01.06.2024, 15:19 ✶
Sala bankietowa, przechodzenie na parkiet
Nie miała pojęcia jakim cudem udało jej się otrząsnąć z trocin żenady oraz oparów alkoholowego upodlenia poprzedniej nocy. Nie była przecież zaprawioną bojowniczką parkietowo-imprezową i jakkolwiek by się wczoraj nie zachowywała, nie leżało to w jej naturze, a co za tym idzie, nie leżało to również na plakietce jej systemu moralno etycznego. Poszatkowane akapity wspomnień ubiegłego wieczoru, przeciskały się przez spuchnięty umysł w losowej kolejności, tworząc szyfrowaną układankę godną Enigmy. Tym właśnie się biedaczka zajęła, wciśnięta w róg powozu pędzącego na ślub Blacków — kontemplacją żenuły, oraz zwalczaniem kacowych symptomów, które pomimo konsultacji ze znalezionym przypadkowo tygodnikiem "Czarownica", jakoś nie chciały jej opuścić. Wysiadając z powozu (unikając przy tym wyjątkowo usilnie kontaktu wzrokowego z Morpheusem), pokręciła głową odrzucając od siebie niechciane myśli, zacieśniając aurę wołającą o uwolnienie, o przyjemny dzień w towarzystwie Leviego. W posiadłości bez działających luster. Chociaż w powłóczystej czerni i zaczesanych do tyłu włosach, było jej nadzwyczajnie dobrze.
— Ucichło już po burzy? — zapytała półszeptem, mętnym spojrzeniem infiltrując głównie arystokratyczną gawiedź, w towarzystwie której przyszło jej się dziś znaleźć. Nie minęło wiele czasu od zerwanych zaręczyn Leviego z Sarą, ale Ollivanderówna skłamałaby przyznając, że nie wiedziała jak pewne trybiki wyższych sfer działały — zaczynało się od wspomnianej właśnie burzy, brutalnego sztormu z zeusowymi błyskawicami ciskanymi w granitowe niebo. Kończyło się czerwcowym niebem z puchatymi obłokami.
Bo kolejny, świeższy, ciekawszy skandal, zawsze nadchodził.
— Jasne, czemu nie — wzruszyła ramionami z uśmiechem tak lekkim, że trudno byłoby dostrzec nieszczerość tego grymasu pod dopracowywaną latami do perfekcji maską. Dużo wczoraj tańczyła, zapewne za dużo, o czym dawały jej znać obolałe, patykowate łydki bez grama uformowanych mięśni — ale może najpierw coś wolnego? — zaproponowała nieśmiało, kierując się na parkiet.
— OTWIERAM ZAKŁADY O TO JAK DŁUGO POTRWA TO MAŁŻEŃSTWO
Dobiegło ich uszom na odchodne, ale Timmy tym razem nie miała odwagi się roześmiać. Obserwowała za to dociekliwie reakcję przyjaciela.