Mógł zareagować bardziej emocjonalnie. Otworzyć te emocje - jak Perseus. Lecz nie. Przepraszające spojrzenie było wszystkim, co miał do zaoferowania Rodolphusowi, bo jego własna reakcja tylko podbudowała w nim jakże banalne i proste przypomnienie, że przecież na nazwisko miał Prewett. Mógł się wyprostować i co najwyżej okazać, że niektórzy nie byli warci tego, żeby ich dotykać, ale przecież to też nie wpasowywało się w jego obecny stan. Więc po prostu było nic. Odebrał przekaz bardzo dobrze, prześlizgnął się przez jego głowę. Ludzie są męczący. Nie sądził, że kiedyś przejdzie do myśli tego, że... jest zmęczony ludźmi. Że kiedyś będzie w punkcie, w którym będzie się tych ludzi bał i będzie trzymał ich na dystans. Każdy był wart kochania - nie każdy jednak wart był poznawania, żeby się o tym przekonać albo odbić od ściany. Laurent się nieco uniósł w tym dumą. Zawsze chodził wyprostowany, ale ta kropla goryczki już miała wyraz małej frustracji przy budowanym niepokoju tego, że Atreus został wyniesiony z tego miejsca i działo się z nim bogowie jedni wiedzą co. O co w ogóle poszło mu z Rosierem?
- Jakie ładne słowo. - W ramach lepszego nastroju nawet by się zaśmiał z tego żarciku... albo stwierdzenia? Z tego jednego słówka, jakże eleganckiego określenia Atreusa. Docenił bardzo zadbanie o to, żeby drink był bez żadnych dziwnych wstawek i że był lżejszy. Jeden z wielu dramatów jego życia - lubił alkohol, uwielbiał wino, kolorowe drinki, a wystarczył jeden, żeby już był pijany. Nachylił się nieco do swojego towarzysza, kiedy ten zrobił taką charakterystyczną minę i kiedy usłyszał, co usłyszał, to włoski mu na skórze dęba stanęły. - Według plotek moja kuzynka wychodzi za mąż, a Thoran Yaxley i Komnata Tajemnic staje się najnowszym hitem powieści... - Mruknął dość cicho, ale zaraz podniósł głowę na Perseusa. Czy on... było tutaj tyle ludzi. Na pewno o wiele mu bliższych niż ktoś, kogo ledwo poznał. Mimo to stał tutaj i wyglądało to tak, jakby chciał się znaleźć wszędzie, tylko nie stojąc wśród tłumu, gdzie co rusz ktoś podchodził składać mu gratulacje. - Może po prostu Philip ustala nową modę - święto bez jego bójki to święto stracone? - Zażartował lekko, bo przecież nie powie Perseusowi, że dobrze wie, za co Nott oberwał. I teraz mógł powiedzieć, że go to stresowało... bo tak było. Ale czuł też satysfakcję. Czy była jakaś księżniczka, która nie lubiła, kiedy sobie za nią obijano mordy? No nie było. Proste.
- Ach tak... - Zabrzmiało to o wiele bardziej filuternie niż zamierzał, kiedy posłał mu powłóczyste spojrzenie, ale zaraz zamieniło się to w rozbawiony uśmiech, który i zniknął, gdy skierowali się do ogrodu, a Laurent wypił pierwsze trzy łyki zdecydowanie za szybko. Więc dzięki Perseusowi, że pomyślał o lżejszym drinku. Wyciągnął proponująco ramię do Perseusa widząc, jak niepewnie już idzie w pewnej chwili. - Na szczęście obejdzie się bez interwencji pana młodego... mojej chyba też. - Przez moment spoglądał zmartwionym wzrokiem na kuzyna, ale wszystko wydawało się w porządku. Panowie się uspokoili i popalali razem papierosa. - Mam nadzieję, że nie masz mu tego za złe? - Nie wyglądał na takiego i nie brzmiał, ale wolał się upewnić. - Przepraszam, ale w zamieszaniu chyba umknęła mi odpowiedź... - Obrócił się do Perseusa. - Znasz Edga? - Nie zapytał wcześniej o to aż tak bezpośrednio, ale w zasadzie - czemu nie...