01.06.2024, 12:12 ✶
– Nie miałem wyrzutów sumienia – odparł Julius, z nagłym gniewem: echem złości, jaką mógłby odczuwać prawdziwy Ignas, gdyby wciąż był żywy. Nie miał już przecież ciała, hormonów, niczego, co mogłoby za taki gniew odpowiadać, ale odcisk jego osobowości w jakiś sposób wciąż tutaj pozostawał. – Nigdy nie skrzywdziłem żadnego z moich dzieci. Dlaczego miałbym żyć, gdy oskarżano mnie o ich śmierć? Gdy spluwano mi pod nogi, dawni przyjaciele odwracali się plecami, gdy Ministerstwo chciało wtrącić mnie do Azkabanu za zabójstwo własnej córki?
– Kto w takim razie ją zabił, panie Julius? – spytała Brenna. Siedziała wyprostowana, przypatrując się mu uważnie. Z trudem powstrzymała odruch sięgnięcia po notatnik. To było prawie przesłuchanie, ale podczas tego przesłuchania nie mogła zmusić świadka do odpowiedzi ani do zostania w pomieszczeniu, a duch nie należał do najprzyjemniejszych charakterem.
Kobieta znad stawu najwyraźniej pod tym względem nie mijała się z prawdą: przynajmniej pan domu patrzył na innych z góry. Zarówno za życia, jak i po śmierci.
Czy miała rację i w innych sprawach…?
Wszyscy kłamią, pomyślała Brenna. Rzadko jakiś świadek czy oskarżony mówił całą prawdę. Tę trzeba było wyłuskać – nie zawsze spomiędzy kłamstw, czasem po prostu spomiędzy tego, w co ktoś wierzył.
Przez półprzezroczystą twarz przeszedł skurcz.
– Nie wiem. Musiała doścignąć ją klątwa, którą zazdrośni ludzie rzucili na nasz ród.
– Kto w takim razie ją zabił, panie Julius? – spytała Brenna. Siedziała wyprostowana, przypatrując się mu uważnie. Z trudem powstrzymała odruch sięgnięcia po notatnik. To było prawie przesłuchanie, ale podczas tego przesłuchania nie mogła zmusić świadka do odpowiedzi ani do zostania w pomieszczeniu, a duch nie należał do najprzyjemniejszych charakterem.
Kobieta znad stawu najwyraźniej pod tym względem nie mijała się z prawdą: przynajmniej pan domu patrzył na innych z góry. Zarówno za życia, jak i po śmierci.
Czy miała rację i w innych sprawach…?
Wszyscy kłamią, pomyślała Brenna. Rzadko jakiś świadek czy oskarżony mówił całą prawdę. Tę trzeba było wyłuskać – nie zawsze spomiędzy kłamstw, czasem po prostu spomiędzy tego, w co ktoś wierzył.
Przez półprzezroczystą twarz przeszedł skurcz.
– Nie wiem. Musiała doścignąć ją klątwa, którą zazdrośni ludzie rzucili na nasz ród.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.