się gorąco. Pamiętała to uczucie, kiedy szła z tłumem. Wolałaby, aby się nigdy nie powtórzyło. Chciała zapytać Erika, czy wie coś o tym, że postanowili się zorganizować. Nie słyszała może wiele, ale dostała propozycję, aby wspierać tych, którzy będą walczyć z poplecznikami Voldemorta. Zastanawiała się, czy Longbottom też już coś wie, wolała zacząć delikatnie ten temat, najwyżej później zapyta wprost.
- Zostaję u Lizzy, znaczy u babci. Jutro muszę wcześnie zacząć.- Wolała też po nocach nie korzystać z kominków, wiedziała, że z jej szczęściem może przypadkiem wylądować gdzieś, gdzie nie powinna. Eleonora pewnym ruchem wycinała ciastka w różnych kształtach, były wśród nich choinki, gwiazdki, misie - wszystko, czego nie mogło zabraknąć na świątecznych stołach. - Zejdzie mi z tym wszystkim co najmniej pół godziny, jesteś pewien, że masz tyle czasu?- Wolałaby nie zatrzymywać Erika, w końcu nie wiedziała, czy nie ma na rano do pracy, a nie chciała być powodem jego niewyspania. Norka nie lubiła sprawiać problemów.