• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 11 Dalej »
[wieczór 28.07.1972] Sunbird | Atreus & Laurent & Florence

[wieczór 28.07.1972] Sunbird | Atreus & Laurent & Florence
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#10
01.06.2024, 10:24  ✶  

Jemu się to zawsze wydawało taką wielką tajemnicą. Zawsze mu się wydawało, że był taki ostrożny - nawet nie dla samego siebie, głównie dla tych wszystkich ludzi, którzy chcieli żyć dalej ze swoimi tajemnicami i nie pozwolić im wypełznąć na światło dzienne. Głupota? Na pewno taki sprytny nie był, jak mu się wydawało, bo za często przychodził do Florence, nawet jak nie z problemami takimi jak dziś to żeby posiedzieć razem z nią, porozmawiać, może czasem ponarzekać, a innym razem podpytać, czy znowu jakiś niepokorny młodzian próbował być mądrzejszy niż był w rzeczywistości. Florence - postrach wszystkich w szpitalu! Naprawdę uważał, że powinna dostać awans, wyższe stanowisko, przynajmniej ordynatorskie, o ile nie zostać awansowaną na dyrektora szpitala. Naprawdę uważał, że zasługiwała na kogoś takiego jak tamten mężczyzna z Francji, za którym finalnie nie wyjechała. Naprawdę uważał, że zasługiwała na swoje własne życie i przestała być matką dla innych. Żeby stała się matką dla własnych dzieci. Uważał to wszystko, nawet jej kiedyś powiedział, a jednak oto byli tutaj - ponieważ wybrała ona i wybierała ciągle to samo. Byli też tutaj, bo Atreus zasługujący na to lepsze życie, na spokój ducha, na kogoś, kto będzie przy nim i zawsze go pogłaszcze po głowie i nie będzie to Laurent. Przy Atreusie jednak zamiast o awansie myślałeś o tym, żeby czasem nie został wyrzucony za wszystko, co broił. Żeby któregoś razu Moody nie pierdolnęła papierami w stół i nie powiedziała, że dość tych rabanów już narobił Bulstrode, które negatywnie wpływają na wizerunek aurorów. Czasem się o to martwił. A o to, że zbyt szybko ogarniała go furia, martwił się tylko trochę mniej niż o zimno jego ciała i o to wszystko, o czym rozmawiał z Victorią.

Widział to dokładnie tak samo, jak Atreus - że się pogrąża. Dlatego tak się tego wstydził, dlatego tak bardzo zamykał się z tymi problemami w sobie i nie chciał o nich mówić zupełnie nikomu. Niezależnie od tego, czy to była Florence czy jego najlepsza przyjaciółka Victoria. Kiedy o tym wszystkim mówił to nie mógł już istnieć w świecie, gdzie tego nie powiedział. Cóż z tego, że nawet ufał osobom wokół co do dyskrecji, że wierzył w ich akceptację, że nie było takiego świata, gdzie Florence czy Atreus by go odsunęli, prawda? Mały braciszek - albo może raczej mała siostrzyczka-beksa. Kiedy byli dzieciakami to Laurent, paradoksalnie, płakał mniej, a i tak potrafił płakać niezależnie od tego, czy krzywda stała się jemu, czy może jednak samemu Atreusowi. Atreus robił groźne miny, albo gapił się jak kołek z rozwalonym kolanem, a Laurent płakał, że kuzynowi stała się krzywda. Jemu dużemu, złemu bratu, który latał za dziewczynami i ciągnął je za warkocz, a tymczasem Laurent siadał obok nich i zaraz pojawiało się kilka chwalących się tym warkoczykiem i marudzących, że jakiś inny je ciągnął. Nie lubił przemocy wobec innych, ale Atreusa nie potrafił winić. Widział w tym jego tragedię. Widział w tym supeł na szyi, który splotło na nim otoczenie, a on chłonął go i teraz już pętla tylko zaciskała się mocniej. I nawet teraz, mimo wszystkiego, nie potrafił pomyśleć o nim ani odrobiny gorzej niż osoba, która jest dla mnie jak brat.

Pokiwał głową, przylepiony do niej, chociaż teraz trochę się odsunął. Trochę, żeby wciąż ze spuszczoną głową, łapiąc intensywnie powietrze w płuca po płaczu, otrzeć łzy chustką wyciągniętą z kieszeni, otrzeć policzki, nos i wydmuchać go, bo oddychanie zaczynało stanowić prawdziwe wyzwanie. Powinien być na nią zły? Nie potrafił. Właściwie był wdzięczny i poczuł, że kamień spada mu z serca, że naprawdę tego nie musiał mówić. Nawet nie był pewien czy byłby w stanie bez wybuchu paniki, albo jeszcze mocniejszą histerią, przy której mówienie... mówienie i histeria się ze sobą wykluczały. I tak oto był - jakże biedny i malutki Laurent. Ten sam, który powiedział niejednemu "nie kocham cię", który wyznaczał granicę w relacjach, by nie przesunęły się za daleko, bo ciągle bał się dokładnie tego scenariusza, który wydarzył się z Nottem. Tylko że on sam się zakochał. Zakochał się w kimś, kto Nottem nie był, a potem okazało się to wieżą Babel i zwrócił swoje spojrzenie na blondyna z myślą, że to może być to..? Widział w tym samą swoją winę, bo przecież był mądrzejszy od Philipa, bogatszy w doświadczenie, rozumiał te procesy, które się działy, a jednak nie był wystarczająco bystry i szybko reagujący, żeby to zupełnie zatrzymać. Nadal nawet nie czuł siły, żeby to rozgonić. Nadal myślał, że przecież była szansa..?

Lekko podkulił ramiona, kiedy Atreus dopowiedział to, czego nie mogła Florence. Wiedział, no wiedział, że musiał zwalczyć tę słabość, tak jak mówiła Florence, przecież między innymi dlatego chciał pójść do kogoś, kto pomoże mu poukładać te myśli w głowie. Dopiero to, co kontynuował Atreus sprawiło, że Laurent podniósł tę zawstydzoną swoją słabością twarz i spojrzał na kuzyna.

Nadzieja miała wiele wyrazów twarzy, ale dzisiaj miała twarz Atreusa Bulstroda - łamanego życiem człowieka o słabym uśmiechu siedzącego przy parującej herbacie w kuchni.

To dlatego Laurent wstał, majestatycznie pociągając nosem i podszedł do Atreusa, przysiadł bokiem na jego kolanach i się do niego przytulił, opierając palce na jego włosach. Pachniał whiskey - prawie jak zawsze - ale ten zapach mu nie przeszkadzał. Przecież właśnie wymieniał whiskey na herbatę. I zamiast przepraszać za to, że popsuł im wieczór, powiedział inne słowo.

- Dziękuję...



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Atreus Bulstrode (1877), Florence Bulstrode (1801), Laurent Prewett (3446)




Wiadomości w tym wątku
[wieczór 28.07.1972] Sunbird | Atreus & Laurent & Florence - przez Laurent Prewett - 24.05.2024, 19:30
RE: [wieczór 28.07.1972] Sunbird | Atreus & Laurent & Florence - przez Florence Bulstrode - 24.05.2024, 22:52
RE: [wieczór 28.07.1972] Sunbird | Atreus & Laurent & Florence - przez Atreus Bulstrode - 27.05.2024, 21:14
RE: [wieczór 28.07.1972] Sunbird | Atreus & Laurent & Florence - przez Laurent Prewett - 28.05.2024, 00:10
RE: [wieczór 28.07.1972] Sunbird | Atreus & Laurent & Florence - przez Florence Bulstrode - 28.05.2024, 21:27
RE: [wieczór 28.07.1972] Sunbird | Atreus & Laurent & Florence - przez Atreus Bulstrode - 28.05.2024, 23:58
RE: [wieczór 28.07.1972] Sunbird | Atreus & Laurent & Florence - przez Laurent Prewett - 29.05.2024, 11:05
RE: [wieczór 28.07.1972] Sunbird | Atreus & Laurent & Florence - przez Florence Bulstrode - 29.05.2024, 20:56
RE: [wieczór 28.07.1972] Sunbird | Atreus & Laurent & Florence - przez Atreus Bulstrode - 30.05.2024, 18:04
RE: [wieczór 28.07.1972] Sunbird | Atreus & Laurent & Florence - przez Laurent Prewett - 01.06.2024, 10:24
RE: [wieczór 28.07.1972] Sunbird | Atreus & Laurent & Florence - przez Florence Bulstrode - 04.06.2024, 07:52
RE: [wieczór 28.07.1972] Sunbird | Atreus & Laurent & Florence - przez Atreus Bulstrode - 07.06.2024, 16:44
RE: [wieczór 28.07.1972] Sunbird | Atreus & Laurent & Florence - przez Laurent Prewett - 08.06.2024, 17:59

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa