Każde zwierzę mogło być niebezpieczne, jeżeli nie obchodziło się z nim w odpowiedni sposób, dlatego nawet podstawowa wiedza była bardzo ważna. Nieważne, czy był hipogryf, koń, czy zwykły domowy kot. Nie trzeba przy tym było być orłem w szkole, bo, jak to się mówi, "Człowiek uczy się całe życie", a to potrafiło wyeksponować braki w mniej lub bardziej brutalny sposób i nakierować na źródło wiedzy.
Neil nie poprawiał go, gdy wspomniał nazwę szkoły, więc chyba nie popełnił jakiejś wielkiej gafy. Nie miał również zamiaru oceniać Neila, bo, raz: swoim ojcem nie był, by tak po prostu wydawać osądy, a dwa: każdy miał inny talent i skoro Neila nie interesowały tak bardzo zwierzęta, to z pewnością była jakaś inna dziedzina, w której mógł pochwalić się nadzwyczajną wiedzą i pasją.
O właśnie, rośliny. Nikolaia już nawet nie zdziwiło tak bardzo, że chłopak znał się na zielarstwie, bo wyglądało na to, że nie tylko w Hogwarcie nie praktykowano takiego podziału przedmiotów, jaki praktykowano w Koldovstoretz.
Och, a więc Neil również był animagiem? A to ciekawe...
-Koń, huh? - nawet nie musi pytać, dlaczego przypadł mu właśnie koń. -Mnie trafił się niedźwiedź.
Dotarli już do domu Petrovych i Nikolai zaprowadził Kalio do zagrody, zdejmując mu linę z karku już za bramą, i krótko witając się z pozostałymi hipogryfami, bo nie chciał kazać Neilowi za długo czekać.
Zamknął za sobą bramę zagrody, zaprosił Neila do domu i zaprowadził go do salonu, zachęcając chłopaka, by usiadł, gdzie chciał. Sam przeszedł jeszcze do kuchni i zaczął przegladać szafki, wyjmując z nich rzeczy, które potrzebował.
-Chcesz się czegoś napić? Kawy? Herbaty? Kakao? Soku? - proponował, bo gościa należało przecież ugościć.
Do Neila wrócił już z potrzebnymi rzeczami w rękach - bandaż, maść, waciki i miska z wodą. Wszystko to odstawił na stolik obok i sam usiadł na kanapie.
-Wyciągnij dłonie - polecił.