-Dlaczego? Znaczy... Chyba nie każdy decyduje się próbować... No i nie każdemu się udaje - zadumał się na chwilę, bo przed tym właśnie ostrzegała go jego nauczycielka transmutacji.
Wiele rzeczy mogło pójść nie tak, dlatego warto było mieć kogoś, kto potrafił właściwie pokierować i zauważyć, jeżeli w którymś momencie dążyło się do błędu.
W tym momencie kanapa faktycznie była lepszym miejscem, biorąc pod uwagę ustawienie stolika, ale kiedy skończą, Neil będzie mógł spokojnie przenieść się na fotel, jeśli będzie mu tak wygodniej.
Słysząc odpowiedź Neila, skinął głową, chociaż drugi chłopak nie mógł tego zobaczyć, i nastawił wodę. On sam za różaną herbatą nie przepadał, sięgnął już po drugi pojemnik z herbatą, kiedy padły kolejne trzy składniki, których drugi chłopak wołał unikać. Wybór padł na zwykłą czarną herbatę. Niechaj będzie czarna herbata. Woda się gotowała, a w tym czasie Nikolai wszystko przygotował. Zdążył jeszcze wrócić do kuchni, bo oczywiście, że czegoś zapomniał, i na stoliku pojawił się jeszcze słoiczek specyfiku do oczyszczania ran. Nikolai sam nie był pewien, czy był to jakiś magiczny wyciąg, eliksir, czy jakiś mugolski specyfik. Vladimir go skądś wytrzasnął, a skoro działał, to pytań zadawać nie trzeba było.
Zgnieceń po rzucie talerza nie było, bo w tym domu talerze nie latały. Kiedy Vlad i Nikolai już się o coś kłócili, to po prostu na siebie krzyczeli, a potem mieli Ciche Dni. Oczywiście, tak schludnie wyglądał tylko dół, jako miejsce reprezentujące domostwo. Nie było dziecięcych rysunków, bo żadnych dzieci w tym domu nie było. A zdjęcia... Gdyby Neil urodził się w takiej rodzinie, z jakiej pochodzili Kol i Vlad, również nie trzymałby ich fotografii.
Chociaż... Nikolai powinien mieć gdzieś schowane po jednym zdjęciu matki i bliźniąt. To wszystko.
Woda zagotowała się. Nikolai zdjął czajnik z ognia i zalał herbatę Neila i swoją kawę (z mlekiem) i wraz z cukierniczką zaniósł do salonu, rzucając jeszcze na napoje czar, by te za szybko nie wystygły.
Chwycił delikatnie jedną dłoń Neila, oplatając palcami jego szczupły nadgarstek.
-Trochę - nie zamierzał Neilowi wciskać kitu, bo chociaż rany nie były na tyle ubrudzone, by piekło, jak diabli, to lekkiego pieczenia nie są w stanie uniknąć. -Powiedz, kiedy nie będziesz mógł wytrzymać, wtedy przerwę.
Zanurzył wacik w specyfiku i delikatnie zaczął oczyszczać rany. W kontakcie z zabrudzeniami specyfik zaczął się lekko pienić.